Felieton Janusza Ujmy.

Polskie prawo jazdy od dwóch dekad nęka nieustanna choroba, a po wprowadzeniu nowej Ustawy o kierujących pojazdami, która niebawem ma być obowiązująca - na dzień dzisiejszy wydaje się już chorobą nieuleczalną - pomimo podjęcia prób jej reanimacji przez 60 posłów poprzedniej kadencji. Chore polskie prawo jazdy niebagatelnie wpłynęło na przerost administracyjny, tak w urzędach, jak również w ośrodkach szkolenia kierowców , których w Polsce mamy na niespotykaną skalę. Nowe rozporządzenia do tej ustawy wnoszą przebudowę całego systemu administracyjnego. A jak wiadomo, jeszcze nikt oprócz rządzących na administracji się nie dorobił. Wielu przedsiębiorców obudzi się dopiero po wprowadzeniu tej ustawy w czyn. Dalej będziemy mieć nieustanną walkę o nowelizacje i szereg zapytań co w danym artykule ustawodawca miał na myśli. Obecnie ukazały się trzy projekty rozporządzeń do Ustawy o kierujących pojazdami ,która ma obowiązywać od 11 lutego 2012 roku. Rozporządzenia te są tak rozbudowane, że oprócz kodeksu drogowego niepotrzebne będą już żadne dalsze instrukcje, tak dla instruktora, jak i egzaminatora. Chociaż nie widziałem instrukcji awaryjnego lądowania Boeinga 767, to mogę się założyć , że jest ona o wiele skromniejsza iż te instrukcje. Dlatego we wszystkich wydziałach komunikacji odbywają się narady szkoleniowe, aby rozebrać te rozporządzenia na czynniki pierwsze. Przy okazji urzędnicy odetchnęli z ulgą, że nie będzie żadnej redukcji etatów - będą nowe przyjęcia.


Ciągłe wzmacnianie kontroli poprzez biurokratyczne zwiększanie szczegółowych zapisów w sprawie szkolenia i egzaminowania przyczynia się li tylko do zwiększania ilości stołków i związanych z tym kosztów, a nie do swobody działalności gospodarczej i funkcjonowania prawdziwej demokracji. Są to metody znane nam z poprzedniego bytu. Posłużę się tutaj kilkoma przykładami, które serwuje nam nowa ustawa o kierujących pojazdami.


- Ustawa podpisana 5 stycznia br. z rocznym vacatio legis, po dziesięciu miesiącach doczekała się zarządzeń szczegółowych. Czytając pobieżnie te ok. trzysta stron zapisów, można odnieść pozytywne wrażenie o ich autorach. Jest to praca benedyktyńska , z opisem zadań do każdej kategorii prawa jazdy. Z każdej kategorii można by zrobić doktorat, a z każdego rozporządzenia do tej ustawy uzyskać habilitację - gdyż wiele rozwiązań jest nowatorskich i niespotykanych w innych krajach. Widocznie autorzy wzorowali się na „brukselskim ogórku”, „krzywiźnie banana” i „ilości szczebli w drabinie”. Zawsze jesteśmy spóźnieni , gdyż już Bruksela (UE) od tych głupot odstąpiła, a my się w nią jak zwykle wpakowali. Choć za 15 uprzednich projektów Ustawy o kierujących pojazdami zapłacili podatnicy i mamy to co mamy, to jak pisze „Rzeczpospolita” w numerze 255, cytuję: „Będą kłopoty z prawem jazdy. Nowa ustawa , która ma obowiązywać od 11 lutego 2012, roku posiada luki […] [w tym zapisy niekonstytucyjne - przypis UJ]. Ministerstwo Infrastruktury sprawę zna i postara się w nowym Sejmie o szybką nowelizację”. Masz babo placek! To samo będzie czekać tę ustawę, te trzy rozporządzenia, które mogą mieć poślizg 18 miesięcy od czasu ich ogłoszenia. I daj Bóg - bo nikomu się z tym nie spieszy. Pisanie, że rozporządzenia te poszły obecnie do społecznej konsultacji jest zwykłą kpiną. Każdy przedstawiciel ma nowe pomysły i ciągnie w inną stronę ze względu na brak integracji środowiska. Więc w ostateczności trzeba postawić kropkę nad „i”, autorzy pozostają przy swoim i wychodzi knot.


Po szoku z „ Super OSK” szok dotknie wydziały komunikacji, które będą podlegać całemu przemeblowaniu, łącznie z dobudową pomieszczeń i zakupem dziesiątek biurek i krzeseł. Muszą się także zatroszczyć o zatrudnienie informatyków. To samo będzie dotyczyło ośrodków szkolenia kierowców, jeśli łaskaw będzie marszałek danego województwa wprowadzić szkolenie e-learningowe.


