Dennis Rodman pozwie Bartosza Węglarczyka!

Czy to prawda? Nie, to tylko prawdopodobna prawda z prawdopodobieństwem równym zero. Ale mógłby. I to skutecznie, gdyby gdziekolwiek na świecie o takich sprawach decydowali ludzie o mentalności panów prezesów Stencla i Popławskiego.

Na szczęście łączy ich z Dennisem Rodmanem tylko jedno ? status gwiazdy. Gwiazdy polskiego środowiska OSK i gwiazda amerykańskiej ligi koszykarskiej NBA. Jak już panowie prezesi będą byłymi gwiazdami, to mogą spotkać się z Dennisem Rodmanem na gruncie show-biznesu w jakiejś koprodukcji polsko-amerykańskiej. Talentów aktorskich im nie brakuje. Od lat grają bojowników o interesy środowiska OSK. Ale to raczej kojarzy się z operą. Tam bohaterowie też pół aktu potrafią bardzo dramatycznie śpiewać o tym, jak biegną, dążą, są blisko celu, a przecież, mimo magii sceny, wszyscy widzą, że stoją w miejscu. Gwoli wyjaśnienia: w swoim artykule w „Rzeczpospolitej” z 10 września Bartosz Węglarczyk nazwał pięciokrotnego mistrza NBA pożytecznym idiotą. Po wpisaniu właśnie tego właśnie wyrażenia w wyszukiwarkę Google znajdziemy kilkadziesiąt wyświetleń. Definicja oddająca istotę tej zbitki wyrazów brzmi: związek frazeologiczny, charakteryzujący osobę, która często nieświadomie zostaje wykorzystana do celów, jakich sobie nie założyła. Jest to stwierdzenie pejoratywne, ale nie obraźliwe.

Niekoleżeński wyrok

Nigdzie nie spotkałem się z informacją o wytoczeniu komukolwiek procesu o zniesławienie, obrazę, naruszenie dóbr osobistych w związku z użyciem tego stwierdzenia. Przecież to tak samo, jakby ktoś nazwany szczurem lądowym, bo nie jest wodniakiem, podał kogoś do sądu o naruszenie dóbr osobistych, zarzucając przypisywanie mu cech szczura (łac. Rattus). Niekiedy nie wiadomo, co zrobić z tym, że jest się pierwszym. Nie dalej jak 9 września otrzymałem niekoleżeński wyrok sądu koleżeńskiego OIGOSK o wykluczeniu mnie z tej organizacji. Jestem jednym z jej założycieli. Sąd koleżeński OIGOSK jest chyba pierwszym sądem na świecie, który ukarał pozwanego za użycie powszechnie używanego związku frazeologicznego „użyteczni idioci”, a ja jestem pierwszą osobą pozwaną i ukaraną z tegoż tytułu. Prezesi mojej organizacji, panowie Roman Stencel i Zbigniew Popławski, uczynili prezent z mojej głowy obrażonym szefom PIGOSK i dotkniętym szefom PFSSK. Dyrektor Bogdanowicz, który zdaniem prezesa Stencla nie lubił ulicznych protestów organizowanych przeze mnie i zdemaskowany, również przeze mnie, 21 marca w Zielonej Górze minister Jarmuziewicz też się zapewne z lekka ucieszyli. Prezent spóźniony, bo już tylko grzecznościowo „dyrektor” i „ minister”, choć na zawsze „porażka” i „blamaż”. Znając z wieloletnich pogrywek prezesów Popławskiego i Stencla zapewne zdziwiliby się, gdyby wyszło im coś na czas. Szefowie PIGOSK i PFSSK byli na tyle sprytni, że zamiast pozwać mnie do sądu powszechnego i narazić się na ośmieszenie, posłużyli się kamratami ? Popławskim i Stenclem.

