Funkcjonujący obecnie paradoksalny system jest bardzo prosty i niewymagający dużego nakładu pracy dla strony nakładającej mandat, a skomplikowany i wymagający dużego zaangażowania od osoby ukaranej we wszelkich potencjalnych procedurach odwoławczych.

W ostatnim czasie szereg kontrowersji wywołują wypowiedzi i publikacje na temat uszczelniania systemu nadzoru nad prędkością jazdy pojazdów poruszających się po polskich drogach. Potocznie mówi się o zwiększeniu liczby fotoradarów, pojazdów rejestrujących przekroczenia dozwolonej prędkości oraz wprowadzeniu odcinkowego pomiaru średniej prędkości dla… zwiększenia wpływów do budżetu państwa z tytułu nakładanych na kierowców mandatów karnych.


W znacznym uproszczeniu można wnioskować, że system nadzoru nad prędkością jazdy pojazdów ma sprowadzać się do tego, że rzesza kierowców zapłaci kolejny ukryty podatek w celu utrzymania płynności finansowej państwa. Często słyszymy też, że na kierowców zastawiane będą przy drogach kolejne pułapki drenujące ich kieszenie.


W tym szumie medialnym niestety niejednokrotnie umyka sens uszczelniania systemu. Być może moje stanowisko w tej sprawie nie będzie popularne, ale jestem zwolennikiem tej tendencji pod warunkiem, że… kierowcy zostaną potraktowani poważnie i na równi wobec prawa z instytucjami nakładającymi mandaty karne. Obserwując jednak kolejne poczynania tych instytucji i tendencje legislacyjne mam poważne wątpliwości, że polscy kierowcy nie będą musieli udowadniać, że nie są wielbłądami lub dojnymi krowami, ponieważ, jak wiemy, obecnie dowód z przestępstwa możemy zobaczyć dopiero w sądzie po odmowie przyjęcia mandatu. Funkcjonujący obecnie paradoksalny system jest bardzo prosty i niewymagający dużego nakładu pracy dla strony nakładającej mandat, a skomplikowany i wymagający dużego zaangażowania od osoby ukaranej we wszelkich potencjalnych procedurach odwoławczych. Zgadzam się zatem z głoszącymi tezę, że system jest nastawiony na zysk, bo wielu kierowców, chcąc uniknąć skomplikowanych procedur odwoławczych i punktów karnych, godzi się na „najwyższy wymiar kary” i płaci „na bogato”. Chociaż decydujemy się na zasilanie budżetu państwa w pełni świadomie, przekraczając dozwoloną prędkość jazdy, to mimo wszystko uważam, że obywatel jest w tym przypadku pokrzywdzony wobec prawa w zestawieniu, bądź co bądź, z aparatem państwowym.


Pozostawmy jednak wątek finansowy, bo moim zdaniem nie stanowi on jednak głównego powodu wprowadzania w życie tego systemu, a przynajmniej mam taką nadzieję. Wielokrotnie pisałem już na łamach miesięcznika, że nie sama prędkość stanowi o zagrożeniu bezpieczeństwa ruchu drogowego, ale głównie różnice prędkości pomiędzy poszczególnymi pojazdami i dostępność do drogi (zjazdy, skrzyżowania, węzły), w tym także dla pieszych i rowerzystów. Dlatego też jestem za bezwzględnym karaniem m.in. nieodpowiedzialnych kierowców wyprzedzających na odcinkach dróg o ograniczonej widoczności (nie zawsze są tam linie osiowe ciągłe), przejściach dla pieszych czy w obszarach zabudowanych tylko dlatego, że ktoś jedzie z dozwoloną prędkością albo ma słabszy pojazd itp.


System automatycznego nadzoru nad prędkością jazdy pojazdów nie jest wymysłem polskim, choć w moim odczuciu wprowadzany jest niestety typowo po polsku, tzn. restrykcyjnie, bez profesjonalnej akcji uświadamiającej użytkowników dróg, jak to się odbywało w innych krajach, np. we Francji. Być może ktoś z decydentów przyjął założenie, że sama świadomość poniesienia kary jest wystarczająca, reszta to tylko kwestia liczby urządzeń rejestrujących i operatywności organów nakładających na kierowców mandaty. A może zamiast planowania wysokości wpływów do budżetu należało najpierw zweryfikować funkcjonujące zasady, dając m.in. kierowcom możliwość jednoznacznego odniesienia się do dowodu przestępstwa (zdjęcie potwierdzające konkretne wykroczenie). Może wzorem innych krajów należało także zrównać obywateli wobec prawa, obejmując systemem nakładania kar także osoby legitymujące się różnymi immunitetami itp. Z pewnością odbiór społeczny byłby wówczas znacznie łagodniejszy.


Powyższe subiektywne poglądy mogą być naturalnie dyskusyjne, ale jako użytkownik polskich dróg mam ogromną prośbę, aby podjąć inicjatywę społecznej dyscypliny i zrobić wszystko, aby planowane wpływy do budżetu z tytułu nakładania mandatów karnych na niezdyscyplinowanych kierowców były jak najbliższe wartości zerowej.


Co to oznacza ? Nic innego, jak wykazanie, że system zostanie wybudowany tylko dla systemu, a rzesza funkcjonariuszy, która go obsługuje, okaże się zbędna bądź mocno ograniczona. Ktoś powie w tym miejscu, że wzrośnie bezrobocie, ale w moim odczuciu wzrośnie też świadomość społeczna, dyscyplina i w znacznym stopniu zostaną zredukowane koszty wypadków drogowych, mniej będzie m.in. rannych w szpitalach itp. W konsekwencji także wydatki budżetu państwa na likwidację skutków wypadków drogowych będą mniejsze i budżet państwa na tym docelowo skorzysta. Malkontentom, którzy twierdzą, że najpierw trzeba stworzyć odpowiednie warunki korzystania z sieci nowoczesnych dróg w Polsce, z góry dziękuję, bo i tak większość z nas docelowo do miejsca pracy czy zamieszkania nie dojedzie autostradą. Trzeba będzie także skorzystać z sieci połączeń lokalnych, obejmujących m.in. obszary zabudowane, gdzie prędkość jazdy będzie w różnym stopniu ograniczona.


Nie tak dawno pisałem o wielkim zdyscyplinowaniu Szwedów, którzy jednego dnia (H-day, 3 września 1967 r.) gładko przeszli z ruchu lewostronnego na prawostronny, przy czym liczba zdarzeń drogowych w tym dniu była znacznie niższa od średniej. Apeluję zatem o podjęcie inicjatywy wyznaczenia umownej daty, od której wszyscy kierowcy zaczną przestrzegać obowiązujących przepisów drogowych. Skoro bez problemu potrafimy zachować się tak poza granicami kraju, to dlaczego nie w Polsce?


 


Utopia? Spróbujmy! Może za pośrednictwem miesięcznika, przy wsparciu KIEROWCY.PL? Ja mam zdecydowanie inną preferencję wydatków, niż finansowanie kolejnych mandatów karnych, a państwo?


 


 Marek Wierzchowski


inżynier ruchu drogowego,


biegły sądowy z zakresu inżynierii


i prawa o ruchu drogowym,


audytor BRD


 

redaktor felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0