Na Islandii rosną wymagania i … mandaty

Kraj lodowców, wulkanów i gejzerów przemierza się częściej po szutrowych drogach niż po autostradach, ale przepisy drogowe są tam restrykcyjnie przestrzegane. W tym roku mandaty wzrosły o kilkaset procent. Rosną też wymagania wobec kandydatów na kierowców.

Kilkanaście lat temu zdobycie islandzkiego prawa jazdy było urzędową formalnością. Śmiesznie łatwe pytania na egzaminie, żadnych pułapek podczas sprawdzianu praktycznego.

– Mój kurs wyglądał tak, że po pięciu jazdach nauczyciel powiedział, że nie ma dla mnie czasu, wbił w książeczkę szesnaście jazd i przystąpiłam do egzaminu – wspomina Malwina, od 2001 roku mieszkająca w Reykjaviku.

Teorię zdawała w języku polskim, ponieważ nie czuła się jeszcze wystarczająco pewnie czytając po islandzku. Praktykę zaliczyła z marszu.

– Czterdzieści minut jazdy z egzaminatorem, który czyta gazetę i tylko od niechcenia mówi ci, gdzie masz jechać – opowiada Malwina. – Specjalnego placu, parkowania, zawracania i różnych tych cudów nie było. Tak więc łatwizna.

Zwraca również uwagę, że jako kandydatka na kierowcę nie musiała zapisywać się do szkoły jazdy, zaliczać kilkudziesięciu godzin zajęć, egzaminu wewnętrznego. Wystarczyło udać się do osoby, która ma uprawnienia szkoleniowca, oceni umiejętności kierującego i postawi pieczątkę. Następnym krokiem było zgłoszenie się na egzamin w jednym z oddziałów Frumherji, Icelandic Transport Authority, czyli islandzkiej inspekcji transportu. Ta instytucja zajmuje się również badaniami diagnostycznymi pojazdów czy wydawaniem świadectw technicznych.

Nauka w warunkach ekstremalnych

 Teraz procedury szkoleniowo-egzaminacyjne są bardziej złożone. Znacząco wzrosły też koszty kursu.

– Jest podzielony na trzy części: teorię, praktykę i naukę jazdy w warunkach ekstremalnych – wyjaśnia Aleksandra Juczcic, która z mężem prowadzi bloga „Z archiwum podróżnika” i organizuje wycieczki, imprezy, sesje fotograficzne na Islandii. – Coraz częściej szkolenie rozpoczyna się od części praktycznej, a teorię realizuje w tzw. międzyczasie. Kursanci otrzymują cztery pakiety testów próbnych wraz z odpowiedziami; broszurkę ze znakami drogowymi oraz wydruki slajdów z przykładami różnych sytuacji, które mogą wystąpić na drodze.

Przygotowanie do egzaminu trwa zwykle kilka tygodni. I kosztuje – razem z opłatami za testy, wydaniem dokumentów – ok. 300 tys. koron islandzkich (ISK), czyli ponad 10 tys. zł. Wykłady i pogadanki mieszczą się w 30–40 tys., jednak kilkanaście lekcji za kółkiem to wydatek na poziomie 200 tysięcy ISK. Do tego trzeba jeszcze doliczyć „zabawę” na płycie poślizgowej (40–50 tys. ISK). Sporo, lecz biorąc pod uwagę zarobki w Islandii uzyskanie prawa jazdy nie drenuje portfeli mieszkańców bardziej niż Polaków. Program kursu też jest podobny: co najmniej 24 godziny teorii, od 16 do 24 godzin za kierownicą.

Anglojęzyczni blogerzy, którzy robili prawko w Reykjaviku, piszą, że standardowo mieli 25 godzin zajęć teoretycznych i siedemnaście jazd. Aleksandra informuje, że słyszała o kursie teoretycznym na kategorię B, który zaplanowany był na 30 godzin. Co ciekawe – kierowca może uczyć się (i zdawać) w różnych językach. Na przykład po rosyjsku, chorwacku, hiszpańsku, polsku.

– Kursanci otrzymują książeczkę [Őkunámsbók – przyp. red.], w której instruktor zapisuje daty odbytych jazd i zaliczenia. Jest też w niej dużo praktycznych informacji na temat szkół i egzaminów – tłumaczy polska podróżniczka. – Jeżeli wszystko idzie po naszej myśli, po tym czasie instruktor zapisuje na trzecią część szkolenia, a czasami nawet też na egzamin.

