Skąd im się biorą te pomysły?


Analizuje ich Europa.


Z piastowej puszczy? Z nurtów Wisły?


Z dyrektora czy chłopa?


Andrzej Jarecki 1960 r.


Powoli zaczynają docierać pierwsze relacje z przeprowadzanych egzaminów teoretycznych według nowych zasad. Zgodnie z przewidywaniami szkoleniowców, rezultaty są fatalne. Stacje radiowe i telewizyjne od rana do wieczora informują o żenująco niskich wynikach uzyskiwanych przez ogół zdających. Komentatorzy starają się wyjaśnić w racjonalny sposób przyczyny tego pogromu i wskazać winnych tej sytuacji. A to że kursanci są źle przygotowani do egzaminu, a to że OSK nie wykonują w należyty sposób swoich zadań. A najczęściej triumfalnie oznajmiają, że oto wspaniałe nowe pytania egzaminacyjne demaskują poprzedni fatalny system, który preferował naukę na pamięć bez zrozumienia materiału. Sądzę, że prawda jest o wiele prostsza. Pragnienie za wszelką cenę zakończenia szkolenia do czasu wejścia w życie ustawy spowodowało spiętrzenie liczby kursantów w czwartym kwartale ubiegłego roku i niejednokrotnie przekraczało możliwości OSK, stąd braki w wyszkoleniu abiturientów często z ich przyzwoleniem i na własną prośbę. Być może jakaś ich część uwierzyła naiwnie w zapewnienia twórców, że do zdania egzaminu wystarczy jedynie dobre przygotowanie i biegła znajomość kodeksu. Prawda okazała się brutalna. Większość egzaminowanych nie jest w stanie poradzić sobie z technologią.


Być może, gdy do egzaminów zaczną masowo przystępować dzisiejsze nastolatki, oswojone z komputerami w dziesiątkach bitew i podróży kosmicznych, wyniki będą lepsze. Twórcy testów nie pomyśleli, że inaczej postrzega się elementy w prawdziwym ruchu, gdzie składają się one w sekwencję, do której tylko dodajemy elementy potrzebne nam w danym miejscu - np. na skrzyżowaniu, a inaczej funkcjonujemy, gdy musimy ocenić to samo skrzyżowanie na filmie. Wtedy, zanim podejmiemy decyzję, musimy sobie w myśli taką sekwencje zbudować. Być może wystarczy dać egzaminowanemu więcej czasu.


Na szczęście nie sprawdziły się najciemniejsze przewidywania pesymistów i system, choć z wielkimi oporami, zaczął działać i świat się nie zawalił, a WORD-y powoli dochodzą do siebie. Pojawiły się za to nowe, dotychczas nikomu nieznane problemy z interpretacją zapisów w ustawie i w rozporządzeniach ministerialnych.


Nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ ustawa powstawała ponad dziesięć lat, poszczególne jej części opracowały różne zespoły, więc brak spójności i korelacji jest logicznym tych działań następstwem. Jeszcze gorzej wygląda jakość rozporządzeń ministerialnych, których przed publikacją tak naprawdę nikt nie był w stanie dokładnie przeczytać. Konsekwencje tak powstałego prawa spadły na OSK. Jedynym pozytywem jest to, że zainteresowanie kursami spadło praktycznie do zera i właściciele OSK, z powodu braku zajęcia, mieli czas przygotowywać się do ponownej rejestracji swoich przedsiębiorstw i poświęcić się zadawaniu na forach internetowych pytań, z których każde byłoby przez odpowiedzialnego prawodawcę odebrane jak policzek. A muszą być zadane.


1. Co znaczy zatrudnienie?


2. Jak, kiedy i w jakim zakresie przeprowadzać egzamin wewnętrzny?


3. Co oznacza sformułowanie - jednolity system, egzamin na zasadzie egzaminu państwowego?


4. Co z uprawnieniami instruktorów posiadających kat. A?


5. Czy instruktor prowadzący działalność gospodarczą podlega pod wszystkie regulacje kodeksu pracy dotyczące czasu pracy?


6. Czy może jednocześnie wykonywać w swoim OSK funkcje: właścicielskie, kontrolne jako kierownik OSK, instruktora przeprowadzającego egzamin wewnętrzny?


7. Do kogo może się zwrócić się z skargą niezadowolony kursant?


Proste i wydawałoby się do załatwienia sprawy - zwłaszcza po dziesięciu latach procedowania - które są niezbędne do normalnego funkcjonowania, czekają na wyjaśnienie, a jestem pewien, że w trakcie lektury powstanie znacznie więcej takich pytań.


Pojawiają się o wiele bardziej zasadnicze pytania, które dotyczą spraw ogólnych związanych z istotą systemu szkolenia i egzaminowania. Prawie niezauważona zmiana, eliminująca z udziału w egzaminie państwowym tłumacza, wprowadzona została na wniosek dyrektorów WORD-ów, którzy zaobserwowali naganne zjawisko prób udzielania pomocy podczas egzaminu przez tłumacza! A więc odpowiedzialność zbiorowa! Zamiast usunąć jednego lub nawet kilku tłumaczy z udziału w egzaminie, podjęto bezprecedensową decyzję o uniemożliwieniu cudzoziemcom - w większości obywatelom Unii Europejskiej - uzyskiwania prawa jazdy w Polsce. Pytam, jakie straty ponieśli działający w strefie przygranicznej polscy właściciele OSK. Konkretne straty poniósł budżet - podatki, WORD-y - opłaty, mieszkańcy - zyski z kwater itd.