Pomysły twórców tych rozporządzeń, które przesłano do konsultacji na trzy miesiące przed terminem obowiązywania, są na niespotykaną skalę. Oprócz kontrowersyjnych zapisów w ustawie o kierujących pojazdami, o których pisano już w mediach i „Szkole Jazdy”, teraz rozporządzenia ujawniły dalszy ciąg tej „rewolucji” , gdzie kandydat na kierowcę i OSK stał się przedmiotem a nie podmiotem. Teraz kandydat na kierowcę pierwszy krok skieruje do wydziału komunikacji , który nada mu numer i wyda kartę kandydata na kierowcę, z którą będzie dalej wędrował do OSK. Zaś OSK z jego danymi do wydziału komunikacji . Po drodze ma odwiedzić jeszcze lekarza, fotografa ,pocztę i ośrodek egzaminowania i z powrotem do wydziału komunikacji. Tutaj jest trochę niejasności . Czy mamy do czynienia z dwoma kartami: „Kartą kandydata” - jako podstawowymi aktami kierowcy, którą wydaje wydział komunikacji, i drugą „Kartą przeprowadzonych zajęć”, którą wydaje OSK (patrz paragraf 21 ust. 2 a ustęp 4 I).


W art. 27 ustawy zamiast „jednego okienka” ustawodawca wprowadził „biegunkę”, zobowiązując ośrodek szkolenia kierowców do: powiadamiania starosty o wszystkich danych osobowych kursanta do 14 dni po zakończeniu kursu, a na drugi dzień rozpoczęcia kursu wraz z listą uczestników kursu, a potem na 3 dni wcześniej o egzaminie wewnętrznym. Jakie to ma uzasadnienie? Czy przedsiębiorca jest dzieckiem? Kierownik OSK wydaje zaświadczenie i on odpowiada karnie co podpisuję. Jak dalej można go ustawiać na życzenie WORD-u i dokąd? Nie zniknęła oprotestowana „Karta przeprowadzonych zajęć” ani zapis, że w egzaminie państwowym może brać udział instruktor - „jeśli kursant na to wyrazi zgodę i złoży odpowiednie oświadczenie” . Przecież nie o to chodziło - miała to być edukacja instruktora, który raz na kwartał, zamiast warsztatów, szedłby do WORD-u na 8 godzin i brał udział w egzaminach wg swoich uprawnień z kursantami wylosowanymi (tak jak egzaminatorzy) przez system komputerowy. A co z tego zrobiono? Wprowadzono warsztaty - dla dobra ściągnięcia z rynku kasy. Już mamy rzesze przygotowanych „specjalistów” w ramach Kapitału Ludzkiego UE. A jak się ten kapitał skończy, to przedsiębiorca zapłaci przy braku cen minimalnych? Z czego? Oj, będą kłopoty. Tutaj wepchano ten problem, który mamy z samochodami egzaminacyjnymi. Problem, którego nie chce zauważyć Julia Pitera i inne odpowiednie organy.


Doprawdy takie zapisy mają utrącić maluczkich, zwanych firmami-krzakami, których tak bardzo boją się globaliści superośrodków. Aż śmiech bierze, że coś takiego sobie wykombinowali - konsultacje te musiały być mocno „rozluźnione” . Przyjmując te zapisy, nie dziwię się posłom - bo oni tak głosowali jak za marszałka Cz. Wycecha, który obracał się tyłem do sali i na zapytanie „Kto przeciw?” mówił: „nie widzę”. Przecież za czasów PRL, już pół wieku temu, kierownicy autoszkół , które były w śladowych ilościach, już biegali do wydziałów komunikacji, gdzie zatwierdzali wnioski wraz z listą kandydatów ujętych w dziennikach lekcyjnych. Takie działania powodują coraz liczniejsze oddolne ruchy tektoniczne „Oburzonych” w poszczególnych krajach. Jeśli ministrowie do spraw transportu 27 krajów UE zobowiązali się do 2013 roku do prawidłowego funkcjonowania CEPiK-u (Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców), na który to system składa się u nas całe społeczeństwo załatwiające sprawy związane z prawem jazdy i samochodem , to po jaką cholerę mam biegać z tym wszystkim , skoro urzędy mają te dane w swoich agendach, jakimi są wojewódzkie ośrodki ruchu drogowego czy podległe wydziały komunikacji? Czy nie możemy wyjść w końcu z „Magdaleńki” i ustawić państwo polskie, że to dany urząd jest dla obywatela, a nie odwrotnie?


