Zajęcia tylko na papierze, brak egzaminów wewnętrznych, zdezelowane auta, dumpingowe ceny, instruktorzy bez uprawnień - to grzechy i grzeszki w szkoleniu kierowców, o których mówią sami właściciele OSK. Bo nieuczciwa konkurencja psuje rynek i opinię o szkołach jazdy.

Kilka lat temu głośno było o nieuczciwym instruktorze z Radomia, który łowił klientów przed tamtejszym WORD-em. Rozdawał wizytówki, kusił zniżkami. Jeździło się z nim taniej niż innymi elkami.


- Bo szkolił poza ośrodkiem - tak to określają pracownicy biura kontroli UM w Radomiu. - Nie prowadził OSK, minimalizował koszty - wyjaśniają.


Pracujący na dziko instruktor grał na nosie kolegom (działającym legalnie) i urzędnikom. Do czasu. Sprawa trafiła do sądu, jej wyjaśnianie trwało kilka lat, m.in. w Samorządowym Kolegium Odwoławczym i Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym. Były odwołania, zażalenia, kasacje i ostateczny werdykt NSA. Finał? Zakaz wykonywania zawodu przez dwa lata.


Czy takich przypadków jest więcej? Urzędnicy przyznają, że w każdym mieście, gdzie znajduje się WORD i odbywają się egzaminy, kłusuje co najmniej kilku lub kilkunastu instruktorów. Ale - przekonują - rynek się porządkuje i cywilizuje, jest coraz lepiej nadzorowany.


- Zgodnie z obowiązującymi przepisami, kontrola każdego przedsiębiorcy prowadzącego ośrodek szkolenia kierowców ma być przeprowadzana co najmniej raz w roku i tak też jest to zadanie przez nas realizowane - tłumaczy Małgorzata Malmon z biura kontroli UM w Radomiu. - Podjęliśmy współpracę z komendą miejską policji, która w ramach swoich uprawnień kontroluje prowadzenie praktycznej nauki jazdy poza OSK.


Długa lista zastrzeżeń NIK


Ośrodki szkolenia kierowców są rejestrowane i kontrolowane przez starostwa powiatowe (i wydziały komunikacji UM w miastach na prawach powiatu). Urzędnicy mają sporo roboty. Tylko w Radomiu jest zarejestrowanych 36 OSK, w Szczecinie 55, w Gdyni 20, w Katowicach 29, w Rzeszowie 42, w Warszawie ponad 220.


Z ubiegłorocznego raportu Najwyższej Izby Kontroli wynika, że nadzór nad OSK mocno kuleje. NIK stwierdziła, że część ośrodków prowadzi kursy w sposób niezgodny z programem, pojazdami niespełniającymi wymagań. Opierając się na policyjnych statystykach kontrolerzy ustalili, iż w latach 2013 - 2014 w co szóstym skontrolowanym samochodzie wykorzystywanym do nauki jazdy wykryto różnego rodzaju nieprawidłowości: zły stan techniczny, braki w dodatkowym wyposażeniu. Niektórzy instruktorzy nie mieli uprawnień do prowadzenia szkolenia, ważnych badań lekarskich i psychologicznych. Zdarzało się, że zapominali o wypełnieniu karty kursanta. NIK zwróciła uwagę, że podczas szkoleń lekceważąco traktuje się zajęcia z udzielania pierwszej pomocy przedmedycznej.


Materiał opracowany przez NIK był bolesny także dla urzędników, bo okazało się, że 80 proc. starostw pozbawiło się możliwości sprawdzenia, jak OSK prowadzą praktyczną naukę jazdy. Powiaty nie podjęły w tym zakresie współpracy z policją. Aż 90 proc. starostw nie kontrolowało i nie analizowało również tzw. egzaminów wewnętrznych. Nawet szkoły, które zdawalność „wewnętrznych” miały stuprocentową, a egzaminów państwowych - bardzo niską, nie musiały obawiać się szczegółowego audytu. Urzędnicy sprawdzali tylko podstawowe dokumenty. Czyli de facto nie byli w stanie określić, jak dany OSK przygotowuje kursantów. Czy mają oni wystarczającą wiedzę i umiejętności, by ubiegać się o prawko.


W gąszczu przepisów


Powiatowa administracja chętniej mówi o jasnej stronie działalności OSK.


- Nie wystąpiły przypadki naruszeń prawnych ani nie było negatywnych wyników kontroli - informuje Aneta Sempiak, kierownik referatu rejestracji i ewidencji pojazdów Starostwa Powiatowego w Jeleniej Górze.


Na terenie tego powiatu działa jedenaście ośrodków szkolenia kierowców. Są kontrolowane raz w roku. To określone przepisami minimum.


- Relacje z lokalnymi OSK są poprawne - zapewnia pani kierownik. Wyjaśnia też, że liczba ośrodków utrzymuje się na stałym poziomie.


