Egzaminacyjne kino drogi. Czy nagrania mogą pomóc w eliminacji błędów?

Nie zdałeś? Weź nagranie jazdy egzaminacyjnej, obejrzyj z instruktorem, będzie wam łatwiej wyeliminować błędy. Szybkiego dostępu do materiałów wideo z samochodów WORD-u chce poseł Kukiz’15 Andrzej Kobylarz. Co o tym sądzą branżowcy?

Już tytuł interpelacji – „W sprawie nieograniczonego dostępu osób zdających na prawo jazdy do nagrań z praktycznej części egzaminu” – brzmi intrygująco. Uzasadnienie jest jeszcze ciekawsze. Parlamentarzysta Andrzej Kobylarz (Kukiz’15) proponuje, żeby kandydaci na kierowców mieli dostęp do materiałów wideo bez konieczności odwoływania się od wyniku egzaminu, składania formalnej skargi.

„Wielokrotnie kandydaci na kierowców zdają sobie sprawę z popełnionego błędu i  nie ma potrzeby odwoływać się, ale nagranie z egzaminu mogłoby stanowić dla osoby szkolonej materiał dydaktyczny. Zdający miałby możliwość przeanalizowania swoich błędów i omówienia ich z instruktorem” – tłumaczy Andrzej Kobylarz w piśmie skierowanym do ministra infrastruktury. „Dostęp do nagrań mógłby również poprawić wizerunek WORD-u i pokazać, jak naprawdę wygląda praca egzaminatora. Transparentność zawsze prowadzi do budowania zaufania i tak byłoby w tym przypadku”.

Transparentność to hasło, pod którym każdy by się podpisał. Pytanie, czy liberalizacja przepisów w zakresie udostępniania egzaminacyjnych filmów jest rzeczywiście potrzebna? Jakie przyniosłaby konsekwencje?

 Ile by kosztowała i skąd na to wziąć? – dodają z naciskiem szefowie wojewódzkich ośrodków ruchu drogowego.

Zniechęcająca procedura albo zwiększenie opłat

– Tego typu zmiany wygenerowałyby ogromne koszty osobowe i rzeczowe, związane z wydatkami na obsługę i zabezpieczeniem logistycznym – prognozuje Krzysztof Żółtek, egzaminator nadzorujący w toruńskim WORD-zie. – Każde nagranie należy poddać odpowiedniej obróbce i weryfikacji. Informatyk zajmujący się tymi czynnościami jest zmuszony do obejrzenia całego nagrania, czy z punktu widzenia technicznego jest ono poprawnie skopiowane z rejestratora pojazdu. Takie zmiany, nieuchronnie, musiałyby zatem wpłynąć na zwiększenie opłat za  egzamin.

Zastępca dyrektora WORD-u w Kielcach też martwi się o budżet.

– Jeśli zainteresowanie taką usługą byłoby powszechne – podkreśla Karol Wilczyński.

A zainteresowanie byłoby zapewne bardziej powszechne niż w obecnym stanie prawnym. Kandydat na kierowcę, który chce obejrzeć „kino drogi” z sobą w roli głównej, musi złożyć oficjalną skargę. Z uzasadnieniem. W terminie czternastu dni od egzaminu. Później dyrektor WORD-u przekazuje pismo organowi nadzoru, czyli marszałkowi województwa. On również ma na to dwa tygodnie. Postępowanie administracyjne może trwać miesiącami, jeśli np. potrzebne są opinie biegłych.

– Procedura jest skomplikowana, zniechęcająca – komentuje poseł.

A jak zaproponowane przez niego uproszczenie miałoby wyglądać w praktyce?

– Ktoś, kto nie zgadza się z wynikiem egzaminu, od razu informuje o tym egzaminatora – wyjaśnia Andrzej Kobylarz. – W egzaminacyjnym formularzu powinna być rubryka, w której wpisuje się „sprzeciw” egzaminowanego i prośbę o udostępnienie nagrania.

