Szybka jazda jest możliwa nie tylko na niemieckich autostradach. Poza obszarem zabudowanym pedał gazu można wciskać do oporu na wyspie Man, a od 2014 roku - o czym mało kto wie - także w Australii.

Obowiązujące w wielu krajach ograniczenia prędkości utrwaliły się na dobre w latach 70. XX wieku. Wówczas samochody były na tyle mocne i dopracowane, żeby umożliwić długotrwałą jazdę z prędkością znacząco przekraczającą 130 km/h. Ich popularyzacja zbiegła się z kryzysem paliwowym. Kiedy każda kropla substancji pędnej była na wagę złota, szybka jazda stawała się zbyt kosztowna. Przyjęte przez liczne kraje limity 110 - 130 km/h pozwalały na bezpieczną, szybką podróż przy zadowalającym zużyciu paliwa.


Eksperymenty


Próby zmiany obowiązującego prawa budzą wiele wątpliwości. Głośnym echem w mediach - nie tylko polskich - odbiła się nowelizacja przepisów z 2010 roku, kiedy limit prędkości na autostradach podniesiono ze 130 do 140 km/h. Dyskutowano, czy zmiana będzie korzystna z punktu widzenia bezpieczeństwa. Tym bardziej że wielce prawdopodobna była jeszcze szybsza jazda - sankcje za przekroczenie prędkości nawet o 20 km/h są niewielkie (50 - 100 zł i 2 pkt. karne), a policjanci często odstępują od penalizowania tego typu wykroczeń. Czarne scenariusze nie sprawdziły się. Odsetek najtragiczniejszych zdarzeń na autostradach pozostał niewielki, gdyż konstrukcja tego typu dróg eliminuje prawdopodobieństwo najcięższych w skutkach zderzeń czołowych i bocznych. Przez kilkanaście miesięcy Polska pozostawała osamotnioną wyspą ma mapie europejskich ograniczeń prędkości. W połowie 2012 roku na analogiczną zmianę zdecydowała się Bułgaria, podnosząc do 140 km/h limit na najlepiej utrzymanych autostradach.


Z ograniczeniami eksperymentują także inne państwa. W 2014 roku australijskie Terytorium Północne na rok zniosło górny limit dozwolonego tempa jazdy na 204-kilometrowym odcinku Stuart Highway między Barrow Creek i Alice Springs. Wrócono tym samym do stanu sprzed 2007 roku, kiedy ograniczenie także nie obowiązywało. Od dekady na trasie doszło do kilkunastu wypadków - w australijskim outbacku nie sposób uniknąć m.in. zderzeń ze zwierzętami. W ciągu dekady nie stwierdzono żadnego zdarzenia, które było bezpośrednio związane z prędkością. Przy ogromnych odległościach między miastami Terytorium Północnego nawet niewielkie podkręcenie tempa jazdy istotnie skraca czas podróży. Na wspomnianym odcinku różnica między 130 i 160 km/h pozwala na zaoszczędzenie ok. 20 minut. Szybsza jazda wyrywa kierowcę także z monotonii podróży drogą wytyczoną od linijki, na której widok innych pojazdów czy przejawów ludzkiej bytności należy do rzadkości. Mieszkańcy przyznają, że obowiązującym w latach 2007 - 2014 limitem mało kto się przejmował. Dla zachowania pozorów przyzwoitości zwalniano jedynie mijając policyjny patrol.


Odpowiedzialność w rękach jednostki


Pomysł zalegalizowania szybkiej jazdy podzielił opinię publiczną. Niektórzy twierdzili, że władza będzie miała krew na rękach, a odcinek zacznie przyciągać chuliganów, chcących zweryfikować możliwości swoich samochodów.


- Czy reszta Australii powinna płacić za tę traumę? - grzmiał prezes stowarzyszenia reprezentującego interes pieszych w ruchu drogowym.


Decydując się na zmiany w prawie, rządząca Terytorium Północnym partia Country Liberals kierowała się zasadą obarczenia odpowiedzialnością jednostki. Zmiana, choć odważna, nie jest pozbawiona sensu. Ujęcie złożonego zjawiska, jakim jest ruch drogowy, w zbiór przepisów i obostrzeń jest niezwykle trudne, jeżeli faktycznie wykonalne.


- Nie tworzymy licencji na nieostrożną jazdę. To licencja na odpowiedzialne prowadzenie samochodu - wyjaśnia terytorialny minister transportu.


Zniesienie ograniczenia prędkości nie oznacza, że kierowcy wszystko wolno. Przepisy obligują go do prowadzenia samochodu w sposób bezpieczny i dostosowany do warunków na drodze. Podobne zapisy znajdziemy w kodeksach drogowych innych państw. Chociażby polskim, który stanowi, że kierujący jest obowiązany jechać z prędkością zapewniającą panowanie nad pojazdem, z uwzględnieniem warunków, w jakich ruch się odbywa, a w szczególności: rzeźby terenu, stanu i widoczności drogi, stanu i ładunku pojazdu, warunków atmosferycznych i natężenia ruchu. Australijczycy bez najmniejszego trudu dopasowują się do ogólnych zaleceń. Aż 85 proc. z nich podróżowało „otwartą autostradą” w tempie 133 - 139 km/h. Nie jest więc zaskoczeniem, że zaczęto poważnie zastanawiać się nad możliwością podniesienia ograniczeń przynajmniej o 5 - 10 km/h na innych drogach.


Brak wypadków bezpośrednio związanych z prędkością na Stuart Highway przypieczętował decyzję o przedłużeniu odcinka bez ograniczeń do 276 kilometrów. Nakładem trzech milionów dolarów australijskich droga została przygotowana do jazdy z wyższą prędkością. Usunięto drzewa znajdujące się w jej bezpośrednim sąsiedztwie, poprawiono oznakowanie, a także poszerzono najostrzejsze zakręty. Craig Baird, kierowca wyścigowy z Nowej Zelandii, udowodnił, że Stuart Highway - mimo jednojezdniowej konstrukcji, pozwala na zachowanie kontroli nad samochodem nawet przy ekstremalnych prędkościach. Rozpędził 887-konne porsche 918 spyder do licznikowych 350 km/h. To o 5 km/h więcej niż obiecuje producent.


Łukasz Szewczyk

felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0