Problem z dopłatami za egzamin doskonale wpisuje się w ogólną tendencję łupienia obywatela przez państwo, gdzie tylko się da.

Jak wiadomo, 19 stycznia 2013 roku zmieniły się (czytaj: wzrosły) opłaty za egzaminy na prawo jazdy. W przypadku części praktycznej egzaminu najbardziej powszechnej kat. B: poprzednio opłata wynosiła 112 zł, a obecnie - 140 zł. Powstało więc pytanie, ile powinny zapłacić osoby, które przed 19 stycznia 2013 roku zapisały się i dokonały opłaty za egzamin, a on został wyznaczony i odbył się po 19 stycznia 2013 roku. W nowym rozporządzeniu regulującym stawki opłat za przeprowadzenie egzaminu państwowego nie uregulowano tej sprawy.


Rzecznik Ministerstwa Transportu oznajmił, że pozostawił tę kwestię w gestii dyrektorów ośrodków, którzy powinni zdecydować, czy dopłatę pobierać czy nie. Dyrektorzy WORD-ów z kolei chcą mieć tę opinię na piśmie, dlatego też wystąpili do ministerstwa z prośbą o wykładnię, a to, jak wiadomo, musi potrwać. Jak nietrudno zgadnąć, są WORD-y, które żądają dopłat za egzaminy, uciekając się nawet do blokowania wysłania dokumentów kandydata na kierowcę do właściwego starostwa, mimo że zdał egzamin.


Tymczasem § 62 obowiązującego od 19 stycznia 2013 roku Rozporządzenia Ministra Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej z dnia 13 lipca 2012 roku w sprawie egzaminowania osób ubiegających się o uprawnienia do kierowania pojazdami, szkolenia, egzaminowania i uzyskiwania uprawnień przez egzaminatorów oraz wzorów dokumentów stosowanych w tych sprawach (Dz.U. z 2012 r. poz. 995) mówi: „W sprawach wszczętych i niezakończonych przed dniem wejścia w życie niniejszego rozporządzenia stosuje się dotychczasowy sposób wypełniania i obieg dokumentów”.


Nowe rozporządzenie było poprzedzone Rozporządzeniem Ministra Infrastruktury z dnia 27 października 2005 r. w sprawie szkolenia, egzaminowania i uzyskiwania uprawnień przez kierujących pojazdami, instruktorów i egzaminatorów (Dz.U. z 2005 r. nr 217, poz. 1834 z późn. zm.). Zgodnie z § 27 ust. 1 punkt 1 tego starego rozporządzenia, przed przystąpieniem do egzaminu państwowego osoba ubiegająca się o prawo jazdy składa w ośrodku egzaminowania m.in. dowód uiszczenia opłaty za egzamin. Ośrodek egzaminowania przed wyznaczeniem terminu egzaminu sprawdza złożone dokumenty pod względem kompletności, ważności i poprawności wypełnienia (§ 27 ust. 2 starego rozporządzenia). Dopiero po takim sprawdzeniu ośrodek wyznacza termin egzaminu.


Taka konstrukcja prawna procedury wyznaczania daty egzaminu pozwala, moim zdaniem, na wysnucie wniosku, że dla ustalenia kwoty opłaty za egzamin znaczenie ma stan prawny z dnia, w którym wyznaczana jest data egzaminu, a nie z dnia przeprowadzenia egzaminu. Analogiczny przykład związany także z prawem jazdy: Jan Kowalski 18 stycznia 2013 roku w starostwie X składa wniosek o wymianę prawa jazdy wydanego w starostwie Y z powodu zmiany miejsca zamieszkania. Do wniosku dołącza m.in. dowód uiszczenia opłaty za wydanie prawa jazdy w wysokości według przepisów na dzień składania wniosku (84 zł), mimo że prawo jazdy wydawane będzie po 19 stycznia 2013 roku (dopiero po otrzymaniu przez urząd X akt ewidencyjnych kierowcy z urzędu Y), gdy opłata będzie już wyższa (100 zł). W tym przypadku nie ma podstaw do żądania dopłaty różnicy (16 zł), ponieważ wniosek złożony był zgodnie z przepisami obowiązującymi w dniu jego złożenia.


Poza tym, jeśli WORD-y stoją już na stanowisku, że opłata za przeprowadzenie egzaminu jest zbyt mała, to nie powinny takiego egzaminu przeprowadzać do czasu uzupełnienia braku, a nie blokować wysłanie dokumentów kandydata na kierowcę do właściwego starostwa. Pamiętać należy, że wniosek wraz załącznikami jest własnością osoby ubiegającej się o prawo jazdy, a nie WORD-u.


Z drugiej strony, poniekąd należy rozumieć postawę WORD-ów, które wykorzystują dziurawe regulacje prawne (dziurawe, bo równie dobrze w rozporządzeniu ministerstwa można było przewidzieć oraz jasno i wyraźnie uregulować interesującą nas kwestię) i wykorzystują je do polepszenia własnej kondycji finansowej. Zresztą to doskonale wpisuje się w ogólną tendencję łupienia obywatela przez państwo, gdzie tylko się da i robienia z tegoż obywatela chłopa pańszczyźnianego, że odwołam się do słów pana Pawła Kukiza. A skoro już jesteśmy przy wątku muzycznym, to analizując powyższe zagadnienie przypomina się też piosenka zespołu Strachy na Lachy „Żyję w kraju, w którym wszyscy chcą mnie zrobić w…”.


 


Leszek Grzeczka


 

felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0