Młodzi pod ostrzałem. Premier Wielkiej Brytanii chce poprawić system szkolenia

Problemy związane z początkującymi kierowcami mają charakter globalny. Niedoświadczenie w połączeniu z brakiem wyobraźni i nadmierną wiarą we własne umiejętności zbiera smutne żniwo na drogach. Czy istnieje cień szansy na przełamanie passy?

Istnieje kilka metod nauki przyszłych kierowców. Polscy ustawodawcy postawili na sformalizowane szkolenie pod okiem ośrodków szkolenia kierowców i instruktorów, którzy, siedząc w samochodzie i dysponując dodatkowym kompletem pedałów, są w stanie skorygować błędy popełniane przez osobę stawiającą pierwsze kroki w ruchu drogowym. Znacznie bardziej liberalny tryb szkolenia kierowców obowiązuje w Wielkiej Brytanii.

Premier chce poprawiać system

Tam na podstawie tymczasowego prawa jazdy na drogi może wyjechać siedemnastolatek, o ile samochód zostanie oznaczony tablicami z literą L, znajdzie się w nim instruktor lub osoba, która ukończyła 21 lat i posiada uprawnienia przynajmniej od trzech lat, a pojazd ma odpowiednie ubezpieczenie. W ujęciu statystycznym system się sprawdza – z liczbą 28 ofiar śmiertelnych rocznie na milion mieszkańców bezpieczeństwo na drogach Wielkiej Brytanii okazuje się porównywalne ze słynącej z bezpieczeństwa Szwecji (27 ofiar/mln), o średniej dla UE (50 ofiar/mln) czy Polski (79 ofiar/mln) nie wspominając. Brytyjska premier uważa jednak, że początkujący kierowcy powodują zbyt wiele wypadków i poprosiła Ministerstwo Transportu o zweryfikowanie, jak można poprawić system szkolenia. Theresa May zapowiedziała, że zastanowi się nad wprowadzeniem ograniczeń dla świeżo upieczonych posiadaczy prawa jazdy. Ze statystyk wynika, że jeden na czterech kierowców po dwóch latach od zdania egzaminu bierze udział w wypadku bądź kolizji. W zdarzeniach z udziałem młodych kierowców ginie też 400 osób rocznie – podaje portal autoexpress.co.uk.

Jednym z możliwych wzorów to naśladowania mają być regulacje z Irlandii Północnej (samochody początkujących muszą być oznaczone tablicami z literą R, nie mogą wjeżdżać na drogi szybkiego ruchu ani przekraczać 72 km/h), Irlandii (wymagane tablice z literą N i dozwolona niższa zawartość alkoholu we krwi) czy Finlandii, gdzie po zdaniu egzaminu kierowca musi wziąć udział w kursie doszkalającym, który obejmuje m.in. jazdę po zmierzchu. Jeszcze bardziej surowe reguły obowiązują w Nowej Zelandii – świeżo upieczony kierowca dwukrotnie, w odstępie 3–18 miesięcy, zdaje egzamin praktyczny. W tym czasie musi wziąć udział w kursie doszkalającym, może samodzielnie jeździć od godz. 5 do 22, a we krwi nie może mieć ani grama alkoholu.

Jaką metodę wybrać?

Wszystkie te regulacje nie są pozbawione racji bytu. Z badań przeprowadzonych przez brytyjską organizację IAM Roadsmart wynika, że to nie wiek, a przede wszystkim czas spędzony na drodze (czyli doświadczenie) ma decydujący wpływ na ryzyko wypadku (różnica w prawdopodobieństwie jest aż sześciokrotna). W przypadku świeżo upieczonych kierowców niekorzystnym czynnikiem są czynniki „lifestyle’owe” – w szczególności tendencja do jazdy wieczorami czy weekendami. Doszkalanie jest uzasadnione także z innych powodów. Badania IAM Roadsmart wykazały, że o ile świeży kierowca szybko uczy się unikania pojedynczych zdarzeń, to znacznie wolniej nabywa umiejętności poprawnego odczytywania sytuacji na autostradzie czy jazdy po śliskiej nawierzchni.

– Jesteśmy za wprowadzeniem minimalnego czasu szkolenia z listą umiejętności, które musi opanować młody kierowca. Obejmuje ona jazdę miejską i pozamiejską, w dzień i w nocy oraz po suchej i mokrej nawierzchni. Obecnie zbyt wiele osób podchodzi do egzaminu praktycznego, będąc nieprzygotowanym do sytuacji, z jakimi przyjdzie im się samodzielnie zmierzyć w ciągu kilku najbliższych miesięcy – mówi Neil Greig z IAM RoadSmart.

Podobne zdanie ma Edmund King, prezes The Automobile Association.

– Zamiast wprowadzać dodatkowe ograniczenia należy popracować nad poziomem kształcenia przed egzaminem, skupiając się m.in. na kwestiach dotyczących bezpieczeństwa.

Nie do końca zgadza się z nimi John McIlroy, redaktor tygodnika „Auto Express”.

– Dorastałem w Irlandii Północnej, gdzie przez pierwszy rok musiałem jeździć samochodem oznaczonym literą R. 25 lat później myślę, że to dobre rozwiązanie. Zawsze miałem poczucie, że policjanci uważniej przyglądają się samochodom z tablicami. Zadziała to jednak wyłącznie w sytuacji, gdy policji na drodze jest wystarczająco dużo, by móc szybko ukarać kierowcę.

Ekonomiczny punkt widzenia

Wypadki można rozpatrywać przez pryzmat ludzkich tragedii bądź spojrzeć na nie z ekonomicznego punktu widzenia. Brytyjczycy oszacowali, że nakładając ograniczenia na kierowców w wieku do 19 lat udałoby się zaoszczędzić 224 mln funtów rocznie. Mniejsza liczba wypadków to także mniejsze wypłaty odszkodowań, a więc i niższe ceny polis, które w Wielkiej Brytanii są bardzo wyśrubowane. Na porządku dziennym są kwoty rzędu 1000–2000 funtów za popularne modele aut z niezbyt mocnymi silnikami, co często stanowi znaczną część ich wartości. Przy wykupowaniu odpowiednika naszego OC kierowcy z Wielkiej Brytanii są pytani o wykroczenia drogowe w ciągu ostatnich pięciu lat, a także muszą zadeklarować, kto będzie jeździł samochodem. Jeżeli ma to być początkujący kierowca, stawka automatycznie wzrasta. Kłamstwo nie popłaca. W Wielkiej Brytanii niezgłoszenie do ubezpieczenia młodego kierowcy to przestępstwo, zagrożone karą od 300 do 5000 funtów, a nawet komisyjnym zniszczeniem auta przez policję, gdy należności nie zostaną opłacone.

Łukasz Szewczyk

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Brak produktów w koszyku.