Mija pracowity rok. Dzisiaj jeszcze nie wiadomo, jak go będziemy nazywać i oceniać w przyszłości. Rokiem przełomu czy też, jak sądzi wielu z nas, rokiem straconych szans. Jedno jest pewne. Był to rok nadziei.

Nadziei na zakończenie trwających od może zbyt wielu lat starań o przebudowę tak zwanego systemu szkolenia i egzaminowania kierowców. Nadziei na poprawę bytu i powrotu do normalności w codziennej pracy.


Razem z redakcją i licznym gronem szkoleniowców śledzimy tę batalię o przez wszystkich oczekiwany wynik zmagań. Zaangażowanie wielu uczestników prac, narad, dyskusji, mających na celu poprawę fatalnego stanu bezpieczeństwa na polskich drogach jest znane. Wraz z postępującymi zmianami w infrastrukturze drogowej i związanej z tym istotnej, być może wolnej, lecz wyraźnie widocznej poprawie BRD, uważamy jako współodpowiedzialni za obecny poziom szkolenia, że nasz wysiłek nie przynosi oczekiwanych efektów.


Dwie ścieżki


Przepisy ciągle ewoluują. Przypomnę, że mieliśmy do czynienia z ponad stu zmianami. Niektóre możemy zaliczać wręcz do rewolucyjnych, wywołujących skrajne opinie i obawy. Myślę tu choćby o nowych rozwiązaniach w ustawie o kierujących pojazdami. Chciałbym dzisiaj jedynie zasygnalizować związane z nimi całkowicie nowe problemy, do których analizy na pewno niejednokrotnie powrócimy. Do najważniejszych i budzących największe emocje rozwiązań zaliczam zniesienie obowiązku szkolenia teoretycznego w OSK. Jak wpłynie to na poziom wyszkolenia przyszłych kierowców? Czy indywidualne uczenie zapewni odpowiedni oraz wysoki poziom edukacji i sukces egzaminacyjny? Jak ocenią to rozwiązanie przyszli kursanci? Czy korzyści z indywidualnego, dostosowanego do możliwości kursanta, przebiegu nauczania oraz likwidacja biurokratycznych uciążliwości w prowadzeniu OSK są wystarczającą zachętą do wprowadzenia tego typu rozwiązania?


Odpowiedź na te i wiele podobnych pytań, które padały podczas przeprowadzanych dyskusji, otrzymamy już wkrótce. Osobiście na podstawie doświadczeń krajów, gdzie od dawna jest stosowany właśnie taki model szkolenia teorii, uważam, że większość obaw dotyczących poziomu wyszkolenia przyszłych kierowców, wyrażanych poprzez środowisko szkoleniowe, nie zostanie potwierdzonych. Pamiętać trzeba, że wszyscy nasi kursanci będą mieli do wyboru co najmniej dwie ścieżki ? tradycyjną, z obowiązkowym uczestnictwem na zajęciach, listą obecności, pełnymi wykładami, oraz drugą, polegającą na umiejętności samokształcenia i korzystania ze zdobyczy XXI wieku, za pomocą internetu i programów edukacyjnych. Zdobycie wiedzy polega na chęci uczenia się i zrozumienia, a nie uczestnictwa w zajęciach. Ponadto taki proces nauczania został sprawdzony w krajach europejskich i skuteczność tego systemu jest widoczna w statystykach wypadkowości.


Oczywiście jest wiele innych możliwości uzyskania odpowiedniej wiedzy z zakresu przepisów ruchu drogowego, np. w szkołach w ramach wychowania i edukacji komunikacyjnej.


Mozolne budowanie


Pojawia się jeszcze pytanie: czy jakość świadczonych przez OSK usług, tak wnikliwie opisywana przez naszego kolegę i powszechnie szanowanego szkoleniowca Pawła Żurawia, będzie miała wpływ na sukces, a może porażkę takiego rozwiązania?


