W Ostrołęce i Łomży zdawalność egzaminów na prawo jazdy od lat wynosi 50 proc., co jest absolutnym ewenementem w skali kraju. Zapytaliśmy instruktorów, jaki mają sposób na osiąganie tak imponujących wyników.

Liczba zakończonych sukcesem egzaminów jest tak wysoka, że w ubiegłym roku Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Ostrołęce pobił swój własny rekord.


„Zdawalność na egzaminach teoretycznych w roku 2014 ukształtowała się na poziomie 39,4 proc. Jest to wynik trochę mniejszy od rezultatu z roku 2013, który wynosił 43,7 proc.” - czytamy na stronie internetowej ośrodka. „Zdawalność na egzaminach praktycznych w roku 2014 ukształtowała się na poziomie 54,57 proc. Ten wynik jest większy od rezultatu z roku 2013, który wynosił 49,7 proc. I jest to najlepszy wynik w historii WORD Ostrołęka na przestrzeni ostatnich siedmiu lat!”.


Wycieczki z całej Polski


Jest to wynik dużo ponad przeciętną krajową. Niewiele niższą zdawalnością może pochwalić się również pobliska Łomża. Tam w ubiegłym roku średnia wyniosła aż 46 proc. I nie był to rok wyjątkowy. Sława obu miast juz dawno rozniosła się wśród kandydatów na kierowców, którzy chętnie przyjeżdżają tam na egzaminy. Nawet z drugiego końca Polski. W czym tkwi sekret Ostrołęki i Łomży?


- Chodzi przede wszystkim o odpowiednie przygotowanie kursantów - przekonuje Adam Żebrowski, współwłaściciel szkoły Speed z Ostrołęki. - Wiem, że w innych, większych miastach odhacza się swoich trzydzieści godzin i wypuszcza ucznia na egzamin. My przeprowadzamy bardzo rzetelne egzaminy wewnętrzne i dopiero kiedy mamy pewność, że ktoś jest gotowy do wyjechania na ulicę, puszczamy go na egzamin państwowy.


Instruktor przyznaje, że wiedzę na temat jakości nauki jazdy w innych miastach zna z relacji kursantów, którzy decydują się na egzamin w Ostrołęce i korzystają u niego z dodatkowych jazd.


- Przyjeżdżają najczęściej z Warszawy i okolic - mówi Żebrowski. - Jest ich tak dużo, że na przykład w tym tygodniu [rozmowa była prowadzona w połowie sierpnia - przyp. red.] nie zapisujemy już na dodatkowe jazdy, bo nie jesteśmy w stanie wyrobić się czasowo. Ta sytuacja potwierdza jedynie, że dbałość o klienta zawsze procentuje. My nie musimy się reklamować.


Bez złośliwości i prowokacji


Przyjezdnych nie brakuje również w Łomży.


- Oczywiście dbałość o wyszkolenie kursanta to podstawa - komentuje Zdzisław Kopańczyk, właściciel OSK Ziko w Łomży. - Z mojego doświadczenia wynika, że dużo lepiej wygląda to w niewielkich szkołach, niż w takich, które szkolą masowo, tak jak to często zdarza się w dużych miastach. Nie bez znaczenia jest również podejście egzaminatorów. Oczywiście nie chodzi tu o ułatwianie czegokolwiek, lecz o brak złośliwości, prowokacji czy wprowadzania nerwowej atmosfery podczas egzaminu. To naprawdę potrafi człowieka zdekoncentrować i dodatkowo zestresować.


Cudów nie ma


- Oczywiste jest, że w mniejszych miastach łatwiej się zdaje egzaminy - dodaje Mariusz Gruszfeld z OSK Gruszfeld w Łomży. - Kursanci mniej się stresują, bo lepiej znają wszystkie ulice, ruch na nich jest spokojniejszy, wszystko jest bardzo dobrze oznakowane, a kierowcy w większości jeżdżą przepisowo. Jak to porównać do Warszawy, gdzie na ulicach jest istne szaleństwo? I jak taki biedny kursant ma po stolicy jechać przepisowo i jednocześnie na przykład zmienić pas? Często jest to niewykonalne.


Jak jednak podkreślają instruktorzy, osoby, które zdecydują się na kurs czy zdawanie egzaminu w ich miastach, nie mają co liczyć na cuda.


- My po prostu dobrze uczymy, a to oznacza, że trzeba się przyłożyć - mówi właściciel OSK Ziko, który organizuje letnie kursy, wybierane głównie przez osoby spoza Łomży. - Są oczywiście tacy, którzy myślą, że tu się po prostu zdaje i nie trzeba nic robić. Ale szybko się rozczarowują.


Anna Łukaszuk


fot: Piotr Brichacek (Briho) (Praca własna) [GFDL (http://www.gnu.org/copyleft/fdl.html), CC-BY-SA-3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/) 

felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0