Szacun

I jak tu wyzbyć się wielokrotnie cytowanego związku frazeologicznego? Żywię nadzieję, że za cichutkie myśli nie będę dodatkowo ukarany z użyciem sądu (nie) koleżeńskiego. Muszę przyznać, że za 1,5 tys. zł, które sąd zasądził sobie za swe usługi, był Wersal i full wypas. Taka kwota w dzisiejszych czasach? Tanio jak barszcz i jakże humanitarnie. Czytałem, że niektóre sądy zasądzały zapłatę za kule użyte do zasądzonej egzekucji. Ale to nie było chyba o sądach koleżeńskich. Jeszcze to imponujące tempo. Co prawda wyrok otrzymałem po czterech tygodniach, ale z datą wydania 13 sierpnia. Czyli z dnia odbycia rozprawy, która rozpoczęła się po godz. 11 i zakończyła po 13. Po rozprawie pan przewodniczący sądu koleżeńskiego uczestniczył w wielogodzinnym posiedzeniu zarządu izby (tak przynajmniej wynika z protokołu tego ciała), natomiast dwaj sędziowie poszli w Łódź na piwo (wg relacji jednego z nich). Ci niemłodzi już, ale jak widać bardzo zdolni ludzie zdążyli jeszcze do północy przeanalizować bardzo obszerny materiał dowodowy, wydać wyrok i napisać pięciostronicowe uzasadnienie. Skwapliwie podpisując każdą stroniczkę. Absolwenci słynnej Duraczówki, nie mówiąc już o współczesnych kadrach sądownictwa, mogliby uczyć się tempa i wydajności od naszych kolegów z sądu koleżeńskiego. Zaznaczam i podkreślam: nie mówię o treści wyroku, wyrażam zachwyt dla tempa i sprawności. Tylko ten mankamencik. Skoro wyrok był sporządzony z uzasadnieniem i wszystkimi podpisami w dniu rozprawy, dlaczego dostałem go listem poleconym dopiero po czterech tygodniach? Panowie prokuratorzy, przepraszam, też na „p”, panowie prezesi Stencel i Popławski we wniosku i na rozprawie zażądali jednoznacznie. Satysfakcjonuje ich tylko ostateczne rozwiązanie, czyli wyrzucenie mnie z izby. Moją argumentację, solidnie udokumentowaną, równie dobrze mógłbym słać na Berdyczów. W tym sądzie okazała się zbędna. Mam nadzieję, że skoro o moim losie ma teraz decydować walne zebranie członków OIGOSK, to stenogram z rozprawy, w trosce o rzetelność postępowania, zostanie w odpowiednim czasie udostępniony wszystkim zainteresowanym. Z tego miejsca pragnę podziękować panu prezesowi LOK, że wyłamał się z prezesiej solidarności i przynajmniej na piśmie mojej głowy nie zażądał. Ma człowiek głowę na karku i potrafi z niej robić użytek. Przeciwstawił się pozostałym członkom tzw. grupy roboczej i uzyskał swoje w sprawie Super OSK. Prezesi Stencel, Popławski i Szymański ulegli mu, nie bacząc na uchwały walnych zebrań swoich organizacji. Szacun, panie prezesie, jak mówią młodzi raperzy.

Głowa i tułów

Życie jest słodko-gorzkie. Banał. Wiem. Ale co robić, jeżeli takie są fakty? W dniu, w którym otrzymałem wyrok sądu (nie) koleżeńskiego, odbył się w WORD Zielona Góra pierwszy państwowy egzamin na prawo jazdy kat. B na samochodzie należącym do mojego OSK Motorex. Sukces. Walczyliśmy o taką możliwość od dawna. Po pierwszym proteście zielonogórskim uzyskaliśmy publiczne zapewnienie wicemarszałka województwa lubuskiego, pana Jacka Hoffmanna, że takie rozwiązanie jest możliwe. Po roku wspólnie z dyrekcją WORD Zielona Góra dopięliśmy swego. Sukcesem okazał się też wynik pierwszego egzaminu. Słodko-gorzki sukces.