W wielu swoich artykułach, publikowanych także na łamach „Szkoły Jazdy”, zwraca uwagę na upadek autorytetu oraz niski poziom etyki zawodu instruktora. Mam ciągle nadzieję, że już niedługo, w końcowym etapie wdrażania zapowiadanych zmian w UoKP, to jakość, a nie cena będzie miała decydujący wpływ na wynik naszej pracy, zatrzyma postępującą degradację roli i znaczenia OSK. Myśląc o przyszłości musimy pamiętać również o jednej z najważniejszych przyczyn słabości znanego i powszechnie krytykowanego poziomu szkolenia kursantów w ośrodkach. Mam na myśli uwarunkowania ekonomiczne, leżące u podstaw działalności i powszechnej opinii o potrzebie wprowadzenia cen minimalnych na nasze usługi. Sprawa jest od dawna znana i omawiana również w mediach. Co sprawia, że stała się ostatnio tematem numer jeden? Czy tylko wyniszczająca OSK nieuczciwa i bezwzględna wojna konkurencyjna, spowodowała w ostatnim czasie upadek, a czasem bankructwo wielu uczciwie pracujących przedsiębiorców?


W połączeniu z obowiązującymi w naszym otoczeniu stałymi cenami egzaminów, badań technicznych, lekarskich, psychologicznych, łącznie ze stale rosnącymi kosztami prowadzenia działalności gospodarczej, panuje powszechne przekonanie, że tylko takie rozwiązanie, zapewniające minimalny, ale i stały poziom ekonomicznej opłacalności, jest szansą nie tylko na przeżycie i zatrudnienie instruktorów na wysokim poziomie. Dobrze, że o ekonomicznych aspektach i ich związkach z jakością pracy, która ma bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo na drogach, środowisko za pośrednictwem swoich przedstawicieli informuje nie tylko opinię publiczną, ale także dociera do rządu i Sejmu. Pamiętamy oczywiście o wszystkich uwarunkowaniach związanych z ryzykiem prowadzonej działalności szkoleniowej. Jednak wraz ze zmianami w UoKP są jednym z niezbędnych, mozolnych kroków w budowaniu, podobnie jak w przypadku nowoczesnych dróg, sprawniejszego modelu kształcenia przyszłych kierowców.


Dylemat szkoleniowca


Jedno jest pewne. Świadomość, że dotychczasowe działania, pomimo wielu drobnych sukcesów, nie przyniosły spodziewanych rezultatów ? po wstępnych raportach NIK jest powszechna. Wiemy, że dla osiągnięcia dalszego postępu w spadku liczby tragicznych wypadków, związanych z tym kosztów społecznych i rzeczywistych strat, ocenianych na 30 mld zł, konieczna jest odbudowa i zapewnienie, jak napisał Paweł Żuraw, przyzwoitego poziomu, przeciętnego, często rodzinnego OSK. Takich mamy w Polsce większość. Bez podniesienia ich społecznej rangi i przywrócenia odpowiedniego prestiżu zawodu instruktora nie możemy myśleć o wyjściu z impasu.


Krokiem we właściwym kierunku byłyby też szybkie zmiany legislacyjne, umożliwiające dodatkowe szkolenia, na podstawowym poziomie, dla osób z kategorią AM, A1, B1, B w OSK. Jest anomalią, wielokrotnie krytykowaną i całkowicie niezrozumiałą, przypisywanie tych szkoleń ODTJ-om. Powołano je do zupełnie innych szkoleń i nie są przygotowane do prowadzenia takich zajęć. Moim zdaniem, powoduje to nie tylko straty finansowe OSK, ale rodzi jakże często pokusę do działania w tak zwanej szarej strefie. Zjawisko omijania istniejących, być może nie zawsze akceptowanych społecznie rozwiązań prawnych staje się dla wielu szkoleniowców dylematem wobec ciągle pogarszającej się sytuacji finansowej prowadzonych przedsiębiorstw.