Ta trzecia część to coś w rodzaju szkolenia na ODTJ-cie. Początkujący kierowcy ćwiczą wychodzenie z poślizgu, jeżdżą w alkogoglach, wsiadają do symulatora dachowania. Na islandzkich oblodzonych drogach niezbędna jest również umiejętności jazdy na oponach z kolcami lub w łańcuchach.

Fot. “Z Archiwum Podróżnika”

Egzamin w harcówce

 Nauka jazdy z naciskiem na „ice” nie oznacza jednak poślizgu w uzyskiwaniu uprawnień. Polacy znający lodową wyspę przekonują – m.in. na portalach społecznościowych – że w Reykjaviku, Kópavogur, Siglufjordur, Akureyri czy Akranes łatwiej zdać prawko niż w Poznaniu, Koszalinie czy Opolu. Dlaczego? Mniej samochodów na drogach, skomplikowanych skrzyżowań, mniejszy stres. Islandia ma większą powierzchnię niż Portugalia czy Czechy, ale populację szacuje się na 360 tys. Reykjavik zamieszkuje ok. 120 tys. osób. Inne, obok stolicy, największe miasta skupiają po kilkanaście tysięcy osób. Nic więc dziwnego, że nie ma tam sieci WORD-ów, a egzaminy odbywają się w wybrane dni tygodnia. W dość oryginalnych miejscach. Kandydaci na kierowców z Keflaviku zdają testy w… siedzibie klubu harcerskiego. W Stykkishólmur kursantów zaprasza się do biura związków zawodowych, a terminy ustala indywidualnie. W rybackim Ólafsvik teorię zalicza się w Klif Society House. To coś w rodzaju wiejskiej świetlicy, bo osadę na zachodnim wybrzeżu zamieszkuje tysiąc osób. W Akranes egzaminy przeprowadzane są we wtorek rano, w Circuit tylko w czwartki, w Saudarkrókur w środy. Do Husavik inspektorzy Frumherji przyjeżdżają co drugi piątek. Testy rozdają o godzinie 21.30! Sprawdzian praktyczny jest o północy? Nie. Egzaminowanie na różne kategorie trwa od godz. 10.30.

Tego typu szczegółowe komunikaty znajdują się na stronach internetowych Frumherji.is oraz Icelandic Transport Authority (Icetra.is). Wskazówki dla obcokrajowców publikowane są – w kilku językach – na portalu Mcc.is (Multicultural and information Centre). Kierowcy znajdą tam informacje podstawowe: np. że na Islandii obowiązuje ruch prawostronny, przez cały rok należy jeździć na światłach mijania, w terenie zabudowanym obowiązuje limit 50 km/h, poza miastami na drogach nieutwardzonych 80 km/h, na trasach asfaltowych 90 km/h; że kierowca i wszyscy pasażerowie muszą mieć zapięte pasy, a dzieci podróżują w specjalnych fotelikach. Są też zalecenia bardziej szczegółowe: obowiązkowym wyposażeniem każdego pojazdu ma być trójkąt ostrzegawczy, natomiast gaśnica, apteczka, kamizelka odblaskowa to akcesoria zalecane. Opony zimowe wymagane są od 15 listopada do 15 kwietnia.

Turystów zapewne ucieszy informacja, że po wyspie można bez problemów podróżować autem mając polskie prawko. Honorowane są dokumenty wszystkich krajów UE. Ważne, by kierowca posiadał też dokument tożsamości (paszport ważny minimum trzy miesiące, dowód osobisty ważny jeszcze co najmniej sześć miesięcy), dowód rejestracyjny pojazdu, przegląd techniczny, ubezpieczenie OC. Policja i służby drogowe są wyrozumiałe, ale jeśli przebywamy na wyspie dłużej niż pół roku, uzyskaliśmy meldunek, należy postarać się o islandzkie dokumenty kierowcy. Wymiana polskiego prawa jazdy jest formalnością. Trzeba je tylko dostarczyć do urzędu razem z paszportem i dodatkowym zdjęciem legitymacyjnym.