- Działające u nas firmy mają doświadczenie, odpowiednią kadrę i bazę - dodaje Tadeusz Różanek z powiatowego wydziału komunikacji. - Jeśli stwierdzimy jakieś drobne uchybienia, natychmiast wydajemy zalecenia, a przedsiębiorcy się do nich dostosowują - podkreśla Różanek.


Z Gdyni też płynie optymistyczny przekaz.


- Relacje wydziału komunikacji z ośrodkami szkolenia kierowców oceniamy pozytywnie - Sebastian Drausal, rzecznik prasowy gdyńskiego urzędu miasta, niemal kopiuje maila z Jeleniej Góry.


Wyjaśnia, że w ostatnich miesiącach jeden OSK został zamknięty, a trzy zawiesiły działalność. Ale nie był to skutek kontroli, tylko decyzje przedsiębiorców. Czy gdyńskie szkoły jazdy mają problem z wypełnieniem ministerialnych wytycznych?


- Najczęstszym niedociągnięciem, wykrywanym podczas kontroli ośrodków szkolenia kierowców, jest brak odpowiednich stałych stanowisk wyznaczonych na placu manewrowym - stwierdza Drausal.


W Radomiu niektóre OSK lekceważą art. 28 ust. 11 ustawy o kierujących pojazdami.


- Chodzi o nieterminowe przekazywanie przez przedsiębiorców informacji o wszelkich zmianach danych zamieszczanych w rejestrze - wyjaśnia Malmon.


Dane, które powinien aktualizować OSK, to m.in. imiona i nazwiska instruktorów, numery rejestracyjne pojazdów, zakres prowadzonego szkolenia.


Inne efekty kontroli przeprowadzanych przez radomski magistrat? Sytuacje sporne dotyczące różnej interpretacji przepisów. Organ nadzoru inaczej „czyta” jakiś paragraf, przedsiębiorca prowadzący OSK - inaczej.


- Ten problem najczęściej pojawia się, gdy następuje zmiana przepisów - zauważa Malmon. - Ale z biegiem czasu spory w zakresie odmiennych interpretacji zanikają, gdyż pojawia się coraz więcej orzeczeń sądowych rozstrzygających wyżej wspomniane kwestie, jak również wyjaśnień, wskazówek ministerstwa, o które niejednokrotnie występujemy - mówi specjalistka z biura kontroli UM w Radomiu.


Przykłady? Jedną z niedawno analizowanych kwestii była redukcja godzin zajęć teoretycznych podczas kursów na różne kategorie prawa jazdy. Jeśli w OSK funkcjonują grupy mieszane, trzeba bardzo pilnować tematów szkolenia i listy obecności (kto może opuścić dane zajęcia, kto nie).


Szczeciński wydział komunikacji wskazuje inne zaniedbania OSK: niesystematyczność i błędy w prowadzeniu dokumentacji szkoleniowej (książki ewidencji i karty przeprowadzonych zajęć), niepełną realizację programu szkolenia, braki w infrastrukturze.


- Niepełne wyposażenie i oznakowanie placów manewrowych, brak aktualnych badań technicznych pojazdów, niewłaściwe oznakowanie biura i sali wykładowej - wylicza Magdalena Strózik z biura prasowego UM Szczecin.


Urzędniczka podkreśla, że w przypadku ujawnienia nieprawidłowości urząd wydaje stosowane zalecenia, a później przeprowadza kolejne kontrole.


- Nieprawidłowości w funkcjonowaniu ośrodków pojawiają się szczególnie w sytuacjach, kiedy zmieniają się przepisy i liczba osób szkolonych przez ośrodki gwałtownie wzrasta - zauważa Strózik.


Dużo papierów, mało pieniędzy


Prowadzący OSK potwierdzają, że często zmieniające się regulacje prawne utrudniają im pracę. Kolejne nowelizacje oznaczają grubsze segregatory dokumentów.


- Biurokracji jest za dużo - oceniają Zofia i Ewelina, które w Krakowie prowadzą szkołę jazdy „Lejdis”. - Wróciwszy z pracy, kiedy wkłada się w nią całą energię i serce, trudno jest jeszcze dodatkowo w domu uzupełniać papiery.


Mówią, że kontrole polegają na sprawdzaniu, czy na tym lub innym formularzu nie brakuje pieczątki.


- Gdzie w tym wszystkim jest troska o bezpieczeństwo, jakość szkolenia? - pytają retorycznie instruktorki z Krakowa.


O „papierologii” mówią też właściciele innych OSK.


- Szczegółowość niektórych dokumentów jest absurdalna - powtarza szef popularnej szkoły jazdy w Olsztynie. - W naszej branży nie ma kokosów, biurokracja zabija, dlatego niektórzy koledzy uciekają w szarą strefę. Na doszkalaniu małolatów przed egzaminami zarobią więcej niż na prowadzeniu OSK.


