Egzaminowanie w terenie

Ponad trzy lata temu weszła w życie nowelizacja ustawy o kierujących pojazdami, która pozwoliła WORD-om na tworzenie oddziałów terenowych w miastach, gdzie do tej pory nie miały swoich siedzib. Od tamtej pory powstało dziewiętnaście takich jednostek, kolejnych pięć lokalizacji zatwierdzili już radni sejmików wojewódzkich. Kandydaci na kierowców mogą zdawać egzaminy w ponad 70 polskich miastach.

Jeszcze w 2013 roku osoby podchodzące do egzaminu mogły do niego przystąpić, z pewnymi wyjątkami, w 49 wojewódzkich ośrodkach ruchu drogowego, ulokowanych w stolicach województw, które obowiązywały przed reformą administracyjną. Skąd te wyjątki? W przypadku Katowic posiadanie kilku dodatkowych miejsc egzaminacyjnych (w Bytomiu, Dąbrowie Górniczej, Rybniku, Jastrzębiu-Zdroju i Tychach) było po prostu koniecznością. Jeden ośrodek nie byłby w stanie przeegzaminować wszystkich chętnych mieszkańców z aglomeracji śląskiej. Do tego mogłoby dochodzić do paraliżu ruchu samochodowego, gdyż na ulicach pojawiłoby się mnóstwo elek i pojazdów egzaminacyjnych. Nie dziwiło również to, że swój oddział terenowy w Gdyni miał gdański PORD. Przecież w Trójmieście mieszka grubo ponad 700 tys. osób. Ale na otworzenie miejsca egzaminowania poza swoją siedzibą zdecydowały się również wojewódzkie ośrodki ruchu drogowego w Toruniu (oddział w Grudziądzu) i Wałbrzychu (oddział w Kłodzku). Przed 2013 rokiem więcej niż jeden punkt egzaminacyjny miały jeszcze ośrodki w Warszawie, Łodzi i Krakowie. Ale wszystkie one działały w obrębie tego samego miasta.

Do dwóch razy sztuka

WORD-y nie kwapiły się do otwierania nowych miejsc egzaminacyjnych, z drugiej strony ludzie z mniejszych miejscowości byli zmęczeni dojazdami do dawnych miast wojewódzkich, bo przecież się tam szkolili i zdawali egzaminy. Czasami w jedną stronę było to nawet ponad 60 km. Nastroje społeczne podchwycili szybko politycy.

Pierwszą próbę wprowadzenia możliwości zdawania egzaminów w innych niż do tej pory lokalizacjach podjęto w 2009 roku. Zakończyła się niepowodzeniem, starania zablokowało środowisko dyrektorów wojewódzkich ośrodków ruchu drogowego. Jednak kilka lat później już się to udało. Nowelizacja ustawy o kierujących pojazdami, pozwalająca na egzaminowanie na kategorie AM, A1, A2, A, B i B1 w miastach innych niż wojewódzkie, na prawach powiatu lub te, gdzie do 31 grudnia 1998 roku funkcjonował wojewódzki ośrodek ruchu drogowego, weszła w życie 8 lipca 2013 roku.

W opinii autora projektu, posła Krzysztofa Brejzy (PO), nowelizacja ustawy miała ułatwić dostęp do egzaminu dla ok. 4 mln mieszkańców polskich miast i okolicznych gmin, zmuszonych dojeżdżać często 50 ? 60 kilometrów do najbliższego ośrodka egzaminacyjnego, zmniejszyć natłok samochodów szkoleniowych oraz egzaminacyjnych na ulicach największych miast, doprowadzić do zmniejszenia cen szkoleń, być korzystna dla dużej grupy osób młodych, dla których prawo jazdy jest ważnym dokumentem na rynku pracy.

Posłowie PO argumentowali również, że w Polsce jest najbardziej ograniczony w UE dostęp do egzaminu na prawo jazdy. Wedle ich wyliczeń, jeden punkt egzaminacyjny obsługiwał wtedy u nas 700 tys. mieszkańców. W Holandii na jedno miejsce egzaminacyjne przypadało 300 tys., w Wielkiej Brytanii 150 tys., a w Irlandii zaledwie 90 tys. mieszkańców. W Niemczech nie ma w ogóle instytucji na wzór polskich WORD-ów, a egzaminy przeprowadzane są w szkołach nauki jazdy.

Co chyba najważniejsze, o nowych miejscach egzaminowania decydują odtąd samorządy. Lokalizację nowego miejsca egzaminacyjnego wskazuje marszałek województwa, a zatwierdza sejmik.

Dziewiętnaście nowych oddziałów

Od wprowadzenia możliwości otwierania nowych miejsc egzaminacyjnych minęły już ponad trzy lata. Postanowiliśmy więc sprawdzić, ile takich filii wojewódzkich ośrodków ruchu drogowego przez ten czas powstało, w których miastach na egzaminowanie kandydatów na kierowców zezwolili radni sejmików wojewódzkich. Wszystkie informacje nanieśliśmy na specjalnie przygotowaną dla czytelników mapę.

Okazało się, że od lipca 2013 roku na terenie całej Polski powstało już dziewiętnaście oddziałów terenowych WORD-ów. Najwięcej, bo sześć, zostało uruchomionych w województwie mazowieckim (Mława, Sochaczew, Grójec, Garwolin, Zwoleń i Kozienice). Cztery otwarto na Dolnym Śląsku (Lubin, Bolesławiec, Świdnica, Głogów), dwa w województwie lubelskim (Łuków, Puławy), małopolskim (Nowy Targ, Oświęcim), po jednym na terenie województwa podlaskiego (Bielsk Podlaski), świętokrzyskiego (Ostrowiec Świętokrzyski), opolskiego (Kędzierzyn-Koźle), lubuskiego (Żagań) i kujawsko-pomorskiego (Inowrocław).