W korespondencji z resortem infrastruktury poseł Kukiz’15 wyjaśnia, że „zgłosiła się do niego grupa instruktorów, zwracając uwagę na problem braku dostępu do nagrań w celach szkoleniowych”. Mobilizuje ministra apelem o „polepszenie sytuacji osób ubiegających się o uprawnienia do kierowania pojazdami”.

Co na to adresat?

– Interpelacja wpłynęła 27 lutego 2018 roku – informuje Szymon Huptyś, rzecznik prasowy ministerstwa.

Wyjaśnia, że gdy zostanie przygotowana odpowiedź na interpelację, otrzymają ją również media. Nie otrzymaliśmy jej, ale już wiemy, że resort nie przychyla się do propozycji posła.

Wszystko się nagrywa. Przypadkowe osoby też

Realizacja pomysłu posła Kobylarza wymagałaby zmiany rozporządzenia ministra infrastruktury i budownictwa z 24 lutego 2016 roku w sprawie egzaminowania osób ubiegających się o uprawnienia do kierowania pojazdami, szkolenia, egzaminowania i uzyskiwania uprawnień przez egzaminatorów oraz wzorów dokumentów stosowanych w tych sprawach. Ale prosta korekta przepisów – „rozszerzenie” jednego paragrafu, dopisanie podpunktów – nie wchodzi w grę. Dlaczego? Bo łatwiejszy dostęp do nagrań z egzaminów trudno pogodzić z coraz ściślejszą ochroną danych osobowych.

– Żyjemy w czasach, kiedy wszystko się nagrywa i wszystko się wrzuca do sieci. Facebook wie o nas więcej niż my sami – komentuje Zbigniew Chrzan, właściciel OSK w Krakowie. – Filmik z kamery samochodowej wydaje się standardem, a nie problemem. Pytanie, jak zabezpieczyć się przed niekontrolowanymi wyciekami materiałów udostępnianych przez WORD-y? Z jednej strony – zwiększamy ochronę danych osobowych, wchodzi w życie unijne rozporządzenie RODO. Z drugiej – domagamy się pełnej jawności, łatwego dostępu do dokumentów, zdjęć, nagrań.

O tym, jak oczekiwania egzaminowanych zderzają się z prawem (nie tylko drogowym), mówi też Janusz Stachowicz, dyrektor WORD Rzeszów.

– Usytuowanie kamer w pojeździe egzaminacyjnym powoduje, że zapisem oprócz osoby egzaminowanej i egzaminatora objęte mogą być również przypadkowe osoby – piesi, uczestnicy kolizji drogowych, a także numery rejestracyjne innych pojazdów. W tej sytuacji dochodzi do przetwarzania danych osobowych przypadkowych osób i następuje ingerencja w prywatność tych osób, która chroniona jest mocą przepisów Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej oraz w prawie międzynarodowym i UE – przypomina Stachowicz. – W artykule 233 ust. 1 Konstytucji RP podkreśla się, że prawo to nie może podlegać ograniczeniom także w stanach nadzwyczajnych. Skoro zatem przepisy Konstytucji RP chronią to prawo w sytuacji zagrożenia, to tym bardziej nie mogą wprowadzać w tym zakresie ograniczeń wówczas, kiedy płynące z powyższego korzyści nie są wystarczające dla uznania zasadności ingerencji o takim charakterze.

Stachowicz przywołuje unijne przepisy i konieczność respektowania zasady proporcjonalności przy posługiwaniu się monitoringiem. W skrócie chodzi o to, że kamery i nagrania powinny być wykorzystywane tylko jako środki pomocnicze, jeśli istnieje cel rzeczywiście uzasadniający ich użycie.

Czy potrącenie pachołka to na pewno koniec?

Przenosząc prawnicze sformułowania na plac manewrowy lub zatłoczone skrzyżowanie: jeśli kierowca wjedzie w słup lub wymusi pierwszeństwo – nie trzeba mu wyjaśniać, uzasadniać negatywnego wyniku egzaminu za pomocą materiałów wideo.

