Nagły atak spawacza

Mam nadzieję, że spawacz was nigdy nie dorwie. Mimo to strzeżcie się! Nigdy nie wiadomo, co może się przydarzyć…

Kto to jest spawacz? – spytacie. Najprościej – kierowca słaby psychicznie, który myślenie podczas jazdy samochodem wyłączył zaraz po odebraniu prawa jazdy. Zdarza się również, że dopiero co przerwał grę komputerową. Czyżby zapomniał o powrocie do rzeczywistości?

Mamy do czynienia z dwoma rodzajami spawaczy. Pierwszy to furiat, któremu wiecznie mało. Lubi także wylewać gorzkie żale. Ma pretensje o wszystko i do wszystkich. Oczywiście oprócz samego siebie. Drugiemu typowi spawacza wydaje się, że czas to pieniądz, a zarabiać potrafi tylko on. Dodatkowo uwielbia też adrenalinę. Chodzi o styl „uda się albo i nie”. Gdzie i w jakich okolicznościach można ich spotkać?

Klaksonem w elkę

Spawacza numer jeden sprowokować może dosłownie wszystko. Zły jego zdaniem odcień zielonego na światłach, brzydka pogoda czy mucha brzęcząca w jego aucie. Dodatkowo pewnie miał zły dzień pracy, więc jest jeżdżącą tykającą bombą. Gdy tylko zapali się zielone światło, jego ręka jest jak przyspawana do klaksonu. Każdy oddech powoduje jego kolejne wciśnięcie. Dlaczego? Bo znajdująca się przed nim elka nie ruszyła z piskiem opon. Trąbi na nią pomimo że nie powinien. Spawacz nie odpuszcza i w końcu wyprzedza pojazd szkoleniowy na linii ciągłej. Chciałby dać kursantowi prawdziwą lekcję życia. Jakby miała wyglądać? Wystarczy wjechać tuż przed elkę i „dać po heblach”. Wszystko po to, żeby sprawdzić reakcję kursanta.

Używanie z byle powodu klaksonu w mieście jest dosyć popularne. Mimo że zgodnie z ustawą Prawo o ruchu drogowym za taką muzykę przewidziany jest mandat w wysokości 100 zł. Niestety, przepis jest i raczej pozostanie martwy. Powód jest prosty. Trudno określić, w którym aucie siedzi dobrze kamuflujący się spawacz. Nasz niedoświadczony kursant miał jednak szczęście. Akurat dziś spawaczowi się spieszy. Zamierza być minutę wcześniej w domu. Lekcji nie będzie…

Przyspawany spawacz

Ale jego auto znowu stoi (czas to pieniądz), a spawacz już chciałby wyjechać z tej cholernej podporządkowanej drogi. Problem w tym, że blokuje go pani w aucie z naklejonym na szybie zielonym listkiem. Trzeba więc zatrąbić. Po 10 sekundach w końcu się ruszyła (mogła bezpiecznie, nie wymuszając niczego na nikim wjechać na drogę z pierwszeństwem). Całe szczęście, że miała auto z automatyczną skrzynią biegów. W innym przypadku pod wpływem takiego natężenia stresu jedynki raczej nie udałoby się jej wbić.

Spawacz już wyjeżdża za miasto, jedzie szybko. Nagle 300 m dalej dostrzegł komara, który siedzi na zderzaku auta znajdującego się przed nim. Postanawia się mu przyjrzeć. Podjeżdża bliżej – 250, 50, 10, 3, 2, wreszcie ma tylko 0,5 m do zderzaka auta jadącego przed nim. Fałszywy alarm! Komar albo odleciał, albo spadł i się zabił. Nagle na jezdnię wkroczył duży pies… Spawacz został przyspawany…

Miał być happy end… No dobrze, czasem spawaczowi się udaje i spawanie jest niepotrzebne. Chociaż w sumie to udaje się jego ofierze, która ma więcej rozumu i nauczona doświadczeniem, spotykając kilku spawaczy dziennie wie, że trzeba zachować szczególną czujność i ostrożność.

Mam nadzieję, że nigdy nie zostaniecie spawaczami…

Albin Sieczkowski, autor bloga StrefaKulturalnejJazdy.pl

 

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Brak produktów w koszyku.