Aktualności Drogowy chaos

Kierowca, który w obszarze zabudowanym przekroczy dozwoloną prędkość o ponad 50 km/h, żegna się z prawem jazdy na trzy miesiące. Nie próżnuje też ITD. Deklaruje, że do końca czerwca ustawi sto nowych fotoradarów.

Nie brakuje opinii, że to kolejne pomysły wyciąganie pieniędzy od zmotoryzowanych, a penalizacja jednego wykroczenia na trzy sposoby (mandat, punkty, zatrzymanie prawa jazdy) nie powinna mieć miejsca. W rzeczywistości polskie prawo jest bardzo liberalne. W Niemczech fotoradary, niepoprzedzone tablicą ostrzegawczą, można spotkać wszędzie. Nawet za autostradową barierą. Zatrzymanie prawa jazdy (na miesiąc) następuje po przekroczeniu prędkości o 31 - 40 km/h (w obszarze zabudowanym) i 41 - 50 km/h (poza nim). Szwedzi są jeszcze bardziej restrykcyjni. Już za jazdę o 21 km/h szybszą od dozwolonej kierowca żegna się z prawem jazdy na dwa miesiące, otrzymując też mandat o równowartości 1,4 tys. zł. Brak systemu punktów karnych nie oznacza, że Szwedom mniejsze przewinienia uchodzą płazem. Po trzech wykroczeniach kierowca otrzymuje ostrzeżenie. Jeżeli nie poskutkuje, kolejną sankcją będzie zatrzymanie prawa jazdy. Czy to skuteczny sposób na zniechęcenie do szybkiej jazdy? Szwedzi uważnie spoglądają na prędkościomierz w obszarze zabudowanym i na drogach o największym natężeniu ruchu. Im dalej od miejscowości, tym bardziej swobodne podejście do wytycznych.


Szerokie pobocza zachęcają do brawurowej jazdy


Kolosalny wpływ na zachowania kierowców ma infrastruktura. W Polsce sprzyja szybkiej jeździe. Ulice są szerokie, liczba skrzyżowań równorzędnych jest ograniczona, a wiele miejsc do parkowania wyznaczono na chodnikach i poboczach. W miastach zachodniej Europy jest odwrotnie, by fizycznie wykluczyć możliwość uzyskiwania wysokich prędkości.


Prowadzimy natomiast wycinkę przydrożnych drzew. Ma być bezpieczniej. Tymczasem z doświadczeń niemieckich drogowców wynika, że poszerzone pobocza zachęcają kierowców do... bardziej brawurowej jazdy. Szkoda, że nikt nie postanowił zająć się lasem reklam i znaków. Kierowca, zamiast skupiać się na sytuacji przed maską, błądzi wzrokiem po tablicach, szukając kluczowych informacji. Raport NIK nie pozostawia złudzeń. W wielu miejscach nagromadzenie znaków utrudnia ich odczytywanie, oznakowanie jest niezgodne z zatwierdzoną organizacją ruchu, a pozostające po skończonych remontach znaki wprowadzają kierowców w błąd. Efekty są opłakane. Część kierujących traktuje znaki niczym... tablice informacyjne, które jedynie sugerują konieczność zredukowania prędkości czy zachowania szczególnej ostrożności.


Gdzie jest praca u podstaw?


W latach 2004 - 2013 Europejska Rada Bezpieczeństwa w Transporcie analizowała tragiczne wypadki na autostradach. Ryzyko odniesienia śmierci na polskich okazało się czterokrotnie wyższe niż w Danii. Trudno to uznać za zaskoczenie. Program szkolenia kierowców skupia się na parkingowych manewrach i jeździe po mieście, jednak bagatelizuje naukę korzystania z dróg tranzytowych, gdzie - z racji prędkości - konsekwencje błędów są bardzo poważne. Wielu kierowców ma problem z właściwą oceną odległości. Inni wykazują skrajny egoizm czy brak kultury, decydując się na manewry, którymi spychają innych użytkowników dróg na pobocze lub zmuszają do awaryjnego hamowania. Źródłem wielu niebezpiecznych sytuacji są próby wyprzedzania z prawej strony, uporczywa jazda lewym pasem czy nieprawidłowa zmiana pasa ruchu (zajechanie drogi). Poczucie bezkarności potęgują rzadko widywane na autostradach patrole policji.


Niestety, nic nie wskazuje, by sytuacja na polskich drogach miała szybko ulec zmianie. Rząd skupia się na walce z prędkością, a potrzebna jest praca u podstaw. Kary? Jak najbardziej, pod warunkiem, że sankcje będą nieuchronne, szybkie i równie dotkliwe dla wszystkich. Kierowców trzeba nauczyć uprzejmości oraz odpowiedzialności za siebie i innych. Niezbędna wydaje się też weryfikacja znaków. NIK podkreśla, że znaki są źle ustawione, bo dla wielu dróg - szczególnie gminnych i powiatowych - nie zostały opracowane projekty organizacji ruchu lub zostały one zaprojektowane wadliwie. Jak zachęcić kogokolwiek do przestrzegania prawa, gdy nawet radiowozy przekraczają dozwoloną prędkość o 20 km/h?


Łukasz Szewczyk

felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0