Są też województwa, w których nie zwiększono liczby miejsc egzaminacyjnych. Chodzi o zachodniopomorskie, pomorskie, warmińsko-mazurskie, podkarpackie, śląskie, łódzkie i wielkopolskie.

Czas na Kutno

Można się jednak spodziewać, że w niedalekiej przyszłości liczba terenowych oddziałów wojewódzkich ośrodków ruchu drogowego wzrośnie. Pod koniec września tego roku radni sejmiku województwa łódzkiego zgodzili się, żeby nowe miejsce egzaminowania powstało w Kutnie. Byłaby to filia ośrodka w Skierniewicach. Ma ona zwiększyć konkurencyjność WORD-u, który tracił klientów, ponieważ Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego otworzył filię w pobliskim w Sochaczewie. Poza tym naturalnymi klientami WORD w Skierniewicach byli mieszkańcy Mazowsza, tymczasem warszawski WORD otworzył niedawno oddział terenowy w Grójcu.

Kiedy w Kutnie rozpocznie się egzaminowanie – na razie nie wiadomo. W niektórych przypadkach okazało się, że od decyzji radnych sejmiku do otwarcia filii może upłynąć sporo czasu. Dobrym przykładem jest choćby Biłgoraj. Radni sejmiku województwa lubelskiego głosowali już ponad rok temu, a oddziału terenowego zamojskiego WORD-u wciąż nie ma. Na razie trwają rozmowy pomiędzy ośrodkiem a lokalnym samorządem.

– Dostałem zapewnienia, że przedstawiciele zamojskiego WORD są przychylni powstaniu filii w naszym mieście, jednak niestety nie odniosłem wrażenia, że tak jest naprawdę – mówił pod koniec lipca portalowi internetowemu biłgorajska.pl starosta biłgorajski Marian Tokarski. – Potrzebna jest dobra wola i konkretne decyzje. Na to czekamy.

Na otwarcie czeka także filia ośrodka warszawskiego, która już niebawem ma powstać w Nowym Dworze Mazowieckim. W pierwszej połowie przyszłego roku egzaminy mają odbywać się w Szczecinku i Barlinku (województwo zachodniopomorskie).

Dobry czy zły pomysł?

Ludzie, którzy mieszkają w mniejszych miejscowościach, powstanie kolejnych filii bez wątpienia sobie chwalą. Nie muszą przecież udawać się na egzaminy do miejsc oddalonych od ich domów o kilkadziesiąt kilometrów. Ale takie działania zdążyła już skrytykować Najwyższa Izba Kontroli, która pod koniec ubiegłego roku opublikowała raport dotyczący systemu szkolenia i egzaminowania. NIK sygnalizuje, że wiąże się z tym wiele zagrożeń. Przede wszystkim w tak małych miejscowościach (np. Zwoleń liczy 8 tys. mieszkańców) najczęściej nie ma możliwości przeprowadzenia egzaminów praktycznych w wymaganym zakresie, czyli sprawdzenia umiejętności jazdy w każdym terenie, także przejazdów przez skrzyżowanie dwupoziomowe czy torowisko tramwajowe. Organizowanie egzaminów, które ze względu na zabudowę terenu pomijają część manewrów, jest co prawda dopuszczalnym wyjątkiem, jednak nie powinno być, zdaniem NIK, nadużywane. Poza tym umożliwienie przystępowania do egzaminów w małych miejscowościach, o niewielkim natężeniu ruchu i uproszczonym układzie komunikacyjnym, tworzy nierówne warunki dla zdających. Stwarza to także niebezpieczeństwo nierzetelnego przygotowania kandydatów na kierowców oraz wpływa negatywnie na rentowność ośrodków już istniejących, co zdaniem Najwyższej Izby Kontroli może stanowić pokusę do uzyskania przez ośrodki egzaminowania dodatkowych dochodów z egzaminów poprawkowych.

Te zarzuty na łamach „Szkoły Jazdy” odpierał ówczesny szef Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Radomiu Mirosław Szadkowski. „Napisano, że nie można w takich miejscach (chodzi o filie – przyp. red.) sprawdzić umiejętności przejazdu przez skrzyżowanie dwupoziomowe. Proszę jednak pamiętać, że takie wymaganie zostało wpisane ponad dwadzieścia lat temu! Od tamtego czasu wiele się zmieniło, powstały zupełnie inne rozwiązania komunikacyjne. To taki mały szczegół. Poza tym pragnę zauważyć, że wojewódzkie ośrodki ruchu drogowego nie wymyśliły koncepcji egzaminowania w mniejszych miejscowościach. My tylko musimy ją realizować. Jest jeszcze jedna rzecz. Patrząc na nasze statystyki, jedna z tez kontrolerów NIK jest fałszywa. Otóż w Zwoleniu i Kozienicach wcale nie jest łatwiej zdać egzaminu niż w Radomiu. Wręcz przeciwnie: statystyki zdawalności, a patrzę tu na październik i listopad tego roku, są gorsze niż w największym z tych trzech wymienionych miast. Nie podoba mi się, że problemu nie ujęto całościowo, skupiając się jedynie na bardzo medialnych tezach. Skoro krytykuje się tworzenie filii WORD-ów, to dlaczego w raporcie nie ma wskazania, że należałoby takich praktyk zaprzestać? Bo my jesteśmy już zdezorientowani. Najpierw rozmontowano istniejący do tej pory system, teraz mówi się, że egzaminowanie w mniejszych miejscowościach jest niewłaściwe”.

Jakub Ziębka

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Brak produktów w koszyku.