Poprawiajmy, nie burzmy!

– Spośród wszystkich dziedzin, od wychowania komunikacyjnego po infrastrukturę drogową czy nadzór nad kierującymi, egzaminowanie ma najmniejszy wpływ na poprawę bezpieczeństwa ruchu drogowego. Z egzaminowania w Polsce niepotrzebnie zrobiliśmy szklaną górę. Z kolei egzaminatorów praktycznie sprowadziliśmy do roli zakreślaczy na karcie zadań egzaminacyjnych, liczących błędy – mówi w rozmowie ze „Szkołą Jazdy” Rafał Gajewski, dyrektor WORD-u w Zielonej Górze

Jakub Ziębka: Przez wiele osób związanych ze środowiskiem szkolenia kierowców Zielona Góra odbierana jest jako ośrodek, gdzie podejmowane są odważne decyzje. Przykładem jest tu choćby zgoda na egzaminowanie kandydatów na kierowców w pojeździe należącym do OSK. Stało się to w momencie, gdy inne WORD-y twierdziły, że nie jest to możliwe. Czy z perspektywy czasu uważa pan to za krok w dobrym kierunku?

Rafał Gajewski: Przede wszystkim nie było żadnych przeszkód prawnych czy formalnych, żeby egzamin na prawo jazdy jakiejkolwiek kategorii odbył się w pojeździe udostępnionym w tym celu WORD-owi. Od wielu lat ośrodki wynajmowały do egzaminowania np. autobusy i samochody ciężarowe. Nikt tego nie kwestionował.

Opór dotyczył tylko egzaminu na kategorię B. Wynikał on z obawy, że jest to kolejny krok na drodze marginalizacji WORD-ów, dezorganizacji dotychczasowego systemu egzaminowania i docelowo wyprowadzenia egzaminów do tzw. Super OSK oraz likwidacji wojewódzkich ośrodków ruchu drogowego. Obawy te nie były bezzasadne, ale to już inna sprawa.

Wracając do tematu, uważam, że nie można przedsiębiorcy blokować możliwości, której prawo nie zabrania i jest możliwa pod względem organizacyjnym. WORD-y są jednostkami sektora publicznego. Nasza swoboda wyboru (zgody lub jej braku) w tym zakresie jest ograniczona, bowiem realizujemy cele państwa w interesie społecznym. Na pewno jest nim nieutrudnianie działalności przedsiębiorcom prowadzącym OSK oraz rzetelne, obiektywne egzaminowanie kandydatów na kierowców, w czym bezspornie pomaga ograniczenie niepotrzebnego stresu zdających. Zdawanie w samochodzie, który się zna, na pewno zmniejsza stres i umożliwia zdającemu pełniejsze zaprezentowanie umiejętności jazdy. Dotychczasowe wyniki egzaminów są zachęcające.

Właśnie, jakie są statystyki?

– Do 31 maja tego roku przeprowadziliśmy 841 takich egzaminów. Zdawalność wyniosła 47,14 proc. (przy ogólnej 37,34 proc.). Ale w czterech szkołach na siedem, które posiadają takie samochody, było to już od 54 do 57 proc.

Tych siedem szkół wyposażyło w system do rejestracji egzaminu dziesięć aut (pięciu odrębnych marek). Dodam jeszcze, że taki egzamin nie jest dla WORD-u jakimś ogromnym zyskiem, wynikającym z oszczędzania własnego pojazdu. Nie licząc kosztu dodatkowych czynności, które muszą wykonać pracownicy, oszczędność w przeliczeniu na jeden egzamin to kilka złotych, w zależności od marki samochodu w WORD-zie i ceny paliwa (u nas wychodzi 6 – 7 zł na pełen egzamin). Niezależnie od tego wojewódzki ośrodek ruchu drogowego zabezpiecza w rezerwie swój pojazd na nieprzewidziane okoliczności, co też jest kosztem.

