Prezydent na gigancie. Wywiad z Aleksandrem Kwaśniewskim

Data publikacji: 29.11.2017

– Fanami samochodów byli prezydenci Ukrainy. Wiktor Juszczenko lubił przewieźć swoich gości, siadając za kierownicą, Wiktor Janukowicz kochał mówić o autach. Premier Francji Francois Fillon był niemal zawodowym kierowcą wyścigowym, dla relaksu jeździł na torze. Problem wszystkich liderów był ten sam – nie mogli prowadzić samochodu poza krótkimi i niegroźnymi wyskokami – wspomina w rozmowie ze „Szkołą Jazdy” prezydent Aleksander Kwaśniewski.

Jakub Ziębka: Jerzy Dziewulski, antyterrorysta, były poseł i miłośnik samochodów, powiedział kiedyś, że podczas pełnienia funkcji prezydenta, a nawet jeszcze wcześniej, już w kampanii wyborczej, zakazano panu prowadzenia samochodu. Czy trudno było się do tego przystosować? Bo ponoć lubi pan prowadzić auto…

Aleksander Kwaśniewski: Bardzo lubiłem prowadzić samochód. Tak bardzo, że tata, widząc mój zapał i miłość do jego nowiutkiego fiata 126p, postanowił zapisać mnie na kurs prawa jazdy jeszcze zanim ukończyłem 16 lat. Tak więc na 16. urodziny miałem już ten upragniony dokument i zacząłem swoją samochodową przygodę. Pod koniec studiów miałem wreszcie swojego groszkowego fiata 126p, numer rejestracyjny GDR27-54 – pamiętam do dziś. Potem jazda samochodem była codziennością. W 1991 i 1993 roku za kierownicą lancii thema przejechałem całą Polskę w trakcie kampanii do Sejmu. To było wspaniałe przeżycie.

Kiedy zacząłem w 1995 roku kampanię prezydencką, zmieniło się to na długie lata. Przeżyłem to boleśnie, ale zaakceptowałem. Tak było rozsądniej i bezpieczniej. Zakaz złamałem kilka razy podczas wakacji w Juracie. Wtedy mój dobry przyjaciel, nieżyjący już Enrico Pavoni, szef Fiata na Polskę, użyczał mi samochód, głównie typu kabriolet, żebym sobie choć trochę pojeździł. Zabawnie to wyglądało. Zazwyczaj bardzo wcześnie rano, kiedy nie było tłoku na Półwyspie Helskim, ja w odkrytym samochodzie, za mną czarna limuzyna BOR-u. Czasami mieli kłopot, żeby nadążyć, szczególnie w tym roku, jak Enrico zaprezentował najnowsze maserati. Co za maszyna! Ponad 500 koni mechanicznych! Bajka! Ale było to wszystko bardzo, bardzo rzadko!

Jak ze swojego doświadczenia ocenia pan umiejętności kierowców, którzy wożą najważniejsze osoby w państwie?

Moi kierowcy zawsze byli znakomici, wyszkoleni, profesjonalni, odpowiedzialni i – co bardzo ważne w codziennym obcowaniu – kulturalni. Prowadzili i prowadzą pewnie, bez brawury i dają mi pewność, także w złych warunkach drogowych, pogodowych. Krótko mówiąc: klasa. Przez dziesięć lat prezydentury i już blisko dwanaście po jej zakończeniu nie miałem żadnych wypadków. I co pan na to?

Mogę tylko takich kierowców pozazdrościć. Chciałbym teraz zapytać o samochody, którymi miał pan okazję jeździć podczas pełnienia swoich prezydenckich obowiązków.

Było ich wiele. BOR dysponował najpierw opancerzonym mercedesem, a potem bmw. Dziś używam na zmianę bmw i audi. W czasie wyjazdów zagranicznych było wszystko – rolls-royce, bentley, maybach, lincoln, luksusowe citroeny, peugeot, chryslery, toyoty, lexusy i wszystkie typy mercedesa, bmw. W krajach, które produkują własne dobre samochody, zasada jest taka, że oficjalne rządowe kolumny złożone są z pojazdów tam produkowanych. Taka rozsądna reklama!

Kogo ze znanych sobie polityków, premierów, prezydentów, koronowanych głów, określiłby pan mianem największego motoryzacyjnego eksperta? Czy motoryzacja była czasami tematem nieformalnych rozmów na najwyższym szczeblu?