Takie zapisy nie są żadnymi spełnieniami dyrektyw Unii Europejskiej. Są raczej pójściem drogą w kierunku Białorusi . Wałkowana przez taki czas ustawa i konsultacje napawały nadzieją , że w końcu uda nam się stworzyć właściwą ustawę dla poprawy bezpieczeństwa w ruchu drogowym i przyjazną dla obywatela. Tak się jednak nie stało. Już samo powołanie początkowo Szkół Techniki Jazdy , które podlegają innemu panu - tj. wojewodzie, a teraz „Super OSK”, nie mówiąc o samochodach i instrukcji egzaminowania - świadczy, jaką drogą podąża nasz resort do spraw transportu.


Zwykłym PR-em jest twierdzenie, że ustawa ta powstała na zamówienie społeczne i w odpowiedzi na negatywne zjawiska w zakresie szkolenia i egzaminowania kandydatów na kierowców. Prawie żadne z ok. 50 postulatów organizacji pozarządowych nie zostało uwzględnionych. Jak to wszystko się ma do głównej doktryny domniemania „uczciwości” przedsiębiorcy i stwarzania systemu „jednego okienka”? Zapisy w tym artykule nie wniosą w naszej rzeczywistości żadnego racjonalnego systemu kontroli. Mamy już 47 instytucji kontrolujących i przerost administracyjny - czy to rządzącym nic nie mówi? Obywatel, a więc i przedsiębiorca chce być traktowany podmiotowo, a nie przedmiotowo. Chore prawo jazdy - to chory (czytaj: niedoszkolony) kierowca. Wystarczy tylko przypomnieć sobie wszystkie apele i rezultaty z listopadowej akcji „ZNICZ”. Nadal nie umiemy wyciągnąć właściwych wniosków z negatywnych zjawisk. Elektronika ma ułatwiać życie obywatelowi i urzędom, ma przynieść mniejsze koszty. Sam podpis elektroniczny kursanta wymaga zabiegów i nie jest za darmo. Ile razy przyszły kandydat odwiedzi wydział komunikacji, aby uzyskać prawo jazdy? Niby idziemy do przodu - szkoda , że okrakiem.


Dla OSK znów zmieniono zadania na placu manewrowym, w tym niektóre wymiary. Są też zmiany w szkoleniu i egzaminowaniu w ruchu drogowym. Wydłużono czas egzaminu i na nic uwagi psychologów i dyrektywy Unii Europejskiej. Z powrotem przywrócono czas egzaminu minimum 40 minut, wprowadzając jazdę poza obszarem zabudowanym. W Krakowie, żeby wyjechać poza obszar zabudowany, jedna godzina nie wystarczy, a gdzie powrót? Jest więc uzasadnienie w dobie kryzysu do podniesienia cen za egzamin. Wydając egzaminatorowi tak szczegółowe instrukcje egzaminowania, stawia się go w roli robota o niższym ilorazie inteligencji i uważa się, że egzamin ma być kontynuowaniem nauki jazdy. Nie będzie ładu i porządku, kiedy zapłata za egzamin nie będzie na rzecz urzędu a urząd porządnie nie skalkuluje godziwego wynagrodzenia dla egzaminatorów.


Po wprowadzeniu tej ustawy wszyscy na świeczniku kombinują, jak zapewnić godziwy byt WORD-om i do czego je jeszcze upoważnić. Nikogo nie interesuje, co stanie się z małymi ośrodkami szkolenia kierowców. Wrzucono je do jednego worka z rzemieślnikami i sklepikarzami. Ich byt będzie marny.


Bulwersuje mnie zwłaszcza nakaz , że biuro mam mieć przy sali wykładowej, a nie np. przy placu manewrowym. W biurze tym mam mieć przynajmniej pięć krzeseł dla klienta (naraz w życiu tylu nie przyszło). Proszę jeszcze DTD o wyznaczenie terminu, kiedy i gdzie mam się udać na wczasy, aby ochłonąć i dokończyć czytanie nowych rozporządzeń .Trzeba jednak autorom podziękować za wysiłek starania się stworzenia pełnego kompendium wiedzy w zakresie szkolenia i egzaminowania kandydatów na kierowców oraz wydawania praw jazdy . W zakończeniu uzasadnienia niepotrzebnie kłamią iż „w prowadzenie tych zmian - nie będzie nic kosztowało i przyniesie pożytek” . Mnie wczasy też przyniosą pożytek, o ile nie będą mnie nic kosztowały.


 

redaktor felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0