Pozytywnym zjawiskiem jest też to, że spadły ceny wyposażenia auta w system rejestracji. My stosujemy cztery kamery i trzy mikrofony Za system z montażem w jednym aucie zapłaciliśmy ponad 7 tys. zł. Pytałem, ile kosztował ostatnio. Okazuje się, że cena spadła do 2,5 tys. zł.

Istotną zasadą uzgadnianą ze szkołami jazdy jest też to, że nośnik danych zawsze jest własnością WORD-u. Zostaje on zakładany przed egzaminem i wyciągany po jego zakończeniu. Zajmuje się tym nasz pracownik. W tej sytuacji, gdyby doszło do upublicznienia nagrania, to wiadomo, że OSK nie będzie ponosił za to żadnej konsekwencji.

Takie działanie na pewno może dodatnio wpływać na budowanie wizerunku WORD-ów, który, delikatnie mówiąc, nie jest najlepszy. W ogólnopolskich mediach mówi się coraz częściej o konieczności ich likwidacji.

– Poza mediami branżowymi, takimi jak np. „Szkoła Jazdy”, nie ma rzeczowej dyskusji o problemach dotyczących branży – nazwijmy ją szkoleniowo-egzaminacyjną. Bo do tego potrzebna jest znajomość pewnej specyfiki. W mediach ogólnopolskich mamy jedynie fajerwerki informacyjne, które z uwagi na ilość błędów robią więcej szkód niż pożytku.

Łatwo rzucić hasło „likwidujemy WORD-y”, ale jakby zapytać o szczegóły, to chodzi tylko o egzaminowanie, które i tak jakoś trzeba uregulować i zorganizować. Teoria w starostwie? Przecież słychać głosy, że również powiaty trzeba zlikwidować. Zespoły egzaminatorów przy urzędzie marszałkowskim lub wojewódzkim, egzaminy organizowane przez różne dziwne firmy? To już było i skończyło się właśnie powołaniem WORD-ów. Wystarczy zapoznać się z uzasadnieniem do ustawy, która bezpośrednio przyczyniła się do ich powstania.

Odnoszę wrażenie, że duch Super OSK jest ciągle żywy, razem z marzeniami o zmarginalizowaniu małych i średnich ośrodków szkolenia kierowców oraz WORD-ów. Nie ma co burzyć i psuć. Łatwiej i taniej jest poprawiać to, co już istnieje. Jeżeli w środowisku OSK są liczne, choć chaotyczne, dyskusje i działania, tak w WORD-ach nie ma żadnej systemowej dyskusji nad programem zmian, które trzeba przedstawić społeczeństwu. Ta bardzo duża samodzielność, która ma sporo zalet, nie zmusza jednak do dyskusji i wspólnego działania.

A zmiany są nieuchronne. Wynikają one po pierwsze – z demografii, po drugie – z konieczności radykalnych działań na rzecz poprawy tragicznego stanu bezpieczeństwa na drogach. Ten drugi temat to zadanie dla wszystkich służb i organizacji państwa. WORD-y powinny umocnić swoje miejsce jako instytucja egzaminująca, przeprowadzająca szkolenia oraz zajęcia sprawdzające, potwierdzające, nadające uprawnienia i kwalifikacje. Bardzo ważnym kierunkiem jest wspieranie wychowania komunikacyjnego w szkołach, nawet w przedszkolach. Takie działania są zauważane przez rodziców i pozytywnie wpływają na opinię o nas. Także dzieci i młodzież oswajają się z WORD-em. Innym prospołecznym działaniem może być edukacja na rzecz poprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego, taka „wizja zero” dla konkretnej miejscowości. Nasza oferta polega na przeprowadzeniu przeglądu i inwentaryzacji istniejącej infrastruktury drogowej i zaproponowanie nowej stałej organizacji ruchu w mieście lub jego części. Połączone to ma być ze spotkaniami z mieszkańcami, żeby poznać ich potrzeby i wyjaśnić nasze propozycje nowej organizacji ruchu. Rozmawiamy z burmistrzami. W tym roku jest szansa na pilotaż w dwóch miastach. Myślę, że tego typu działania na rzecz społeczeństwa to dobry sposób na ocieplenie opinii o WORD-ach, a pomysłów na pewno może być więcej.