Motoryzacja jest często tematem rozmów między liderami. Nie rozmawia się tylko o tym, kto czym jeździ. Temat pojawia się w kontekście gospodarki, gospodarki, kwestii inwestycyjnych czy badań rozwojowych. Fanami samochodów byli prezydenci Ukrainy. Wiktor Juszczenko (ekonomista, polityk, w latach 1993–1999 prezes Narodowego Banku Ukrainy, w latach 1999–2001 premier Ukrainy, w latach 2005–2010 prezydent tego kraju – przyp. red.) lubił przewieźć swoich gości, siadając za kierownicą, Wiktor Janukowicz (premier Ukrainy w latach 2002–2005 i 2006–2007, w latach 2003–2010 przywódca Partii Regionów, od 2010 do 2014 roku jej przewodniczący honorowy, w latach 2010–2014 prezydent Ukrainy – przyp. red.) kochał mówić o samochodach. Premier Francji Francois Fillon (polityk i prawnik, minister w kilku rządach, wieloletni parlamentarzysta, jeden z liderów Unii na rzecz Ruchu Ludowego i następnie Republikanów, od 2007 do 2012 premier Francji w trzech kolejnych gabinetach – przyp. red.) był niemal zawodowym kierowcą wyścigowym, dla relaksu jeździł na torze. Kanclerz Gerhard Schröder (w latach 1990–1998 premier Dolnej Saksonii, w latach 1998–2005 kanclerz Republiki Federalnej Niemiec – przyp. red.), jeszcze przed objęciem swojej funkcji w Berlinie, był członkiem rady nadzorczej, bodajże, Audi. Problem wszystkich liderów był ten sam – nie mogli prowadzić samochodu poza takimi krótkimi i niegroźnymi wyskokami.

Czy teraz zdarza się panu jeszcze czasami prowadzić auto?

W Polsce nie prowadzę samochodu. Mam służbowe auto i wybitnych kierowców. Za granicą, szczególnie teraz, kiedy odebrano nam poza Polską ochronę, nie ma wyjścia, prowadzę i znowu bardzo mi się to spodobało.

Czy jest jakieś auto, które wspomina pan ze szczególnym sentymentem? Może jest to fiat 125p, przekazany Muzeum Motoryzacji i Techniki w Otrębusach?

Nasz rodzinny fiat, którym zacząłem prawdziwe jeżdżenie, jest w Otrębusach, ale najwięcej wspomnień i sentymentu mam do pierwszego swojego samochodu – groszkowego malucha. Ile myśmy razem przeżyli! Jaki był pakowny – nie do uwierzenia. Wyjazd z żoną, małą córką, wszystkimi niezbędnymi rzeczami nad morze był wyzwaniem, ale zawsze się udawało.

Wspominał już pan o zdobyciu upragnionego dokumentu, czyli prawa jazdy. A czy pamięta pan jakieś szczegóły dotyczące kursu i egzaminu?

Kurs odbyłem w rodzinnym Białogardzie, na nysce. Egzamin zdałem za pierwszym razem, ale był trudny. Nyska nie jest łatwym samochodem do manewrowania, tylko dużym – furgonetką, bez jakiegokolwiek wspomagania. Lubiła się „zadławić”. Inne czasy, nie do porównania, dzisiejsze samochody to rozkosz!

 

Aleksander Kwaśniewski – prezydent Rzeczypospolitej Polskiej. Funkcję głowy państwa pełnił od 1995 do 2005 roku. Współtworzył projekt Konstytucji III Rzeczypospolitej Polskiej, którą podpisał w 1997 roku. Przewodniczył polskiej delegacji na szczytach w Madrycie (1997) i Waszyngtonie (1999). Podpisał dokumenty ratyfikujące polskie członkostwo w NATO.

Zwolennik przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Inicjator i aktywny uczestnik kampanii proeuropejskiej, poprzedzającej ogólnokrajowe referendum, w którym 77 proc. głosujących Polaków opowiedziało się za przystąpieniem Polski do UE.

aaa

« powrót

Wasze komentarze (4)

Dodaj komentarz
27280Dodany przez QSQ (29.11.2017, 2:40 PM)

Na gigancie, czyli na kacu tytuł zacny.

27292Dodany przez sceptyk (29.11.2017, 6:31 PM)

nie, to nie znaczy że na kacu.

27295Dodany przez QSQ (29.11.2017, 6:46 PM)

w MOICH stronach mówi się kac gigant, lub zamiennie, ale jestem na gigancie, oczywiście przyznam rację, że oznacza to również ucieczkę.

27303Dodany przez sceptyk (29.11.2017, 8:41 PM)

Biorąc pod uwagę treść artykułu oznacza to tylko i wyłącznie ucieczkę. No może niektórym nazwisko Kwaśniewski kojarzyć się będzie tylko z alkoholem czyli też z kacem ale w mojej ocenie jest to jeden z lepszych prezydentów jaki się Polsce przytrafił. No ale to moje odczucie po przeżyciu kilkudziesięciu lat w tym kraju.