Nagle moim oczom ukazała się tabliczka. Co na niej napisano? „Kierowco, jedź bardzo wolno! Nie rób huku na bruku! Dziękujemy - Mieszkańcy”.

Jakiś czas temu przyjechałem do Warszawy na małą wycieczkę po mieście. Jako że chciałem zostawić auto na jakimś parkingu i zwiedzać wyłącznie pieszo - znalazłem miejsce, które widać na załączonej do tekstu fotografii. Piękna uliczka, no i ten fajny jesienny klimat!


Huk na bruku


Nagle moim oczom ukazuje się tabliczka. Co na niej napisano? „Kierowco, jedź bardzo wolno! Nie rób huku na bruku! Dziękujemy - Mieszkańcy”. Apel ma sens. Jezdni nie wyłożono asfaltem, tylko kostką. Sami wiecie, że jak dodamy gazu, to rozlegnie się taki hałas, że mojego scenica można będzie pomylić z V8. Widzę też jeden próg zwalniający, dosłownie za pięć metrów kolejny, a potem już tylko wspomniana przeze mnie tabliczka.


Testowanie pand


Pomyślałem: pewnie najpierw został zamontowany jeden próg, potem drugi, dopiero gdy nie osiągnięto zamierzonego efektu, ludzie zrzucili się na tabliczkę. Widać groźba rozwalenia zawieszenia samochodu nie podziałała. Trzeba było postawić na apel w kilku prostych, ale jakże trafnych słowach. Znam takie tematy choćby z rodzinnych Kielc, gdzie blisko rynku, w samym centrum, jest sporo brukowanych uliczek, na których dość często kierowcy testują pandy, seicento i inne wozy. Auta przy prędkości 50 km/h wydają dźwięk nad wyraz intensywny. Wokół zawsze kręci się sporo osób, choćby dzieci, więc publika też dopisuje. Młodzi pewnie nie widzą w tym nic złego. I nie zobaczą, dopóki nie osiągną pewnego poziomu intelektualnego. Żeby to zrozumieć, trzeba przestać być burakiem, prostakiem i chamem, który myśli tylko o sobie, i zacząć zastanawiać się, czy to komuś może przeszkadzać.


Ból głowy


Być może mieszkańcy tych ulic, gdzie odbywają się wspomniane testy, chcieliby sobie odpocząć, bo położyli dzieci spać i mają ochotę na spędzenie wolnego czasu we dwoje. W spokoju. A jeśli kogoś cały dzień boli głowa, nie chce przestać, a proszki nie działają? Musi się niestety przemęczyć, bo palenie kapci pod oknami musi się przecież odbyć…


Ktoś mógłby powiedzieć: „to przecież centrum, tam zawsze jest głośno, działają restauracje i puby, więc narzekający powinni wybrać sobie inne miejsce do zamieszkania”. Ale ten argument do mnie nie trafia. Ilu z nas mogło zadecydować o tym, gdzie mieszka?


Ale nie możemy się skupić tylko i wyłącznie na wieczorze i nocy. Czy idące lub wracające do szkoły dzieci nie mogą już maszerować spokojnie, bez asysty opiekuna, który musi czuwać nad ich bezpieczeństwem? Bo, nie oszukujmy się, ci, co hałasują, próbują się popisać, mogą okazać się sprawcami tragicznego w skutkach wypadku.


Ja kontra inni


Czemu ludzie tak rzadko myślą o innych? Ostatnio sporo mówiło się w mediach o przepisach odnoszących się do kierowców, pieszych i przejść dla nich.


Wyobraźmy sobie starszą kobietę. Stoi przy przejściu dla pieszych z siatkami wypchanymi wszystkim, co było promowane w pobliskim dyskoncie. Widzicie to? Dodajmy jeszcze trochę pikanterii. Jezdnia jest dwupasmowa, więc staruszka ma do pokonania jeden pas ekstra. Teraz wyobraźmy sobie sznur aut na dwóch pasach. Za kierownicami pojazdów ludzie, którym się wiecznie spieszy. Kto się zatrzyma, jeżeli będzie mógł jechać dalej? No właśnie - niestety niewiele osób. Niewiele, nawet gdyby było tam pięćdziesiąt tabliczek z napisem „No, zwolnij!”.


Wystarczy jednak zmiana przepisów, policja stojąca od czasu do czasu przy pasach i już jest pełna kultura. Starsza kobieta przejdzie bez żadnego problemu. Chodzi o naszą mentalność. Nie muszę się zatrzymywać, to po co mam myśleć o innych. Przepisy są po mojej stronie.


Albin Sieczkowski, autor bloga StrefaKulturalnejJazdy.pl

felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0