Postuluje się także, żeby nadwyżki finansowe trafiały bezpośrednio do kasy państwa, nie urzędów marszałkowskich.

– Chciałbym jedną rzecz sprostować. WORD, poza podatkami i opłatami określonymi w ustawach, nie dokonuje wpłat do budżetu województwa czy też państwa. Jednocześnie nie otrzymuje z tych źródeł żadnych środków. Utrzymujemy się sami. Nadwyżki środków możemy spożytkować wyłącznie na działania związane z bezpieczeństwem ruchu drogowego.

Czy WORD-y mogłyby być typowymi jednostkami budżetowymi, które przekazują przychody do budżetu województwa, ale także czerpią z niego środki na inwestycje? Oczywiście. Lecz doświadczenie mówi, że to wcale nie będzie dla społeczeństwa rozwiązanie tańsze. Racjonalniej gospodaruje się środkami, które wcześniej musieliśmy zarobić.

Zawsze kiedy dyskusja dotyczy finansów WORD-ów, gdzieś w tle pojawia się opinia, że one oblewają kandydatów na kierowców po to, żeby zarobić więcej pieniędzy. Na nic zapewnienia, że tak nie jest. Ludzie mówią: „na jednego egzaminatora przypada dziennie dziesięciu – jedenastu zdających, więc muszą oblewać”. Tymczasem planowanie to skutek, a nie przyczyna poziomu zdawalności. Też chciałbym, żeby egzaminator miał zaplanowanych dziennie osiem egzaminów, co godzinę jeden, czekał na zdającego, nie odwrotnie. Ale wtedy cena egzaminu musiałaby wrosnąć albo trzeba byłoby dołożyć na to z innych przychodów WORD-u.

Czy WORD w Zielonej Górze planuje w najbliższym czasie jakieś kolejne udogodnienia dla zdających, a może szkół jazdy?

– Zarówno WORD, jak i OSK mają przede wszystkim służyć społeczeństwu. Wiem, brzmi to górnolotnie, ale w środowisku zielonogórskim tak właśnie myślimy. Rozumiemy, że naszym wspólnym celem jest zachęcenie do uzyskania prawa jazdy tych wszystkich, którzy z różnych powodów tego nie robią. Powinniśmy dążyć do zwiększenia dostępności szkolenia i egzaminowania. Pierwszą jaskółką jest projekt nowego rozporządzenia w sprawie egzaminowania, pozwalający przeprowadzić egzaminy na kategorię AM w mniejszych miejscowościach. Tam, gdzie młodzież uczy się i mieszka.

Projekt wymaga jeszcze oszlifowania, ale jestem dobrej myśli, bowiem temat wypłynął na spotkaniu środowiska OSK z posłem, a obecnie sekretarzem stanu w Ministerstwie Infrastruktury i Rozwoju Waldemarem Sługockim i miał kontynuację w postaci interpelacji. Jej odzwierciedleniem jest, jak widzę, projekt rozporządzenia.

W następnych miesiącach pracowaliśmy ze szkołami nad tym tematem. Doszliśmy do wniosku, że jest duża potrzeba przeniesienia egzaminowania, a tym samym szkolenia, także na kategorie: A1, A2 i A, do miast, które posiadają infrastrukturę drogową odpowiednią do przeprowadzenia wszystkich wymaganych zadań egzaminacyjnych. O tym, jak uciążliwe logistycznie i niepewne z uwagi na zmiany pogodowe jest szkolenie na jednośladach na łamach „Szkoły Jazdy” nie muszę wyjaśniać. Szkoły zadeklarowały, że jeżeli to się uda, mogą nawet obniżyć ceny kursów. Rozmawiamy też z burmistrzami. Władze pięciu miast, które niejako kwalifikują się z uwagi na wielkość infrastruktury drogowej i natężenie ruchu, zadeklarowały wszelką możliwą pomoc. W WORD Zielona Góra działa biuro projektów ruchu drogowego, które w razie potrzeby dokona zmian w stałej organizacji ruchu pod kątem zadań egzaminacyjnych.

