Bohaterowie cyklu

W nowym roku kalendarzowym chciałbym podzielić się spostrzeżeniami, jak kurs nauki jazdy widzi kandydat na kierowcę. Dlatego też zapraszam do lektury pierwszego artykułu z cyklu „Okiem kursanta”!

Chciałbym w nim opisać proces kształcenia się osoby podejmującej trud uzyskania uprawnień do kierowania pojazdem. Myślę, że dla instruktorów powinna to być ciekawa lektura. Choćby ze względu na możliwość poznania statystycznego kursanta, jego przemyśleń oraz spostrzeżeń. Mam nadzieję, że to pomoże instruktorom lepiej zrozumieć, jak uczyć, by do nich dotrzeć.

Licealista i przymuszony pracownik

Bohaterowie cyklu to czworo kursantów, dwóch mężczyzn i dwie kobiety.

Pierwszy z nich to chłopak z miasta. Pochodzi z bardzo zamożnej rodziny, uczy się w prestiżowym liceum. Ma bardzo wysoką samoocenę i poczucie wyższości nad innymi. Kurs na prawo jazdy to taki dodatek do obiecanego samochodu. Ma go dostać na osiemnaste urodziny. Szkoła, dziewczyny, imprezy, siłownia – to jego życie. Szkolenie uważa za bezsensowną konieczność, a egzamin za debilizm roku.

Drugim bohaterem cyklu jest mężczyzna, który został zmuszony przez pracodawcę do odbycia kursu na prawo jazdy. Jest po studiach, zajmuje niezłe stanowisko w firmie, pracuje pod presją czasu. Postawiono mu ultimatum: albo prawo jazdy, albo zwolnienie z pracy. A może, w najlepszym przypadku, niżej płatne i mniej prestiżowe stanowisko pracy? Mężczyzna ma 35 lat i motoryzacja niespecjalnie go interesuje. Na samą myśl o zapisaniu się na kurs na prawo jazdy odczuwa mdłości.

Prymuska i strachliwa nastolatka

Kolejna bohaterka moich artykułów to studentka politechniki. Czuje wewnętrznie, że dokument prawa jazdy po skończonych studiach inżynieryjnych będzie dodatkowym atutem podczas aplikowania na lepsze stanowisko pracy. Może dzięki temu dostanie się na lepszy staż zawodowy? Jest bystra i zmotywowana, żeby zdać egzamin za pierwszym podejściem. Bardzo chce nauczyć się dobrze jeździć.

Została nam jeszcze osiemnastolatka. Trochę na siłę zmuszona do odbycia kursu na prawo jazdy. Boi się, że sobie nie poradzi, popsuje auto instruktora. Mało tego. Obawia się, że instruktor będzie na nią wrzeszczał albo co gorsza – molestował. Takich historii nasłuchała się od koleżanek. Szuka towarzystwa, żeby nie iść na kurs sama. Postanawia jednak w końcu, że zrobi to sama, znajdzie odpowiednią dla siebie szkołę jazdy.

 Kurs w szczegółach

Czworo naszych bohaterów będzie w kolejnych artykułach opowiadało o swoich przygodach związanych z nauką jazdy. Zdradzą, w jaki sposób szukali szkoły jazdy, na co zwracali uwagę, co przykuło ich uwagę. Wyjawią, jak wyglądały zajęcia teoretyczne, czy były ciekawe, czy się w ogóle odbywały… Poznamy także ich zmagania podczas praktycznej części kursu. Wszyscy przedstawią drogę, przez którą przechodzili, żeby uzyskać prawo jazdy. W kolejnych numerach „Szkoły Jazdy” będziemy świadkami ich postępów. Wszystkiego dowiecie się, szanowni Czytelnicy, z tej prasowej telenoweli. Może da nam to coś do myślenia, czegoś nauczy?

Kursant to nie dojna krowa!

Mam wrażenie, że często jesteśmy tak skupieni na zarabianiu pieniędzy, wiązaniu końca z końcem, że umyka nam czynnik ludzki. Traktujemy kursantów jak kolejny numer w książce osób szkolonych. A to przecież ludzie pełni swoich pasji oraz obaw, złych i dobrych emocji! Jedni wybierają szkołę jazdy nieświadomie, na chybił trafił, inni analizują oraz podejmują głęboko przemyślane decyzje. Kursant to nie jest dojna krowa!

Mam nadzieję, że nowy cykl, który rozpoczynamy na łamach miesięcznika „Szkoła Jazdy”, się spodoba. Może dzięki tym historiom staniemy się lepszymi właścicielami szkół jazdy, instruktorami? Może nawet zauważymy w kursancie człowieka, który chce się nauczyć jeździć, nie tylko zapłacić za kurs i parę lekcji uzupełniających i odejść w zapomnieniu. Na to liczę!

 

Marcin Zygmunt,

instruktor nauki i techniki jazdy,

specjalista ds. BHP

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Brak produktów w koszyku.