Prowokacja „Super Expressu”: dziennikarz, który wcześniej notorycznie oblewał egzamin, przebrał się za księdza. Zdał, mimo że samochód zgasł mu aż pięć razy.

Dziennikarz zdawał egzamin w koloratce i z różańcem w ręku. Przed Pomorskim Ośrodkiem Ruchu Drogowego w Gdańsku fałszywy ksiądz pojawił się wczesnym rankiem. Manewry na placu zaliczył bez problemu. Gorzej poszło mu po wyjeździe "na miasto". Zapominał o włączeniu kierunkowskazu, zmieniając biegi zdarzyło mu się patrzeć na drążek zamiast na jezdnię. Najwięcej problemów miał jednak przy próbie zawracania. Samochód zgasł mu wtedy aż 5 razy. Normalnie, kiedy kierowca popełnia dwa razy ten sam błąd, egzaminator oblewa go bez skrupułów. Tym razem jednak wykazał wprost anielską cierpliwość. - Czy coś pana stresuje? - zapytał tylko. Spokojnie nakazał odpalić auto i jechać dalej. Egzamin oczywiście nasz dziennikarz zdał.


Co na to przełożony egzaminatorów? - Dwukrotnie to samo zadanie wykonane nieprawidłowo wiąże się z wynikiem negatywnym - przyznaje Jerzy Rudziński, egzaminator nadzorujący w Pomorskim Ośrodku Ruchu Drogowego. - Jeżeli to, że nie potrafimy ruszyć, powoduje utrudnianie ruchu, stwarza jakieś zagrożenie na drodze, to wtedy egzamin powinien zostać natychmiast przerwany - dodaje. Zaznaczając przy tym, że to, czy było zagrożenie w ruchu, zależy od oceny egzaminatora. - Nie ma dla nas żadnego znaczenia, kto kim jest - zarzeka się Jerzy Rudziński.


Jeśli tak, to dlaczego inni za podobne do fałszywego księdza błędy muszą powtarzać egzamin?


- Ja do egzaminu podchodziłem 4 razy. Też mi gasł silnik kilka razy przy jednym zadaniu i egzaminator mnie oblał. To niesprawiedliwe, że niektórych traktuje się lepiej - mówi Jacek Kulka (32 l.), który czeka na szczęśliwe zakończenie egzaminu.


Źródło: Super Express


 

redaktor felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0