Czy któryś z twórców tego rozwiązania, stawiającego nasz kraj pod pręgierzem międzynarodowej opinii, zechce się łaskawie wytłumaczyć z tej decyzji?


Wznawiane są starania o znowelizowanie ustawy, tak aby można było przeprowadzać egzaminy w miastach prezydenckich. Opinie naszego środowiska powoli docierają do posłów.


Chodzi o sprowadzenie egzaminów teoretycznych na niższy szczebel, np. w współpracy - połączeniu z wydziałami komunikacji. Technicznie i organizacyjnie nie sprawia to wielu problemów i nie wymaga wielkich kosztów. Korzyści są ogromne. To proste rozwiązanie zlikwiduje znane problemy z korkowaniem miast, które są siedzibą WORD-u, i ułatwi życie tysiącom kursantów, czyli obywateli mających swoje prawa. Mówimy również o wielkich i wymiernych oszczędnościach czasu i paliwa, a więc pieniędzy liczonych w skali kraju w setkach milionów złotych. Zyski z tytułu oszczędności są oczywiste i o wiele większe niż w przypadku otwierania całych oddziałów. Jest niczym nieuzasadnione, aby po to, by zaliczyć teorię, trzeba było odbywać wielokilometrową podróż do centrali. Tracimy nie tylko czas, a więc określone pieniądze, ale również wiarę w sens takiego działania organizowanego w imieniu naszego państwa.


Na szczęście nie jesteśmy skazani na samotną walkę. Mamy przecież ogólnopolskie przedstawicielstwa, reprezentujące szerokie spektrum zainteresowań środowiska. Czasami brak jedności, wynikający z odmienności naszych statutów, bardzo denerwuje niektórych komentatorów. Brak większych (i możliwych, ich zdaniem, do osiągnięcia) sukcesów w negocjacjach z MTBiGM widzą jako błąd w prowadzonych poprzednio pertraktacjach. Na pewno nikt nie jest bezbłędny i chętnie widzimy konstruktywne propozycje. Tym bardziej że złożenie 24.01 br. w podkomisji ds. transportu drogowego i drogownictwa wspólnego dla PIGOSK, OIGOSK, PFSSK i LOK wniosku dotyczącego spraw, co do których już wcześniej udało się osiągnąć porozumienie, świadczy dobitnie, że połączony głos lepiej się przebija.


W posiedzeniu tym uczestniczyli ze strony środowiska OSK wiceprezesi: Z. Popławski i Z. Gryglas oraz K. Szymański, J. Domasik i W. Góra. oraz, niżej podpisany, W. Szemetyłło. Ze strony Sejmu przewodniczący, poseł Jerzy Szmit i trzech innych posłów, których nie przedstawiono, a oni także tego nie zrobili. Resort transportu reprezentowali A. Bogdanowicz, dyr. DTD, i T. Piętka.


Kol. Popławski szeroko omówił i uzasadnił potrzebę wprowadzenia zmian w ustawie o kierujących pojazdami w najważniejszych dla środowiska sprawach, tj.


1. art. 53 samochody na egzaminie


2. art. 31 SuperOSK rozdzielenie na wszystkie kategorie


3. art. 35 warsztaty doskonalenia zawodowego, możliwość przeprowadzania ich przez organizacje społeczno-zawodowe


4. art. 27 informacje o terminach rozpoczęcia zajęć


5. rzetelna minimalna cena za jedną godzinę szkolenia.


Piszę o tym, ponieważ duża część korespondentów biorących udział w forach internetowych nie jest zorientowana w nieustannie toczących się na wielu szczeblach działaniach, dotyczących koniecznych zmian w ustawie i w rozporządzeniach.


Liczba interpelacji poselskich dotyczących omawianych spraw, listów z prośbami o zajęcie stanowiska przez ministrów transportu, finansów, administracji, marszałków, wojewodów i starostów wymaga utworzenia specjalnej agendy.


Z ciekawszych przypomnę sprawę konstytucyjności ustawy, z którą pani senator Helena Hatka z PO wystąpiła do wiceministra Jarmuziewicza. Podstawą jest ekspertyza profesora A. Bałabana, sporządzona już dwa lata temu. Nie wszyscy pamiętają, że bezpośrednio przed podpisaniem ustawy przez prezydenta RP został wysłany list z prośbą o wstrzymanie się od podpisu i skierowanie ustawy do Trybunału Konstytucyjnego. Rezultat państwo znają.


Obserwując totalną porażkę, jaką ponieśli na kolei, wprowadzając zmianę rzeczy znanej od stu pięćdziesięciu lat z górą, czyli rozkładu jazdy, podwładni naszego ministra, którym udało się sparaliżować życie wielu milionów podróżnych i narazić gospodarkę na co najmniej milionowe straty, nie mówiąc o zdrowiu i nerwach, uważam, że i tak wyszliśmy o wiele lepiej, niż można się było spodziewać. Solidaryzuję się ze wszystkimi, którzy uważają, że to i tak o wiele za dużo, aby można przejść nad tym do porządku dziennego. Mogę to solennie państwu obiecać.


Wojciech Szemetyłło


 

redaktor felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0