Trzyletni okres próbny

 Jeśli cudzoziemiec dopiero zamierza być kierowcą, musi pokonać nieco dłuższą drogę. Przy składaniu wniosku o egzamin wymagana jest karta pobytu, stałe zameldowanie od co najmniej sześciu miesięcy oraz islandzki numer identyfikacyjny (kennitala). Uprawnienia do prowadzenia auta osobowego otrzymuje się nie wcześniej niż po siedemnastych urodzinach, ale szkolić może się już 16-latek. Co ważne – nauka praktyki dozwolona jest nie tylko pod nadzorem zawodowca, ale także pod opieką rodzica, dziadka, starszego brata.

– Po minimum dziesięciu godzinach jazdy i pozytywnej opinii instruktora można kontynuować naukę z członkiem rodziny lub znajomym – tłumaczy Aleksandra Juczcic. – Taki nauczyciel musi mieć ukończone 24 lata, posiadać prawo jazdy od pięciu lat i czystą kartotekę wykroczeń drogowych przez dwanaście miesięcy.

Egzamin (Őkuprof) zdaje się swoim samochodem. To znaczy – autem instruktora, który nas szkolił. Sprawdzenie umiejętności praktycznych kosztuje 8700 ISK i zwykle trwa około pół godziny. Łuku czy koperty nie ma. Oprócz krótkiej jazdy po mieście kierowca musi poradzić sobie tylko z pytaniami dotyczącymi budowy i obsługi pojazdu. Losuje się pięć zagadnień.

Egzamin z teorii (opłata 3100 ISK) to papierowy arkusz z 30 pytaniami, podzielonymi na dwie grupy. Dopuszcza się maksymalnie siedem błędów. Czas na wypełnienie testu – 45 minut. Jeśli wszystko zaliczymy, do domu nie musimy wracać piechotą. Urzędnik z Frumherji wypisuje nam kwit potwierdzający kwalifikacje kierowcy. Właściwe prawko (Őkuskírteini) otrzymuje się po tygodniu lub dwóch.

Uprawnienia do prowadzenia pojazdów nie są – jak w Polsce – bezterminowe. Otrzymuje się je na trzy lata.

– Jeśli w tym czasie nie spowodowało się żadnego wypadku, prawo jazdy jest przedłużane na piętnaście lat – informuje Aleksandra.

Ograniczenia dotyczą nie tylko nowicjuszy. Także seniorów. Po 70. roku życia trzeba odnawiać prawko. Na przykład co dwa lata zaliczać sprawdzian.

Inne regulacje związane z kierowaniem pojazdami są odpowiednikami polskich przepisów. Na przykład motorowerem może jeździć 15-latek, traktorem 16-latek. Kategoria A2 (motocykle o mocy do 35 kW) dostępna jest od 19 roku życia. Mocniejsze maszyny może prowadzić dopiero 24-latek.

12 tys. zł mandatu

 Gdyby komuś przyszła do głowy jazda na dziko, bez papierów – jego zapał ostudzi wysokość kar.

– Od maja tego roku mandaty wzrosły nawet o 400 proc! – ostrzega Malwina. – Za przejechanie na czerwonym świetle płaciło się, w przeliczeniu, 500 zł. Teraz jest tysiąc. Za jazdę pod wpływem alkoholu można zapłacić równowartość 12 tys. zł! I stracić prawo jazdy – wylicza Polka z Reykjaviku.

Znaczne przekroczenie prędkości, np. gdy jechaliśmy 150 km/h tam, gdzie jest ograniczenie do 90 km/h, kosztowało dotychczas maksymalnie 150 tys. ISK, czyli około 5 tys. zł. Teraz piraci drogowi płacą 240 tys. ISK! Słono trzeba płacić też za rozmowę przez telefon podczas jazdy. Nawet 40 tys. ISK, czyli ok. 1400 zł. Przed zmianą taryfikatora maksymalną sankcją było 5 tys. ISK, czyli osiem razy mniej!

Pocieszeniem może być nieco łagodniejszy niż w Polsce system naliczania kierowcom punktów karnych.

– Limit wynosi 12. Za wykroczenie zabierają od jednego do trzech punktów – wyjaśnia Malwina.

Zwraca uwagę na statystki wypadków śmiertelnych. W 2017 roku takich zdarzeń odnotowano siedemnaście. Przy czym tylko siedem ofiar było narodowości islandzkiej.

– Największe zagrożenie na islandzkich drogach stwarzają turyści – komentuje Polka.