A co z teorią i placem manewrowym?

– Egzamin teoretyczny odbywałby się wyłącznie w WORD-zie, natomiast plac manewrowy z wyposażeniem i pojazdami wynajęlibyśmy od OSK. Jest też opcja, że plac urządzi miasto, ale to w przyszłości i nie wszędzie. Z samorządami rozpoznajemy też możliwości dofinansowania młodzieży szkolenia na kategorię AM. Chcemy to potraktować jako element edukacji o ruchu drogowym. Ale to na przyszły rok. Jeżeli wejdzie „okres próbny” i WORD będzie w dobrej kondycji ekonomicznej, to pomyślimy, jak się do tego zabrać.

Myśli pan, że plan ma szansę powodzenia?

– Seneka napisał, że życie bez kłopotów to marazm i wegetacja. Mamy przemyślaną całą organizację, przygotowane umowy z OSK, dokładnie wszystko przeliczyliśmy. Jest to opłacalne zarówno dla WORD-u, jak i szkół. Jedna ze szkół poinformowała nawet na swoim profilu w serwisie społecznościowym Facebook, że nad takim rozwiązaniem pracujemy. W ciągu kilku tygodni post obejrzało ponad 5 tys. osób, były same pozytywne komentarze. Z kolei ponad czterdzieści osób już zadeklarowało zapisanie się na kurs.

Czy osoby zdające egzamin w mniejszych miejscowościach nie będą gorzej przygotowane do jazdy w realnych warunkach?

– Wprost przeciwnie, będzie więcej czasu na szkolenie, bo odpadną uciążliwe dojazdy do Zielonej Góry. A kursanci chcący uzyskać prawo jazdy kategorii A to w zdecydowanej większości jeżdżący kierowcy. Zdawalność, biorąc pod uwagę jazdę po mieście, jest wysoka, ale w mniejszych ośrodkach wcale nie będzie łatwiej, bo planujemy jeździć po centrach. O pomyślnym egzaminie decyduje plac manewrowy, który jest wymagający. Ludzie w zdecydowanej większości są rozsądni, a wariatów nie wyeliminuje ani instruktor, ani egzaminator. Na to trzeba innych metod.

Pozostając w temacie egzaminowania: gdyby miał pan okazję do zmiany przepisów dotyczących tego zagadnienia, co zostałoby zmienione?

– W uzasadnieniu do projektu zmiany ustawy o kierujących pojazdami w sprawie ceny minimalnej są ciekawe trzy zdania: „Odnosząc się do całego systemu uzyskiwania uprawnień do kierowania pojazdami należy stwierdzić, że dalsze zmiany w procedurach, warunkach i zasadach przeprowadzania egzaminu państwowego będą miały coraz mniejszy wpływ na poziom bezpieczeństwa. Wynika to z faktu, iż podczas egzaminu państwowego sprawdzenie i wiedzy, i umiejętności zawsze ma charakter losowy i wybiórczy. Tym samym istnieje duże prawdopodobieństwo, iż braki w przygotowaniu przyszłego kierowcy w trakcie szkolenia w OSK mogą nie zostać zauważone podczas egzaminu”.

