W ramach akcji „Stop agresji drogowej” każdy kierowca może przesłać policji film dokumentujący łamanie przepisów przez innych użytkowników ruchu. Zainteresowanie jest ogromne. Co miesiąc w całej Polsce do komend trafia ponad tysiąc nagrań.

Pomysł narodził się w Komendzie Głównej Policji w Warszawie w 2013 roku. Poleciła ona komendom wojewódzkim, żeby założyły skrzynkę e-mailową i zachęcały kierowców do przysyłania filmów, przedstawiających agresywne zachowania na drodze lub rażące wykroczenia. Okazuje się, że pomysł się przyjął. Na e-maile wydziałów ruchu drogowego przychodzi miesięcznie po kilkadziesiąt, a nawet kilkaset filmów.


Pierwsze były Katowice


Jako pierwsza akcję zaczęła śląska komenda wojewódzka w grudniu 2013 roku. Filmy zaczęły spływać błyskawicznie. W 2014 roku przyszło ich około 800. Przez pierwsze półtora miesiąca tego roku nadesłano do katowickiego wydziału ruchu drogowego 90 nagrań.


- Większość filmów, wbrew nazwie, nie dotyczy stricte agresywnych zachowań kierowców, raczej łamania przepisów - mówi Mirosław Dybich z Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach. - Od parkowania na zieleńcu przez ignorowanie sygnalizacji świetlnej po wyprzedzanie na podwójnej ciągłej czy „na trzeciego”.


Jak mówi Dybich, zdarzają się też nagrania sytuacji ekstremalnych.


- W zeszłym roku dostaliśmy nagranie z autostrady A4, pokazujące, jak kierowca bmw jedzie po autostradzie lewym pasem za samochodem wyprzedzającym rząd tirów - opowiada. - Mruga światłami, dając znaki, żeby zjechał. Kierowca, który wyprzedzał prawidłowo, nie miał możliwości wjechania między tiry, więc gdy wyprzedził ostatniego, zjechał na prawy pas, dając bmw możliwość dalszej jazdy. Co zrobił kierowca bmw? Wyprzedził go, zajechał mu drogę i się zatrzymał. Po prostu stanął na autostradzie. Doprowadził tym samym do zderzenia dwóch tirów i osobówki. Sprawę przekazaliśmy do komendy w Gliwicach zgodnie z właściwością miejscową.


Wideorejestrator dla własnego bezpieczeństwa


Pomysł montowania kamer w prywatnych samochodach przyszedł do nas z Rosji. Na popularnych serwisach można zobaczyć tysiące filmów dokumentujących niewłaściwe zachowania kierowców. Jedne są kręcone przez kierujących, którzy są tego świadkami, inne przez samych bohaterów, chcących się swoimi drogowymi wyczynami popisać przed internautami.


- Koszt podstawowego wideorejestratora to około 200 zł - mówi Janusz Nowobilski z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie, gdzie akcja „Stop agresji na drodze” trwa od września zeszłego roku. - Zamontowanie takiego urządzenia pozwala nie tylko dokumentować wykroczenia, które popełniają inni kierowcy. Zazwyczaj ludzie montują je dla własnego bezpieczeństwa, bo często nagranie pozwala np. dużo szybciej rozwiązać spór o to, czyją winą była kolizja, jeżeli strony się nie zgadzają. To także nam ułatwia pracę.


Do krakowskiej komendy wojewódzkiej od początku roku trafiło około 200 nagrań. Wśród nich nielegalne wyścigi na autostradzie, kierowcy pokonujący ulice miasta z prędkością, która przekracza dozwoloną o 100 km/h, piraci drogowi przejeżdżający na czerwonym świetle czy wymuszający pierwszeństwo.


- Mieliśmy takie nagranie, które nas przeraziło - w Modlinicy rozpędzony kierowca volkswagena tourana przejechał przez przejście dla pieszych na czerwonym świetle, o mały włos nie wjeżdżając w dwoje pieszych - mówi Nowobilski. - Ale takich filmów jest więcej.


Nagranie trafia do skrzynki. Co dalej?


Policja w walce z piratami drogowymi liczy na filmy innych kierowców, ale też sama szuka nagrań. Na przykład na popularnym serwisie YouTube. Co dalej dzieje się z nagraniami?


- Analizujemy, gdzie i kiedy został zrobiony film - wyjaśnia Nowobilski. - Zazwyczaj kierowcy piszą to w e-mailach, jest też data na nagraniu. Jeżeli widać tablice rejestracyjne osoby popełniającej wykroczenie, to sprawa jest prosta. My filmy zbieramy i rozsyłamy do właściwych komend powiatowych, na których terenie doszło do zdarzenia. One wzywają kierowcę do siebie. I ten albo wskazuje osobę, która danego dnia kierowała i dopuściła się wykroczenia, albo zostaje ukarany jako właściciel. Wniosek o ukaranie jest zazwyczaj kierowany do sądu.


Wysyła, bo jest przerażony


Dotarliśmy do internauty z Poznania, który do tamtejszej komendy wysłał już sześć filmów.


- Posiadam wideorejestrator, bo mam firmowy samochód i zależy mi na tym, żeby w razie ewentualnych kolizji szybko wyjaśnić sprawę - mówi Andrus (to nick, nie chce podać nazwiska). - Ale jak widzę, co dzieje się na drogach, to jestem przerażony. I mnie się zdarza złamać przepisy, przekroczyć prędkość. Ale nie o 200 proc. Ludzie potrafią pędzić 160 km/h przez centrum Poznania. I jeszcze do tego trąbić i zajeżdżać drogę innym. Jazda na czerwonym świetle to u nas norma. Mam nadzieję, że udało się ukarać tych kierowców, których nagrałem.


Każdy może wysłać nagranie. Jak to zrobić?


Wystarczy wejść na stronę komendy wojewódzkiej właściwej dla terenu, na którym mieszkamy. Każda z nich ma zakładkę „Stop agresji drogowej”. Tam jest podany adres i opis, w jaki sposób najlepiej dostarczyć film. Policja zapewnia anonimowość.


Anna Łukaszuk

felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0