W piśmie do ministra Nowaka prezesi ? członkowie grupy roboczej ? domagają się kontynuacji działań podjętych 18 marca wspólnie z dyrektorem Bogdanowiczem i ministrem Jarmuziewiczem. Powołują się przy tym na protest gdański z 19 marca i zielonogórski z 21 marca jako na inspirację i legitymację swojego działania. Na stronie OIGOSK ta informacja jest starannie „zaszyta”. Jak oświadczył prezes Stencel 13 sierpnia, podczas posiedzenia sądu koleżeńskiego, czepiam się tego niesłusznie, bo to zwykły przypadkowy błąd techniczny. Minął miesiąc, a biegły prezes Stencel nie usunął tego rzekomo przypadkowego błędu. Kliknijcie na skan tego dokumentu, przekonacie się sami. Niby drobiazg, ale czyni różnicę. Mniej więcej taką, jaka jest między dolarem amerykańskim a pochodzącym z Zimbabwe. Obecnie Tadeusz Sobotka ? serce i mózg protestu gdańskiego z 19 marca, jeden ze współzałożycieli OIGOSK, oraz ja – organizator dwóch akcji protestacyjnych środowiska OSK w Zielonej Górze, również założyciel OIGOSK, dzięki usilnym i daleko posuniętym staraniom prezesów Popławskiego i Stencla jesteśmy usunięci z tej organizacji. Panowie prezesi, nie wiadomo, z jakimi celami, przez kogo wytyczonymi, dobijają się na ministerialne salony, wykrzykując falsecikiem na przemian prośby i groźby. Nie dziwię się ministrowi Nowakowi, że ich ignoruje. Jako dziecię pasałem krówki na nadnoteckich łąkach. Krowa gzy traktowała poważniej, machając od czasu do czasu ogonem. Kogo obchodzą nadęte gadające głowy, które 18 marca publicznie odcięły się od swego tułowia, czyli protestujących kolegów? Głowa zazwyczaj jest wyżej od… reszty tułowia, ale wiecie, jak traktują tego, co wyżej… niż tułów ma.

Diabeł z pudełka

Wyobraźcie sobie, że oddaliście swój samochód do naprawy. Majster co chwilę każe dokupować nowe, kosztowne części. Cały miesiąc coś rozkręca i skręca, w końcu nakazuje zabrać na lawecie to, co zostało z naszego auta. A na dodatek wystawia wam słony rachunek. Bo przecież tyle się natrudził. A że napsuł, naraził na koszty i zaszkodził? Przecież się namozolił. I co? Płacicie, dziękujecie, rączki utrudzone całujecie? Oj, chyba nie. Dotychczasowy styl działania naszych kosztownych, czy wręcz drogich prezesów tak właśnie wygląda. Mozolą się chłopy, podróżują, procedują, wątroby, serca i mózgi forsują. A efekty? Już słyszę święte oburzenie. A ustawa o kierujących, setki stron przeprocedowanych, skonsultowanych na gwizdek rozporządzeń to Azorek? Wybaczcie, nie dziękuję. Za to konstruktywnie krytykuję. Co najmniej od artykułu „Dla kogo Super OSK jest Super?” przez liczne merytoryczne wystąpienia do władzy ustawodawczej i wykonawczej, protesty zielonogórskie po konkret, za jaki uważam auto OSK na egzaminie w WORD Zielona Góra. Mam też nadzieję, że mimo sprzeciwów panów Popławskiego i Stencla wkrótce w Trybunale Konstytucyjnym znajdzie się wniosek o stwierdzenie niekonstytucyjności ustawy o kierujących pojazdami. Chwalę się? Owszem. Chciałbym, żeby roczne sprawozdania z działalności izby były listą spraw załatwionych dla środowiska, nie listą porażek. Nie należy płacić rachunków kiepskim majstrom za nienaprawione auta i nagradzać prezesów za nieefektywne działania, w dodatku nie zlecone przez walne zebrania.

