Stawiam stanowczą tezę, że jeżeli za jakością szkolenia pójdzie wysoka cena za kurs, kandydatów na kierowców nie zabraknie. A i na nowe auto uda się uzbierać. Prowadzę swoją szkołę już cztery lata i nie narzekam. Słyszę jednak jak ci, którzy prowadzą biznes o wiele dłużej ode mnie, narzekają na brak pieniędzy, kursantów i kryzys.

W mojej szkole jazdy egzamin wewnętrzny to świętość. Żeby zakończyć kurs, każdy kandydat na kierowcę musi go zdać. Zarówno część teoretyczną, jak i praktyczną. Oczywiście wiem, że przeprowadzanie egzaminu wewnętrznego w każdej szkole jazdy jest obowiązkowe, ale nie oszukujmy się, różnie z tym bywa. Część ośrodków w ogóle nie informuje o tym kursantów. Inni próbują przekonywać, że przeprowadzanie tego egzaminu nie ma wielkiego sensu. Bo to kosztuje. Chodzi oczywiście o czas i paliwo.


Pierwsze podejście bezpłatne, drugie już nie


Kursanci czytają co prawda w podręczniku albo Internecie, że egzamin wewnętrzny to część składowa kursu na prawo jazdy, ale jakoś nie przywiązują to tego większej wagi. Czasami dzieje się też inaczej. Oto kursant prosi o przeprowadzenie egzaminu wewnętrznego, ale instruktor to ignoruje. Większość czytelników zapewne wie, że patologiczne zachowania w naszej branży to nie margines. Nie ma więc sensu rozpisywać się o oszukiwaniu kursantów i samych siebie. I to ciągłe zaniżanie cen. Po co? Żeby przyciągnąć nowych kursantów.


Postanowiłem do umowy z kursantem wprowadzić pewien zapis. Jaki? Ma on obowiązek zdać egzamin wewnętrzny teoretyczny oraz praktyczny. Pierwszy jest bezpłatny, natomiast poprawka już kosztuje. Takie rozwiązanie spowodowało, że zdecydowana większość kursantów przychodzi na teorię przygotowana i zdaje ją bez problemu. Wcześniej różnie z tym bywało. I to mimo że na zajęcia teoretyczne uczęszcza ponad 90 proc. kursantów.


Zdarzali się też delikwenci, którzy na egzamin wewnętrzny teoretyczny przychodzili w przekonaniu, że na pewno go zdadzą, chociaż wcześniej nawet się do niego nie uczyli. Ale odpłatność za poprawkę to zmieniła. Kursanci przychodzą przygotowani.


Nic za darmo!


Warunkiem przystąpienia do egzaminu wewnętrznego praktycznego jest zaliczenie teorii. Trwa on godzinę zegarową. Poprawka kosztuje 100 zł. Ale nie umawiamy się na nią, kiedy kursant jest nieprzygotowany. Doszedłem do wniosku, że ludzie nie szanują tego, co darmowe. Nieważne, czy to jest lizak, cukierek, czy kurs prawa jazdy. Pokutuje myślenie, że jak coś jest darmowe, to się należy. Jeśli musimy za coś zapłacić, wykazujemy się, staramy, wkładamy trochę pracy w przygotowanie się.


Wielu właścicieli OSK narzeka na niż demograficzny, na brak kursantów. Ja obserwuję coś innego. Im wyższą mam cenę, tym na kurs zapisuje się więcej kursantów, którzy wiedzą, czego chcą. Płacą sporo pieniędzy i wymagają. Ale my też stawiamy swoje wymagania. I o to chodzi!


Narzekanie? To nic nie zmienia


Obserwując rynek poznańskich szkół jazdy można zauważyć, że OSK, które trzymają względnie wysoką cenę za kurs, mają pełne ręce roboty. Szukają instruktorów, pracują w weekendy, chcą się rozwijać i budować swoją markę na jakości szkolenia, nie na niskiej cenie.


Pisałem niedawno, że WORD Poznań zakupił nową wersję kii rio. Najbardziej biadolą ci, u których kursy są na żenująco niskim poziomie, a ceny są dyskontowe.


Prezesi stowarzyszeń próbują pocztą pantoflową mącić, że WORD ogłosi unieważnienie przetargu. Gdzie oni jednak byli, gdy ośrodek dokonywał wyboru? Czy reprezentowali interesy OSK? A może chcieli zadbać o swój?


Stawiam tezę, że jeżeli za jakością szkolenia pójdzie wysoka cena za kurs, kandydatów na kierowców nie zabraknie. A i na nowe auto uda się uzbierać. Prowadzę swoją szkołę już cztery lata i nie narzekam. Słyszę jednak jak ci, którzy prowadzą biznes o wiele dłużej ode mnie, narzekają na brak pieniędzy, kursantów i kryzys.


Nie oszukujmy naszych klientów, a będzie dobrze! Prawdziwy egzamin wewnętrzny, uczciwie przeprowadzony, może przyciągnąć kursantów, a nie ich zniechęcić. Jeżeli wiedzą, jakie mają mocne i słabe strony, jak reagują ich mózgi na egzaminie, może zrobią wszystko, żeby zdać? A jak wiadomo, zadowolony kursant przyciąga kilku znajomych.


Marcin Zygmunt, instruktor nauki jazdy, właściciel OSK

felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0