Czytając moje teksty, słuchając tego, co mówię, można pomyśleć, że jestem jakimś anarchistą domowej roboty. Zapewniam wszystkich, w tym pana premiera Tuska i pana ministra Nowaka, że nie ma nic bardziej błędnego, niż takie domniemanie. Sprawdźcie w Googlach, gdzie najczęściej występuje nazwisko Kubiś. Jest to Wielkopolska, a najczęściej Czarnków, gdzie się urodziłem. Szacunek dla władzy i porządku publicznego mam we krwi - pisze Eugeniusz Kubiś.

Nie potrafię jednak szanować ludzi nie dorastających do powierzonej im władzy, gardzących tymi, którym powinni służyć. To się objawia w owocach ich działań, bo słowa i obrazy, zwielokrotnione i przetworzone przez media, często mamią, zamiast oddawać rzeczywistość. Takie sytuacje dają mi prawo do obywatelskiego nieposłuszeństwa, zobowiązują do protestu. Chciałbym wreszcie zająć się czymś konstruktywnym, twórczym, a nie walczyć o rzeczy oczywiste i po prostu o przetrwanie, o życie.


Krajobraz przed bitwą


Od blisko dwudziestu czterech lat, dzień po dniu, często bardzo mozolnie, buduję swoją firmę. Przez lata z rosnącym przerażeniem widzę, że coraz więcej wysiłku muszę wkładać w dziwaczne czynności, niemające nic wspólnego z celem mojej działalności. Rzeczy proste stają się niewyobrażalnie skomplikowane, uciążliwe i jałowe. Na początku podjąłem się przygotowania ludzi do bezpiecznego uczestnictwa w ruchu drogowym. Zawsze staram się robić to bardzo dobrze, bo ci ludzie to moi współobywatele, którzy w dodatku jeżdżą po tych samych drogach, co ja i moja rodzina. W swoją pracę wkładam maksimum rozumu i serca. Chcę mieć powody do dumy z tego, co i jak robię i chcę z tej pracy żyć. Różnie się działo przez ostatnie 24 lata, ale teraz mam poczucie, że panowie Igielscy, Bogdanowicze, Jarmuziewicze i Piętki zbudowali wokół nas mury. Mury bez wyjścia. Albo je obalimy, albo sczeźniemy. Jest jeszcze trzecie wyjście - niektórych dokooptują, niektórych od czasu do czasu podkarmi się ochłapami z pańskiego stołu. Ktoś musi pracować na jaśniepaństwo. Taki mamy krajobraz przed bitwą. Konkrety? Proszę bardzo. Pamiętacie artykuł Mai Sałwackiej w „Gazecie Wyborczej” z 10.02.2011 r. pt. „Kto wrzucił autobus do ustawy”? Bardzo treściwie i trafnie opisuje klimaty tworzenia „pod kolesiów” ustawy o kierujących pojazdami. Widać i słychać, jak w rechotliwej atmosferce, z udziałem „użytecznych idiotów” tworzy się prawo w Polsce. Prawo mające wpływ na życie milionów obywateli. I co? Czy jedna z licznych służb bezpieczeństwa wszczęła dochodzenie? Przełożeni pana dyrektora Bogdanowicza zarządzili kontrolę? Posłowie zaniepokoili się dziwnymi wpływami na tworzenie prawa? A może pan dyrektor departamentu lub pan przedsiębiorca i prezes organizacji społecznej podali „Gazetę” do sądu z powodu ewentualnych oszczerstw poniżających, utrudniających życie? Nic z tych rzeczy. Tylko z czasem pan przedsiębiorca i działacz został przepędzony przez kolegów, którzy przejrzeli na oczy i pozbyli się ze swojego grona śliwki robaczywki.