– Ostatni wniosek o udostępnienie nagrań, z przełomu stycznia i lutego, dotyczył właśnie potrącenia pachołka. Kierowca domagał się wyjaśnień, czy to kończy egzamin – wspomina wicedyrektor WORD-u w Kielcach.

Uproszczone procedury dotyczące pozyskiwania nagrań egzaminacyjnych mogłyby skutkować wysypem podobnych wniosków. Obowiązujące teraz rozporządzenie ogranicza prawo wglądu w zapis wideo do uzasadnionych przypadków.

– Aby prawo to nie było nadużywane – stwierdza Stachowicz. – Proponowana zmiana przepisów w zakresie nieograniczonego dostępu do zapisu wiązałaby się z ponoszeniem przez wojewódzkie ośrodki ruchu drogowego nadmiernie wysokich kosztów oraz nakładów pracy ze strony administratora systemu, związanych z przetwarzaniem danych w tym celu. Związane byłoby to z koniecznością zatrudnienia dodatkowych osób oraz zakupu sprzętu, umożliwiającego „zakrywanie” osób, będących przypadkowymi uczestnikami zdarzenia. W przeciwnym wypadku administrator danych mógłby narazić się na odpowiedzialność cywilną.

Na inną przykrą konsekwencję kopiowania nagrań z wyczynami kandydatów na kierowców zwraca uwagę Krzysztof Żółtek.

– W dobie portali społecznościowych ich aktywni użytkownicy chwalą się wszelakimi momentami życia, a szczególnie najbardziej istotnymi. Egzamin na prawo jazdy zawsze wywoływał – nie tylko w mediach – sporo emocji. Dlatego należy zachować daleko idącą ostrożność w procesie tworzenia przepisów, dających możliwość przekazywania nagrań z egzaminów osobom zdającym. Filmy takie mogą być dalej wykorzystywane do innych celów, co w konsekwencji mogłoby prowadzić do ośmieszania zachowań uczestników egzaminu, nie wspominając o upublicznieniu ich wizerunku – ostrzega szef egzaminatorów z Torunia.

Autor interpelacji uwzględnił to zagrożenie: egzaminowany podpisywałby klauzulę, że może wykorzystać nagranie wyłącznie do własnych celów lub celów szkoleniowych. Ma też pomysł, jak ograniczyć koszty udostępniania WORD-owskich filmów. Mogłyby one być nie tylko kopiowane na nośniki pendrive lub płyty CD, ale też wysyłane lub instalowane na portalu, z którego korzystają kursanci (PKK) i ośrodki szkolenia.

– WORD jest instytucją samofinansującą się. Dodatkowe zadania to koszty, więc może należy wprowadzić opłaty za nagrania – zastanawia się Zbigniew Chrzan.

Oprócz problemów prawnych i finansowych są jednak także inne ograniczenia: techniczne i kadrowe.

– Udostępnienie zapisu z egzaminu wymaga skopiowania nagranego materiału z nośnika rejestratora w pojeździe (karta SD) do repozytorium nagrań. Utworzenie kopii nagrania jednego egzaminu zajmuje szacunkowo tyle czasu, ile trwa sam egzamin. Przy około 150 egzaminach przeprowadzonych dziennie staje się to praktycznie niemożliwe do wykonania przy obecnej infrastrukturze technicznej – podsumowuje Stachowicz.

Mało skarg, mało kopiowania

Liczba 150 przemnożona przez prawie 250 dni roboczych działa na wyobraźnię. A liczba rozpatrywanych w ostatnich latach skarg i wniosków o udostępnienie nagrań uświadamia, dlaczego WORD-y obawiają się liberalizacji przepisów. W 2017 roku w Rzeszowie przyjęto odwołania od sześciu egzaminów na prawo jazdy kategorii B (z ogólnej liczby 39.969 egzaminów!). W jednym przypadku marszałek województwa podkarpackiego uznał skargę za zasadną. Od roku 2015 unieważnione zostały tylko dwa egzaminy praktyczne.