Niektórzy żartobliwie dostrzegają u mnie profetyzm. Ale tak naprawdę w ważnych dla mnie i mojego środowiska sprawach obserwuję, rozmawiam, czytam, analizuję. I na tej podstawie przewiduję skutki. Wychodziło mi między innymi, że minister Jarmuziewicz i dyrektor Bogdanowicz zakombinowali się na amen i z gniota pt. uokp i rozporządzeń wykonawczych nie ma prawa wyjść cokolwiek nadającego się do życia i użycia. Wychodziło mi, że ci panowie nie dorośli do tych stanowisk pod względem intelektualnym i moralnym. Nie pozostawili ministrowi Nowakowi i premierowi Tuskowi wyboru. W dodatku ich blamaż i porażka obciążyły rząd, parlament i prezydenta. Nie wymyśliłem tego teraz. Wiele miesięcy temu mówiłem o tym publicznie. Obecnie rząd i wszyscy święci szukają sposobu na rozwiązanie problemów przed 2014 r. Myślę, że za późno, niestety. Wrzucony na siłę system teleinformatyczny, PKK, który wyskoczył jak diabeł z pudełka, Super OSK z autobusami i ciężarówkami, które mają co roku ostrzyc 50 tys. owiec i baranów, rzekomo państwowy sprywatyzowany egzamin teoretyczny itd., itp. Zusammen do kupy to najgłupszy system zdobywania prawa jazdy unijnej Europy. Polnische Wirtschaft. W tym samym czasie, kiedy publicznie przedstawiałem moje wnioski, pan prezes Roman Stencel rozpływał się o rewolucji na skalę światową. Współrodzic sukcesu, psia mać.

Bajzel na kółkach

Nie wiem, jak w innych organizacjach środowiska OSK, ale w OIGOSK trudno znaleźć dokumenty z walnych zebrań, zawierające uchwały wytyczające strategię tej organizacji. A przecież to jest pierwszy i najważniejszy cel zwoływania tego gremium ? najwyższej władzy izby. Poza jedną, uchwaloną na wniosek zielonogórskiego oddziału, przy ostrym sprzeciwie prezesów Popławskiego i Stencla. Strategia środowiska OSK, moim zdaniem, powinna być precyzyjnie sformułowana po wewnątrzśrodowiskowych dyskusjach, w formie uchwał walnego zebrania delegatów. W demokracji prezes zarządu organizacji w rozmowach, uzgodnieniach, negocjacjach z władzami państwowymi i samorządowymi nie może wychodzić poza stanowisko zawarte w uchwale walnego zebrania. Jeżeli jest inaczej, mamy do czynienia z dzierżymordztwem, które jest zaprzeczeniem demokracji. Dzierżymorda potrzebuje organizacji jako fasady, źródła kasy i fałszywej legitymacji do antyszambrowania na salonach władzy. Dzierżymorda jest pasożytem działającym na szkodę organizmu, którym się żywi. Gdyby strona społeczna przestrzegała tych oczywistych demokratycznych zasad, nie dochodziłoby do uwikłania, w efekcie którego strona rządowa jest na prawie, mówiąc, że rozpatrzyła wszystkie postulaty strony społecznej i rozsądne, jej zdaniem, uwzględniła. Posiadając i stosując legitymację w postaci precyzyjnych uchwał walnego zebrania zawsze można i trzeba partnerowi ze strony władzy państwowej powiedzieć: tego rozwiązania nie akceptujemy. Jeżeli strona rządowa będzie się przy nim upierała, to w przyszłości będzie samodzielnie, w pełni ponosiła za nie odpowiedzialność. Niestety, takie podejście nie mieści się w mentalności naszych prezesów i stąd bajzel na kółkach. Tak właśnie ? bajzel na kwadratowych drewnianych kółkach, czyli ustawa o kierujących pojazdami.

Zakończę myślą, która koniecznie chce wyjść na światło dzienne. Otóż nie wierzę, żeby panowie prezesi byli takimi idiotami, żeby nie zrozumieli, że odegrali rolę użytecznych idiotów w grze z panem ministrem Jarmuziewiczem i panem dyrektorem Bogdanowiczem. Zatem czas wyciągnąć rękę na zgodę, bez warunków wstępnych. Każdy z nas popełnia błędy. I jeszcze jedno. Będę walczył przed walnym zebraniem OIGOSK o pozostanie w szeregach tej organizacji. Nie jestem z tych, którzy się obrażają, biorą zabawki i idą do domu. Ja nie domagam się, tak jak panowie prezesi Popławski i Stencel w stosunku do mnie, wykluczenia ich z OIGOSK. Jeżeli okaże się, że mają czyste serca, czyste umysły i czyste ręce, to nawet mógłbym z nimi współpracować dla dobra naszej wspólnoty.

Eugeniusz Kubiś

 

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Brak produktów w koszyku.