Odchodzą szefowie rządów, ministrowie, dyrektorzy departamentów, a pan Tomasz pozostaje królem piaskownicy. Chyba nikt mu nie powiedział, że to, co kleci, to nie są babki z piasku, które można co i rusz burzyć i stawiać na nowo, tylko przepisy prawa.

Pierwszy raz obejrzałem wideo z wystąpieniem pana Tomasza Piętki, czyli głównego specjalisty w Departamencie Transportu Ministerstwa Rozwoju i Infrastruktury, po to, żeby dowiedzieć się, co ma do przekazania. Drugi raz, żeby podziwiać sztukę wymowy i jego doskonałe samopoczucie. Trzeci raz, żeby sprawdzić, czy mi się coś nie przywidziało i czy się nie przesłyszałem. Czwartego razu nie było. Nie odważyłem się. Obawiałem się, że w mojej psychice zajdą nieodwracalne, destrukcyjne zmiany. Patrząc i słuchając, zacząłem tracić poczucie realności sytuacji. Zaraz, zaraz, który to rok, na jakim etapie reformy ustawy o kierujących pojazdami teraz jesteśmy? Czy ten gładko i ze swadą przemawiający promienny jegomość to minister, poseł, premier, a może przewodniczący sejmowej komisji infrastruktury?


Gruba kreska, jasne oblicze


Ta chwila dezorientacji trwała niebezpiecznie długo. Aż tu niespodziewanie usłyszałem, że coś tam jest za daleko posunięte w ustawie, ale to zostanie zmienione w rozporządzeniu. I dalej, że zastanawia się onże, jak to zmienić, ale chciałby to ograniczyć… Chodziło o obecnie obowiązujące przepisy dotyczące egzaminowania na prawo jazdy kategorii AM. Mówca dywaguje, że z punktu widzenia dyrektywy unijnej mógłby przy wydawaniu prawa jazdy kat. AM ograniczyć się do egzaminu teoretycznego. Ani słowa o tym, kto przyłożył rękę do obecnie obowiązujących horrendalnych przepisów w tym zakresie. Napięcie przekroczyło czerwone pole i nastąpił wybuch świadomości. To nie Bruce Wszechmocny, nie premier, nie minister, nawet nie przewodniczący komisji sejmowej ? to pan Tomasz Piętka, główny specjalista w całej psychofizycznej i mentalnej okazałości. Poznałem po tym, że jest to jedyny znany mi urzędnik ministerialny, który publicznie głosi, że ustawy można poprawiać rozporządzeniami. Napięcie opadło. W ogóle wszystko mi opadło, kiedy uświadomiłem sobie, że pan Tomasz po raz enty odciął się od swojej przeszłości legislacyjnej grubą kreską i na nowo z jasnym obliczem wziął się z entuzjazmem, aczkolwiek niespiesznie, za reformowanie szkolenia, egzaminowania itp., itd. Odchodzą szefowie rządów, ministrowie, dyrektorzy departamentów, a pan Tomasz pozostaje królem piaskownicy. Chyba nikt mu nie powiedział, że to, co kleci, to nie są babki z piasku, które można co i rusz burzyć i stawiać na nowo, tylko przepisy prawa. One mają mądrze i stabilnie regulować ważne sprawy w ludnym państwie europejskim. Jeżeli ktoś odnosił nieraz wrażenie, że pan Tomasz nosi tekę za ministrem, to teraz nie ma wątpliwości, że choć teka należała do ministra, to jej ładunek intelektualny do pana Tomasza. Niestety. Sorry, tak to działa w Polsce. Nawet w ministerstwie, z którego w nagrodę wyjeżdża się na posadę w Unii Europejskiej.