Bezczelne cwaniaczki


Okazało się, że „fachowcy” załatwili sobie, co chcieli, ale materia, którą miała regulować ustawa i rozporządzenia, jest zbyt skomplikowana na ich chytre rozumki. Wynik? Mamy trupa wypadającego z szafy, zamiast zapowiadanej światowej rewolucji z BRD made in Poland. Myślałby kto, że twórcy tego hiperskandalu siedzą cicho, jak mysz pod miotłą i umierają ze strachu i wstydu. Naiwność poczciwców. Mam w rękach pismo firmy Igielski z 25 lutego 2013 r., kierowane do starostw, urzędów marszałkowskich, urzędów wojewódzkich, OSK, WORD-ów i innych, zapraszające do wzięcia udziału w kursie pt. „Wdrożenie nowego systemu szkolenia w aspekcie ustawy z dnia 5 stycznia 2011 r. o kierujących pojazdami i wybranych rozporządzeń”. Pan prezes mgr inż. Aleksander Igielski jest przekonany, że „szkolenie, które zostanie poprowadzone przez prelegentów i znawców branży (m.in. główny specjalista z ramienia DTD Ministerstwa Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej Pan Tomasz Piętka), będzie miało wysoki poziom merytoryczny i przyczyni się do lepszego funkcjonowania w nowej rzeczywistości prawnej”. Tako rzecze jeden z prywatnych twórców coraz lepiej nam znanej nowej państwowej rzeczywistości prawnej. Rzeczywistości: 1) z prywatnym egzaminem teoretycznym, 2) z niedziałającym jednolitym systemem teleinformatycznym, który jakimś cudem miał powstać z 49 postępowań przeprowadzonych na chybcika przez 49 odrębnych WORD-ów, od niedawna z papierową protezą autorstwa wiceministra Jarmuziewicza, 3) z Super OSK wyposażonymi w autobusy i ciężarówki, rzekomo niezbędne do szkolenia dzieci na kartę rowerową oraz do uczenia teorii motocyklistów metodą e-lerningu, 4) z maksymalnie wyposażonymi i ubezpieczonymi, prawie darmowymi autami dla WORD-ów, fundowanymi pod dobrowolnym przymusem przez zniewolone i wynędzniałe OSK, 5) z motocyklistami, którzy zgodnie z rozporządzeniem będą na państwowych egzaminach jeździć „sześćsetkami” w sznurowanych trampkach, 6) z osobowymi nośnikami informacji marnującymi czas i pieniądze na wędrówki po starostwach całego kraju w poszukiwaniu swojego PKK, serca i mózgu ultranowoczesnego polskiego elektronicznego systemu uzyskiwania prawa jazdy.


„Główny specjalista z ramienia” ? można by sądzić, że przyjedzie do firmy Igielski z delegacją podpisaną przez dyrektora Bogdanowicza i kontrasygnatą wiceministra Jarmuziewicza.


Czy kogoś to jeszcze dziwi w tym dzikim kraju? Mnie, „piii”, tak! Dlatego protest przed Urzędem Marszałkowskim w Zielonej Górze 13 września 2012 roku, dlatego w tym samym miejscu protest pokrzywdzonych przez ustawę o kierujących pojazdami 21 marca 2013 roku, dlatego byłem wśród protestujących 19 marca w Gdańsku.


Ludzie, nie może być tak, że garstka wygadanych, bezczelnych cwaniaczków zniszczy nasz życiowy dorobek i dla swoich korzyści zmusi nas do wdrożenia najgłupszego w Europie sposobu uzyskiwania prawa jazdy.


Zielona Góra, Gdańsk, Zielona Góra, Piła… aż nas usłyszy i zrozumie prezes Rady Ministrów pan Donald Tusk.


Eugeniusz Kubiś


PS. Ustawa o kierujących pojazdami wkrótce trafi do Trybunału Konstytucyjnego. Niech będzie o niej głośno i wyraźnie. A w sprawie ostatniego spotkania liderów w Warszawie mogę powiedzieć tyle, że są to kolejne obiecanki, w które nie wierzymy. Prawdziwe intencje ministra Jarmuziewicza można poznać, czytając oficjalną odpowiedź na interpelację posła Mieczysława Łuczaka. Widać tam, że pan Jarmuziewicz uważa, iż wszystko jest w porządku, prezesi środowiska OSK już się wypowiedzieli i niczego nie trzeba zmieniać.


 

redaktor felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0