Ciężka noga, czyli gaz do dechy

– Ile ci pali? – A wiesz, dychę, ale jakbym jeździł przepisowo, to zszedłbym do ośmiu. – No to czemu nie zejdziesz? – Bo mam ciężką nogę.

Podjeżdżam na stację benzynową. Jest już północ, widzę niewielką grupkę osób. Okazuje się, że to kilku znajomych. Parkuję nieopodal, bo wypada się przywitać i posłuchać dyskusji. Zaczęło się o jeździe samochodem (to nie ja sprowokowałem ten temat).

Przechwałki i mknąca corsa

Jeden z dyskutujących zaczął mówić o tym, że prawo jazdy ma już od pięciu lat, jest świetnym kierowcą, czuje auto. Potem rozmowa powoli zmierzała w stronę ekonomii. Ludzie zaczęli się chwalić, ile ich auta palą, no i oczywiście dowodzili, dlaczego tak dużo. Okazało się, że zawsze wszystkiemu wina jest tzw. ciężka noga. Po chwili zaczął się wątek o tym, jak szybko można jechać niemiecką autostradą. No i nie obyło się bez narzekań na obowiązujące w Polsce przepisy. Według większości ludzi, którzy zabierali głos w dyskusji, w naszym kraju powinno pozwalać się na szybką jazdę.

Rozmowa trwała w najlepsze, a tu nagle, tuż obok nas przemknęła czarna corsa. Sądząc po dźwięku zarzynanego silnika obstawiałbym, że jechała grubo ponad 100 km/h. Fakt, jest noc, mniejszy ruch, ale dozwolona prędkość to 60 km/h!

Dość często zdarza mi się zadawać moim znajomym pytanie: co sprawia, że ktoś jest dobrym kierowcą? Wielu z nich twierdzi, że ważny jest staż, liczba przejechanych kilometrów oraz czas reakcji. Są też odpowiedzi, które słyszy się nieco rzadziej. Chodzi o liczbę punktów karnych czy mandatów. Raz, może dwa usłyszałem coś o odpowiednim szkoleniu. W wymienionym powyżej zestawieniu brakuje jeszcze tylko wzmianki o umyśle i oczach. Ich właściwe używanie jest podstawą bezpiecznej i kulturalnej jazdy, przyczynia się do obserwacji tego, co się wokół nas dzieje. Można jeszcze dorzucić pozytywne nastawienie. Całe zło tego świata schowajmy w bagażniku i najlepiej do niego nie zaglądajmy.

Promowanie złych postaw

Każda osoba, która zdała egzamin i ma już upragnione prawo jazdy, powinna się dokształcać, żeby być lepszym kierowcą. Nie mam na myśli tego, żeby w każdy weekend odbywać jazdę doszkalającą. Ale warto byłoby się zastanowić, co każdy z nas może zrobić, żeby podnosić swoje umiejętności. Warto przeanalizować błędy, problemy, które napotykamy na drodze i postarać się wyciągnąć odpowiednie wnioski. Niestety, spora część kierowców uważa „mam prawko – umiem jeździć”. To duży błąd.

Tacy ludzie siadają do aut, czasem nawet codziennie, i pokonują prostą trasę z punktu A do punktu B. Cały czas tak samo, aż pewnego dnia coś się zmieni, coś ich zaskoczy i wtedy, doznając szoku, nie będą wiedzieli, co należy zrobić, jak odpowiednio zareagować.

Filmy, na których widać, jak kierowcy ścigają się na ulicach miast, są bardzo popularne w internecie. Niestety, promowanie takiej jazdy przynosi dużo złego. Chodzi przede wszystkim o przyzwolenie społeczne na szybką, brawurową i bezmyślną jazdę. Większość młodych ludzi uważa, że jest to wzór do naśladowania. Można usłyszeć: „on jest super, dał radę, nie dał się złapać, jechał szybciej – jest najlepszy!”.

Na zero

Dobrego kierowcę nie poznamy po tym, jak długo ma prawo jazdy albo ile ma na koncie przejechanych kilometrów. To byłoby bez sensu. Można mieć dużo szczęścia, jeździć beznadziejnie, źle, ale i dużo. Pisałem już przecież kiedyś o kobiecie, która próbowała zawracać w miejscu niedozwolonym. Co powiedziała policjantom wypisującym jej mandat? „Przecież ja tu, w tym miejscu, jeżdżę tak już dwadzieścia lat”. Po czym poznać dobrego kierowcę? Nie był autorem niebezpiecznych sytuacji na drodze!

Albin Sieczkowski, autor bloga StrefaKulturalnejJazdy.pl

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Brak produktów w koszyku.