Te oczy mogą kłamać


Minęło kolejne pół roku, a pan dyrektor Twardowski nadal męczy się z odpowiedzią na moje pismo w sprawie legalności prezesury pana Romana Stencla. Chodzi o to, żeby fachowo, zgodnie z prawem, sprawę zbadać i zakończyć. Trzeba tylko wziąć pod uwagę dokumenty znajdujące się w KRS oraz ustalenia Komisji Rewizyjnej i skonfrontować to z wyjaśnieniami pana Stencla. Obowiązek sprawowania przez Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju nadzoru nad OIGOSK wynika z ustawy o izbach gospodarczych. Kiedy pierwszy raz zwróciłem się z tą sprawą, ministrem był pan Sławomir Nowak. Od tego czasu mamy na szczytach MIR już trzeci garnitur. Nic dziwnego, że przy takim bezwładzie pan prezes/nie prezes Roman Stencel czuje się bezkarny i nie waha się podsuwać spreparowane dokumenty finansowe Sądowi Rejonowemu w Koszalinie. Chcąc uzasadnić obciążenie mnie kwotą 1,5 tys. zł za posiedzenie sądu koleżeńskiego, które odbyło się w mojej sprawie na wniosek zarządu OIGOSK, przedstawił sądowi kserokopię rozliczenia kosztów przejazdu członka zarządu jako rozliczenie kosztów dojazdu jednego z sędziów sądu koleżeńskiego. Idąc za piosenką, na pytanie „czy te oczy mogą kłamać” trzeba powiedzieć - chyba tak!


Ładna fura, większe prawa


Kolizje i wypadki po alkoholu lub narkotykach zdarzają się w Polsce co rusz zwykłym śmiertelnikom i ludziom ze świecznika. Zwykłych śmiertelników nikt nie usprawiedliwia. Bywa inaczej, jeżeli sprawcą jest osoba ze świecznika. Ostatnio przeczytałem, że zdaniem znanej pani artystki, która wypowiadała się w obronie koleżanki po fachu, 90 proc. kierowców w Polsce setki razy prowadziło samochód będąc wczorajszymi. Nie wydaje mi się, żeby pani artystka miała rację. Nie starczyłoby porschaków, opli, fiatów, i po prostu Polaków. Ale, po pierwsze ? przypuszczam, że ogromna liczba kierowców nie ma pojęcia, jak długo alkohol i podobnie działające środki utrzymują się w organizmie i że nawet w niewielkich stężeniach obniżają naszą sprawność. Po drugie ? niemała liczba obywateli, którzy odnieśli sukces, uważa, że oprócz pieniędzy, pięknych domów, wyrafinowanej garderoby czy przynależności do ekskluzywnych grup towarzyskich należą im się specjalne przywileje na drogach. Jeżeli chodzi o pierwszy problem, to zdecydowanie warto wykorzystać mass-media i ich bohaterów do upowszechnienia wiedzy na te tematy. Nie zgadzam się z tymi, którzy twierdzą, że „trzeźwe poranki” to polowania na niewiniątka, hamujące rozwój rzekomo zachodniego stylu życia, niszczące życie owym niewiniątkom, które po „lampce czerwonego wina do kolacji” rano mają „tylko 0,8 promila”. Margines tolerancji wynoszący 0,2 promila może i musi wystarczyć. Chcesz się zabawić ? zaplanuj to, wypadło coś bez planu ? wdrażaj plan awaryjny. Używki są dla dorosłych. Nieszczęśliwe wypadki były i będą, ale nie prowokujmy ich. Wielu z was zapewne zauważyło, że inaczej traktowany jest człowiek elegancko ubrany niż ubrany mniej dbale. Niestety, na drodze również policjanci patrzą, czym kto jedzie i jak wygląda, sprytnymi pytaniami starają się wysondować, z kim mają do czynienia, zanim podejmą decyzję, jak kogo potraktować. Wpływ ma klasa samochodu, ubranie i inne atrybuty kierowcy. Krótko mówiąc, zdarza się, że na drogach panuje nie taka demokracja, jakby wynikało z naszej światłej konstytucji. Myślę , że najprędzej może to zmienić policja, która ma już autentycznie duże sukcesy, jeżeli chodzi o zmniejszenie liczby i ciężkości wypadków. Szeroko rozumiana władza, elity, powinny dać policji silne wsparcie do wdrażania demokracji na polskich drogach. Takie systemowe i konsekwentne działanie przyniesie rozwój demokracji i poczucie bezpieczeństwa w znacznie szerszym wymiarze niż tylko bezpieczeństwo na drogach. To się wszystkim opłaci.


I jeszcze jedno. Miałem pożegnać się z moimi czytelnikami w grudniowym numerze „Szkoły Jazdy”. 30 grudnia mam okrągłe urodziny. Nie było nas, był las, nie będzie nas, będzie las. Obecnie w Polsce coś istotnego się kończy, coś innego, z pewnością równie ważnego, się zaczyna. To i ja, w tym ogólnym zamieszaniu, już teraz oddalam się na z góry upatrzone pozycje. Prostszego, zdrowego życia życzę. Dziękuję za uwagę.


Eugeniusz Kubiś

felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0