Diabeł tkwi w szczegółach


Udział samochodu szkoleniowego należącego do OSK w egzaminie państwowym jest od dawna uważany przez chyba wszystkich szkoleniowców za sprawę korzystną i oczywistą. Jednak diabeł tkwi w szczegółach! Powszechne są obawy o procedury dotyczące zarówno dodatkowego, jak i nie zawsze przewidzianego w ustawie, a wymaganego poprzez poszczególne WORD-y, wyposażenia. Dopracowania wymagają też całkowicie nowe, bo oparte na indywidualnych umowach cywilnoprawnych pomiędzy WORD a OSK, zasady dotyczące organizacji konkretnych rozwiązań.


Najlepszym chyba rozwiązaniem, nad którym pracują już niektóre regionalne stowarzyszenia OSK, byłoby stworzenie i podpisanie porozumienia pomiędzy np. PFSSK a Krajowym Stowarzyszeniem Dyrektorów WORD, które byłoby wiążące dla obu stron i dotyczyło wojewódzkich ośrodków ruchu drogowego na terenie całego kraju. Nie chcemy przecież, żeby tak korzystny dla nas przepis stał się, tak jak możliwość obecności instruktora na egzaminie, na skutek biurokratycznych przyczyn martwy. Znamy to niestety z wielu różnych lokalnych, często sprzecznych interpretacji, jakie stwarza spora liczba obowiązujących, choć niejednoznacznych przepisów w UoKP. Uważam, że stworzenie standardu dla całej Polski jest możliwe i nie powinno być kwestionowane ze względu na partykularne interesy.


Koniec prac legislacyjnych powinien być początkiem nowego etapu. Potrzebujemy spokoju i czasu na wdrożenie i adaptację nowych rozwiązań! Jednocześnie musimy wszyscy mieć szansę na ocenę i wyciągnięcie wniosków wynikających z funkcjonowania UoKP. Nie traćmy też z oczu nadchodzących od 2015 roku następnych zadań, np. szkolenia z zagrożeń występujących w warunkach ekstremalnych.


Jesteśmy przygotowani!


Czy propozycja prezesa NIK, która pojawiła się jako wniosek w końcowej części raportu na temat stanu bezpieczeństwa na polskich drogach, aby w niedalekiej przyszłości zobowiązać Ministerstwo Spraw Wewnętrznych do koordynacji wszystkich spraw, a więc i dotyczących szkolenia egzaminowania kandydatów na kierowców, jest początkiem wychodzenia z impasu?


Czy w ramach tego projektu, przewidującego powrót do szkół i powszechnego ogólnopolskiego programu wychowania komunikacyjnego, ogłoszonego w Sejmie i przez marszałka Cezarego Grabarczyka, może zabraknąć głosu i udziału naszego środowiska?


Czy nie należy odłożyć wielu często słusznych, ale na obecnym etapie niekoniecznie najważniejszych pomysłów legislacyjnych? Pytania czysto retoryczne, bo przecież już dzisiaj trwają w Sejmie wytężone prace nad następnymi zmianami, mającymi zawsze ten sam cel ? wyjście z dołka w statystykach dotyczących tragicznych wypadków. Przypomnę czytelnikom, aby mogli ocenić i przygotować się do dyskusji na temat celowości tych i być może innych nowych pomysłów: dołączenia do zadań egzaminacyjnych przedlekarskiej pomocy, zmiany zachowań w stosunku do pieszego w pobliżu przejścia dla pieszych, zwiększenia liczby pytań w bazie.


Nie jest moim zamiarem w tym szczególnym radosnym przedświątecznym okresie przedstawianie wciąż niezałatwionych i utrudniających życie znanych problemów. Uważam, że wobec powagi sytuacji i analizy dokonanej przez NIK oraz opublikowanych wniosków dotychczasowych działań, jesteśmy już blisko najważniejszych decyzji. Muszą one zapaść na najwyższych szczeblach władz. Uważam też, że nasze środowisko, myślę tu o PFSSK, jest przygotowane intelektualnie do podjęcia takiego wyzwania. Mamy w swoich szeregach działaczy sprawdzonych i oddanych sprawie wyprowadzenia z impasu branży szkoleniowej.


Wojciech Szemetyłło


 

felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0