Jeżdżący na czarno za godzinę po mieście kasują zwykle 30 - 40 zł. Cennik w OSK przewiduje stawki na poziomie 50 - 60 zł.


- A klient patrzy przede wszystkim na cenę - potwierdza Damian Frankowski, właściciel szkoły jazdy „Franki” w Lesznie. - Dlatego niektóre OSK, szukając oszczędności, obcinają godziny albo nie prowadzą w ogóle zajęć teoretycznych i z pierwszej pomocy.


Oburza się, że wielu kandydatom na kierowców taki skrócony kurs odpowiada.


- Najchętniej zaczynaliby szkolenie od jazd. Teorię traktują jako coś zbędnego. Egzamin wewnętrzny też - stwierdza Frankowski. - Kursanci i ich rodzice są przeświadczeni, że jeśli zapłacili za kurs, to zaświadczenie o jego ukończeniu po prostu się należy. A jeśli mówię, że wskazane są dodatkowe jazdy, to klient myśli, że chcę go naciągnąć na kasę.


Przyznaje, że jakość szkoleń czasami pozostawia sporo do życzenia.


- Instruktorzy puszczają kursanta w miasto bez elementarnej wiedzy i podstaw techniki jazdy - opisuje właściciel OSK „Franki”. - A później ci kursanci idą na egzamin państwowy i nie potrafią wykonać podstawowych manewrów - parkowania, zawracania. Miałem takich kierowców na zajęciach uzupełniających.


Frankowski postuluje wprowadzenie ceny minimalnej za kurs.


- To pozwoliłoby rzetelnym OSK normalnie prosperować - ocenia Frankowski.


Właściciel innego ośrodka w Lesznie, prosząc o anonimowość, mówi wprost, że za 800 zł (a są takie oferty) nie da się zorganizować pełnego szkolenia na prawo jazdy kat. B. Chyba że OSK będzie dokładać do interesu.


- Dumpingowe ceny prowadzą do tego, że godzina jazdy zamienia się w 45 minut, samochody się sypią, a niektóre zajęcia zalicza się tylko na papierze - zdradza instruktor i wykładowca z 30-letnim stażem.


Zdarzy się pijany instruktor, ale „szrotów” jest mniej


O tym, że szefowie OSK nieraz muszą nieźle kombinować, by utrzymać się na rynku, ludzie z branży mówią otwarcie. Niestety, nie pod nazwiskiem. Żartują, że nie chcą prowokować ani urzędników, ani konkurencji. Jaka jest skala problemu „szkolenie poza ośrodkiem” - nie wiadomo. Aut z podwójnymi pedałami, ale bez naklejek OSK, są w Polsce setki. Wpadki zdarzają się rzadko, np. podczas zmasowanych policyjnych kontroli. W czerwcu taką akcję przeprowadziła zielonogórska drogówka.


- Nałożyliśmy kilka mandatów. Kontrolowane pojazdy nie miały koła zapasowego, jak również nie były dostosowane do obowiązujących od 1 czerwca 2016 roku przepisów o obowiązku zamieszczenia na pojeździe nazwy i adresu szkoły - informuje Kamila Wydrych z Komendy Miejskiej Policji w Zielonej Górze.


Policjanci sprawdzali, czy pojazdy są przystosowane do szkolenia, oceniali stan techniczny, przeglądali dokumenty.


- Badany był również stan trzeźwości instruktora i kursanta - tłumaczy Wydrych.


W Zielonej Górze nikt nie jechał na podwójnym gazie. Dwa miesiące wcześniej w Gliwicach zatrzymano za to nietrzeźwego instruktora. Miał prawie promil alkoholu w wydychanym powietrzu. 60-latek już stracił prawo jazdy. Grożą mu dwa lata pozbawienia wolności. I grzywna.


- Najbardziej dolegliwą karą dla tego pana jest utrata pracy - komentuje Marek Słomski, oficer prasowy KMP w Gliwicach. - Zachował się bardzo nieodpowiedzialnie. Miał przecież pod opieką kursanta.


Wyjaśnia, że o kontrole elek zabiega wydział komunikacji urzędu miasta. Zapewnia, że takie akcje odbywają się regularnie.


- Na ich podstawie możemy stwierdzić, że szkoły jazdy inwestują w nową flotę. Kilkanaście lat temu stan techniczny samochodów nauki jazdy pozostawiał wiele do życzenia. Teraz „szroty” trafiają się rzadko - kończy z optymizmem Słomski.


Szef szkoły „Franki” apeluje do kandydatów na kierowców, żeby wybierając OSK oceniali właśnie stan pojazdów, kompetencje instruktorów, program kursu, nie tylko jego atrakcyjną cenę.


- Organy kontrolujące też powinny brać pod uwagę jakość szkolenia i zdawalność, a nie tylko to, co wynika z dokumentacji - podsumowuje Frankowski.


Tomasz Maciejewski


 

felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0