Prokuratura Rejonowa Łódź-Bałuty skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko matce, która sfałszowała podpis córki na prawie jazdy - doniósł Dziennik Łódzki.

Sprawa sięga lutego br., kobieta przyszła odebrać dokument swojej 24-letniej córki i zaniemówiła ze zdziwienia, gdy urzędnik łódzkiego wydziału komunikacji podał jej prawo jazdy. - Ta osoba na zdjęciu to nie jest moja córka - oświadczyła zaskoczona łodzianka. Kobieta chciała odebrać prawo jazdy za córkę, bo ta mieszka w Anglii. Przyszła do magistratu z nadzieją, że szybko załatwi sprawę, a dokonała odkrycia, które na równe nogi postawiło urzędników całego wydziału komunikacji.


Rajmund Kądziela, zastępca dyrektora Wydziału Praw Jazdy i Rejestracji Pojazdów Urzędu Miasta w Łodzi, miał swoją teorię wyjaśniającą to, jak zdjęcie obcej osoby znalazło w dokumencie córki łodzianki: - Przypuszczam, że ktoś podstawiony zdał egzamin w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego - mówił wtedy Kądziela. I skierował sprawę do prokuratury. Natomiast kierownictwo łódzkiego WORD podejrzewało, że urzędnicy wydziału komunikacji mają bałagan w dokumentach i omyłkowo zamienili zdjęcia dwóch kursantek. Tak czy owak śledztwo ruszyło. Główny wątek sprawy nie został jednak potwierdzony. Prokuratura nie zebrała dowodów, czy do egzaminu podeszła podstawiona osoba. Ale... - W wyniku śledztwa zarzuty usłyszała matka dziewczyny. - Okazało się, że podrobiła podpis swojej córki - mówi nam Katarzyna Marzec, szefowa prokuratury Łódź-Bałuty. Efekt sprawy z podmienionym zdjęciem jest taki, że nie urzędnikom, a kobiecie grozi teraz do pięciu lat pozbawienia wolności.


Źródło: Dziennik Łódzki


 mp

redaktor felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0