W nawiązaniu do poprzedniego numeru, w którym poruszony został problem podwyższonych limitów prędkości jazdy na autostradach i drogach ekspresowych, w odniesieniu do parametrów technicznych tych dróg - w niniejszym wydaniu miesięcznika kilka słów o obowiązującym aktualnie nowym taryfikatorze mandatów karnych, nakładanych za popełnienie wykroczenia drogowego.

Po zapoznaniu się z treścią rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 20 stycznia br. można jednoznacznie stwierdzić, że nowy taryfikator praktycznie niczego nie zmienia w stosunku do kierujących pojazdami, którzy nie respektują obowiązujących na danej drodze limitów prędkości. Najistotniejszą zmianą są nowe stawki i zasady ich stosowania, obowiązujące w przypadku przewozu większej liczby pasażerów niż określona w dowodzie rejestracyjnym dla konkretnego pojazdu. Tu za każdą osobę przewożoną „ponad plan” aktualnie grozi mandat w wysokości 100 zł, przy czym jego maksymalna wysokość może sięgać 500 zł. Prawdopodobnie jest to efekt nagłośnienia skutków kilku spektakularnych wypadków, jakie miały miejsce na polskich drogach w ubiegłym roku. W każdym takim przypadku mamy do czynienia z ludzkimi tragediami i głęboko współczujemy rodzinom ofiar, ale… wydarzenia te pochłonęły łącznie poniżej 1 proc. ogółu ofiar śmiertelnych na polskich drogach, a było ich łącznie w 2010 roku blisko cztery tysiące.


Trudno jednoznacznie wskazać przyczyny, dlaczego praktycznie w tym jednym przypadku zaostrzone zostały stawki mandatów za wykroczenia drogowe, ale analizując dane statystyczne trudno też pogodzić się z faktem pozostawienia starych „widełek” mandatów za przekroczenia dopuszczalnych prędkości jazdy. Być może pogląd mój okaże się niepopularny, ale powszechnie wiadomo, że to prędkość jest najistotniejszym czynnikiem decydującym o skutkach zdarzenia drogowego. Im jest ona większa, tym potencjalne skutki mogą być bardziej tragiczne, gdyż nawet najnowocześniejsza konstrukcja pojazdu nie uchroni nas np. przed przeciążeniami organów, decydującymi o prawdopodobieństwie przeżycia skutków wypadku. W odniesieniu do obszarów zabudowanych, im wyższa prędkość jazdy pojazdów, tym także większe zagrożenie dla pieszych. W każdym przypadku musimy pamiętać o czasie reakcji kierowcy i drodze hamowania pojazdu. Osobiście trudno mi zrozumieć, dlaczego za przekroczenie prędkości np. o 30 km/h w obszarze zabudowanym możemy być ukarani takim samym mandatem jak w przypadku przekroczenia o tę samą wartość prędkości na autostradzie. Na autostradzie, po której nie poruszają się przecież niechronieni uczestnicy ruchu (piesi i rowerzyści), za jazdę z prędkością wyższą o ok. 20 proc. od dopuszczalnej możemy być ukarani takim samym mandatem, jak w obszarze zabudowanym, gdy przekroczymy dopuszczalną prędkość aż o 60 proc.! Czy to sprawiedliwe? Można dyskutować, jednak nie jest to bez znaczenia w odniesieniu do pieszych, którzy stanowią ok. 1/3 ogólnej liczby ofiar śmiertelnych na polskich drogach.


Jeśli już jesteśmy przy pojęciu „sprawiedliwości”, to mimo braku rozporządzeń wykonawczych po ostatniej nowelizacji ustawy Prawo o ruchu drogowym (Dz.U. nr 225 z 2010 r. poz.1466) już obecnie wiadomo, że przekroczenie dopuszczalnej prędkości jazdy może być rejestrowane dwojako: z wykorzystaniem technik utrwalających obraz, tj. za pomocą stacjonarnych i przenośnych fotoradarów oraz urządzeń zamontowanych w pojazdach, a także tradycyjnie, tzn. bez utrwalania obrazu (popularne „suszarki”). W pierwszym przypadku ustawa umożliwia nam skorzystanie z „granicy błędu” wynoszącej „+10 km/h”, a w drugim już nie. W taki właśnie sposób sformułowano „założenia” dla przepisów wykonawczych, które określić ma minister właściwy do spraw transportu (art. 129h ust. 5 pkt 3). Powyższe wynika z… nowej definicji „urządzenia rejestrującego” zawartej w art. 2 w punkcie 59 - nie obejmuje ona popularnej „suszarki”, która przecież obrazu nie rejestruje!