W Kielcach i Ostrowcu Świętokrzyskim w ubiegłym roku też było tylko kilka formalnych odwołań. Na 35.616 egzaminów.

– W 2017 roku marszałek województwa świętokrzyskiego nie unieważnił żadnego egzaminu, na którego przebieg wniesiono skargę – podkreśla Wilczyński. – Ale w tym roku jedna skarga została uznana.

Wicedyrektor nie chce mówić o szczegółach.

– My nie jesteśmy stroną. Tylko udostępniamy materiały.

Chętniej mówi o tym, że kielecki WORD życzliwie traktuje egzaminowanych, udzielając wszelkich wyjaśnień po egzaminie. Także prezentując nagrania bez konieczności składania skargi na piśmie.

– Zawsze frontem do klienta – mówi Wilczyński – Udostępniliśmy, do przejrzenia, na wniosek osoby egzaminowanej lub jej pełnomocnika 47 materiałów filmowych – informuje.

Toruński WORD każdego miesiąca kopiuje statystycznie nagrania pięciu egzaminów.

– W związku z wyjaśnieniem egzaminu lub ze skargą na egzamin – tłumaczy Krzysztof Żółtek. – Skargi to niezwykle rzadkie przypadki. W skali roku 0,1 proc. egzaminów praktycznych.

Rzadkie przypadki, informatyk nie ma dużo pracy, więc – jak informuje wicedyrektor ośrodka – przygotowanie nagrania do udostępnienia zwykle nie zajmuje więcej niż tydzień.

Przedstawiciele WORD-ów zgodnie przekonują, że samochodowe wideo to tylko jeden z instrumentów kontroli nad przebiegiem egzaminu. Niedoskonały.

– Kamera nie wszystko nagra. Nie każdy element oceny udaje się utrwalić – stwierdza wiceszef kieleckiego ośrodka.

Przypomina, że od 2011 roku w jeździe egzaminacyjnej może uczestniczyć instruktor.

– Jest również obecny podczas szczegółowego omawiania wyniku – przypomina Stachowicz.

Poseł Andrzej Kobylarz ocenia, że w kwestii „szczegółowego omawiania wyniku” niektórym egzaminatorom brakuje kompetencji komunikacyjnych, empatii.

– Powinni mieć jak najlepsze przygotowanie psychologiczne, pedagogiczne. Żeby nie potęgować stresu u kierowcy – mówi parlamentarzysta. – Jeśli jest nieprzyjazna atmosfera, trudno pomyślnie zaliczyć jazdę. Każdego kierowcę można oblać! Bo przed znakiem zatrzymał się 10 centymetrów za daleko albo dotknął linii. Dlaczego kursanci przenoszą się z Trójmiasta do Elbląga i tam zdają za pierwszym podejściem? A wcześniej kilka razy kończyli wynikiem negatywnym? Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Każda powtórka egzaminu to 150 zł.

Analiza ogólnopolskich statystyk zdawalności daje do myślenia. W niektórych WORD-ach jest ona na poziomie prawie 50 proc., w innych nie zbliża się do 30.

– Warunki drogowe są zróżnicowane, dlatego zdawalność różna – komentuje Wilczyński. – Na naszym terenie w Ostrowcu jest o 10 proc. wyższa niż w Kielcach, które są dość dużym ośrodkiem miejskim. I są tu dość skomplikowane rozwiązania komunikacyjne. Oczywiście możemy dyskutować o wyrozumiałości egzaminatorów, lecz naczelną kwestią jest BRD i jak najlepsze przygotowanie kursanta. Czasami jeden czy dwa niezdane egzaminy bardzo dobrze wpływają na początkującego kierowcę. Mobilizują go. Uświadamiają, nad czym powinien pracować – ocenia zastępca dyrektora kieleckiego WORD-u.

– Analiza nagrania też temu służy – pointuje Kobylarz.

Tomasz Maciejewski

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Brak produktów w koszyku.