Od kilku lat na lodowej wyspie zaczyna się robić tłoczno. Islandia stała się popularnym celem wycieczek. I miejscem emigracji zarobkowej dla kilkudziesięciu tysięcy osób, m.in. z Europy Środkowo-Wschodniej. A to oznacza, niestety, problemy z bezpieczeństwem, zmiany obyczajów drogowych.

– Policja raczej nie jest surowa dla kierowców. Islandczycy z natury nie są podejrzliwi i nie zakładają z góry, że ktoś może kłamać albo kombinować. Niestety, ludzie coraz częściej wykorzystują tę łatwowierność, przez co natura mieszkańców zaczyna się zmieniać – ocenia Aleksandra. – Funkcjonariusze różnych służb są pomocni. Nie szukają na siłę powodów do nakładania mandatów, jednak na celowniku są miłośnicy jazdy off-road – zauważa blogerka.

Islandzkie bezdroża kuszą miłośników przygód. Niestety, czasem zapominają oni, na jakiej szerokości geograficznej się znajdują. Jak dynamicznie zmienia się tam pogoda, w jak kiepskim stanie mogą być niektóre szlaki. Bywa, że są przejezdne tylko latem, ponieważ w czasie intensywnych opadów i oblodzenia nie przebije się przez nie nawet mocny terenowy samochód z napędem na cztery koła.

Fot. “Z Archiwum Podróżnika”

Nie zapomnij kanistra

Podróżnicy, którzy eksplorowali Islandię, doradzają amatorom podróże w grupach (przynajmniej dwa, trzy auta), monitorowanie sytuacji drogowo-pogodowej na portalach Road.is albo Vegagerdin.is, zabezpieczenie zapasu paliwa i prowiantu. Sieć szlaków komunikacyjnych, stacji paliw, serwisów samochodowych nie jest tam tak rozbudowana, jak w innych krajach europejskich. Warto odnotować, iż nie ma tam płatnych autostrad (nieduża opłata jest tylko za przejazd tunelem Hvalfjördur, 30 km na północ od Reykjaviku). Natomiast na tankowaniu nie zaoszczędzimy. Paliwo jest o 25 proc. droższe niż w Niemczech. Stacji LPG nie ma w ogóle. Hotele są droższe niż we francuskich kurortach. Podstawowe produkty spożywcze kosztują nawet trzy razy więcej niż w Polsce. Ale Islandia – choć chłodna i deszczowa – ma też jasne oblicza. Woda z kranu jest lepsza niż u nas butelkowana, wszędzie można biwakować (byle tylko nie niszczyć zieleni i sprzątnąć po sobie), w sklepach częstują darmową kawą, a widoki zapierają dech w piersiach. Do wąskich dróg bez neonów stacji benzynowych i centrów handlowych można się przyzwyczaić. Do spokojnego życia – też.

– Islandczycy to Włosi północy. Żyją sobie w swoim tempie, nie przejmując się niczym. Nawet tym, że auto należy od czasu do czasu zatankować. Na Islandii spotyka się wiele samochodów pozostawionych przy drodze tylko dlatego, że zabrakło paliwa. Rzadko kiedy używają kierunkowskazów albo wysiadają z auta, zostawiając je na luzie. Całkowicie bezstresowo. Stłuczki parkingowe są na porządku dziennym – opowiada Aleksandra. – Zdarzyło się, że dziewczyna uderzyła w moje auto podczas parkowania. Chciałam, aby przyjechali policjanci i spisali protokół. Powiedzieli nam przez telefon, że możemy taki dokument spisać sami, a tak w ogóle to jest święto, więc oni nie pracują. Telefon działa tylko w razie sytuacji awaryjnej.

Malwina diagnozuje, że Islandczycy zachowują się za kółkiem „przepisowo, choć nieuważnie”. Z humorem mówi o „mozolnej jeździe”.

– Lewy pas tutaj nie jest pasem szybkiego ruchu, więc podejrzewam, że wielu polskich kierowców byłoby bardzo poirytowanych na islandzkich drogach. Sama czasami jestem – przyznaje Polka z Reykjaviku. – Islandczycy nigdzie się nie spieszą. W Polsce spieszą się wszyscy. Wyprzedają jak wariaci. Zero wyobraźni. Sami zawodowi kierowcy. Królowie szos.

Tomasz Maciejewski

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Brak produktów w koszyku.