Po tej krótkiej dygresji pora na powrót do tematu zasadniczego - sankcji w odniesieniu do kierujących pojazdami, którzy przekraczają dopuszczalne prędkości jazdy na danej drodze. Każdy, kto przekroczy w obszarze zabudowanym dopuszczalną prędkość jazdy aż o 60 proc., tj. jadąc z prędkością 80 km/h, a nie 50 km/h, może zapłacić mandat w wysokości aż… 200 zł. Dużo to czy mało pozostaje pojęciem względnym, ale zestawiając t nową (starą) wysokość sankcji ze średnim krajowym wynagrodzeniem z lat 2008 i 2010 (daty wprowadzenia kolejnych „taryfikatorów”) można stwierdzić, że obecnie jest… nawet taniej, gdyż nasze zarobki podskoczyły w tym czasie o dobrych kilka procent (średnia krajowa). Czy o to chodziło?


Wydaje mi się, że najwyższa pora rozgraniczyć wysokość sankcji w odniesieniu np. do obszarów zabudowanych i niezabudowanych (różne stawki mandatów) lub w miejsce „widełek” prędkości wprowadzić „widełki” procentowe. To drugie rozwiązanie może być jednak niepopularne, gdyż wymagałoby dodatkowego zaprzątania głowy funkcjonariusza koniecznością dokonania stosownych wyliczeń po ujawnieniu wykroczenia.


Swoją tezę uzasadniam, analizując potencjalne skutki wynikające z przekroczenia dopuszczalnej prędkości jazdy w obszarze zabudowanym. Wystarczy w tym miejscu zapoznać się z dostępnymi opracowaniami na ten temat, choćby z tym, z którego pochodzą zamieszczone wykresy 1 i 2 (Speer Management OCDE/ECMT 2006 r.). Moim zdaniem warto prześledzić te wykresy, a także… wykorzystać je w procesie szkolenia kandydatów na kierujących pojazdami, gdyż PRAW FIZYKI NIE DA SIĘ OSZUKAĆ. Wynika z nich jednoznacznie, że jadąc z prędkością 75 km/h i uwzględniając przeciętny czas reakcji i przeciętną drogę hamowania, możemy uderzyć pieszego z prędkością aż 53 km/h (wykres 1). Jeśli prędkość jazdy jest zaledwie o 5 km/h wyższa, to prędkość pojazdu w momencie kolizji wyniesie aż 62 km/h!


Jakie potencjalne szanse na przeżycie ma pieszy w takich przypadkach, obrazuje wykres nr 2 - zaledwie od kilku do kilkunastu procent! Jeśli nawet przeżyje, prawdopodobnie nie będzie już sprawny do końca życia. Dalsze porównanie - z nowymi zapisami ustawy Prawo o ruchu drogowym, zezwalającymi na praktycznie bezkarne balansowanie w granicach „+10 km/h” także w odniesieniu do obszarów zabudowanych, jest tu także jednoznaczne. W nocy, niejednokrotnie przy braku dostatecznego oświetlenia drogi (oszczędności), jadąc z „dopuszczoną” prędkością 70 km/h (nie mylić z prędkością dopuszczalną), możemy potrącić pieszego z prędkością ponad 40 km/h. W takim też procencie (ok. 40 proc.) będzie to prawdopodobnie ofiara śmiertelna.


Podobne skutki „w majestacie prawa” mogą wystąpić w przypadku nagminnie stosowanych na polskich drogach ograniczeń prędkości jazdy do 70 km/h poza obszarem zabudowanym w miejscach, gdzie organ zarządzający ruchem zdecydował się na wyznaczenie… oznakowanego przejścia dla pieszych. Czy miał świadomość potencjalnych skutków wprowadzenia takiego oznakowania? Może tak, może nie, ale obecnie w takim przypadku tolerancja „+10” spowoduje „dopuszczenie” jazdy z prędkością zbliżoną do 80 km/h. Przy tej prędkości szanse pieszego na przeżycie w przypadku potrącenia przez pojazd spadają zaledwie do kilku procent!


Oj, „po bandzie” idziemy ostatnio, „po bandzie” z tym BRD!!!


 


Marek Wierzchowski


 

redaktor felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0