Jeżeli ta opinia powstała w departamencie transportu drogowego, to jestem pełen nadziei na rzeczową dyskusję, bowiem zgadzam się z nią całkowicie. Spośród wszystkich dziedzin, od wychowania komunikacyjnego po infrastrukturę drogową czy nadzór nad kierującymi, egzaminowanie ma najmniejszy wpływ na poprawę bezpieczeństwa ruchu drogowego. Z egzaminowania w Polsce niepotrzebnie zrobiliśmy szklaną górę. Z kolei egzaminatorów praktycznie sprowadziliśmy do roli zakreślaczy na karcie zadań egzaminacyjnych, liczących błędy. Trzeba zadać sobie wiele pytań: czy obecny egzamin na placu manewrowym jest sensowny, może warto go zmienić, a jeśli tak, to jak? Czy zasady, które należy stosować podczas egzaminu z jazdy drogowej, są sensowne? Może należałoby coś zmienić, z czegoś zrezygnować, coś dodać? Może wprowadzić punktowy system oceny? Dlaczego egzaminator, pomimo negatywnego lub pozytywnego wyniku egzaminu, nie może – uzasadniając na piśmie – zdecydować inaczej? Przecież wszystko jest nagrywane… Dlaczego nie egzaminujemy poza obszarem zabudowanym, poza miastem? Pytań jest więcej, pora zacząć na nie szukać odpowiedzi.

Wspomniał pan o próbie zmiany ustawy, mającej doprowadzić do wprowadzenia ceny minimalnej za godzinę szkolenia. Czy to dobry pomysł?

– W dotychczasowych postulatach artykułowanych przez środowisko związane z OSK była znaczna zgodność z oczekiwaniami społeczeństwa. Teraz po raz pierwszy interesy znacznie się rozchodzą. Ośrodki chcą szkolić drożej, a kursanci chcieliby kształcić się taniej. Ja postulat ceny minimalnej rozumiem i popieram. Trzeba zatrzymać i odwrócić proces wypierania dobrych szkół przez kiepskie, dobrych instruktorów przez słabych. A taki jest skutek zaniżania cen kursów.

Myślę też, że cena minimalna będzie działała bardziej na poziomie psychologicznym niż praktycznym. Polak potrafi obejść poważniejsze przepisy prawa. Moim zdaniem, jedyna droga do uzdrowienia branży to zmiana podejścia do nadzoru nad szkoleniem. Nad jego jakością, nie sprawami administracyjnymi. Zadanie to powierzyłbym WORD-om. Pierwszym, szybkim krokiem w tym kierunku mogłaby być zmiana podejścia do warsztatów dla instruktorów. To, że idziemy w złym kierunku, jest chyba jasne dla wszystkich. Dotychczasowe krótkie doświadczenie pokazuje, że będzie tylko gorzej, a skończy się na kupczeniu kwitami. Mamy w Zielonej Górze koncepcję, jak warsztaty powinny wyglądać, do dyskusji oczywiście.

Na koniec jeszcze pytanie o Krajowe Stowarzyszenie Dyrektorów Wojewódzkich Ośrodków Ruchu Drogowego. Czy pana zdaniem jest to organizacja, która jest potrzebna, spełnia swoją rolę?

– Potrzebę takiego forum wymiany myśli, doświadczeń, pomysłów odczuwali pierwsi dyrektorzy w czasie powstania WORD-ów. Większość problemów, z którymi mają do czynienia wojewódzkie ośrodki ruchu drogowego i ich dyrektorzy, są wspólne. Stąd rozsądnie jest takie stowarzyszenie posiadać. Jest też jeden adres (prezesa KSD), pod który można kierować pytania, wnioski, wszystkie sprawy wspólne dla WORD-ów. Jest to wygodne dla zewnętrznych osób i instytucji. Oczywiście jest problem różnicy zdań pomiędzy dyrektorami. KSD nie ma mocy, by cokolwiek swoim członkom narzucać, a z kolei opinia wyrażona przez prezesa KSD niekoniecznie jest reprezentatywna dla wszystkich WORD-ów. Co najwyżej wyraża zdanie większości, a czasami tylko większości zarządu. Ponadto, jeżeli jakiś dyrektor nie odczuwa takiej potrzeby, to najzwyczajniej do KSD nie przystępuje. Przymusu nie ma.

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Brak produktów w koszyku.