Auta na minuty. Czy carsharing się opłaca?

Data publikacji: 10.11.2017

Niecałe dwa lata temu pisaliśmy o cieszących się dużą popularnością na zachodzie Europy bezobsługowych wypożyczalniach samochodów na minuty. Zainteresowany nimi musi jedynie posiadać smartfon z zainstalowaną aplikacją i kartę płatniczą, z której zostaną automatycznie pobrane środki za korzystanie z pojazdu.

Okazuje się, że rynek nie znosi próżni, a tego typu rozwiązania dotarły nad Wisłę. Carsharing, bo właśnie tym słowem opisuje się ogólnodostępne pojazdy, cieszy się coraz większym zrozumieniem i zainteresowaniem Polaków. Na razie tego typu usługami mogą cieszyć się przede wszystkim mieszkańcy Warszawy.

Każdy operator przyjął inną strategię. Panek postawił na techniczne innowacje – w skład jego floty wchodzi 300 hybrydowych toyot yaris. Z kolei 4Mobility, stworzone we współpracy z koncernem BMW, na auta z wyższej półki – mini one i clubman oraz BMW serii 1 i 3. W ramach drive omni, czyli carsharingu wspieranego przez Skodę, kierowcy mogą natomiast zapoznać się niemal z pełnym portfolio czeskiej marki – citigo, fabią, rapidem spaceback, octavią oraz kodiaqiem. Traficar, działający w Warszawie i Krakowie, oferuje renault clio i ople corsa. Na terenie Trójmiasta Energa uruchomiła wypożyczalnię aut elektrycznych, na razie dostępną jedynie dla pracowników kompleksu biurowego Olivia Business Centre, mieszczącego około 200 firm zatrudniających ponad pięć tysięcy osób. Do ich dyspozycji oddano volkswageny e-up! i e-golf, renault zoe oraz nissana leaf. Ceny? Od 27 zł za godzinę do 256 zł za weekend, przy czym ładowanie pojazdów w stacjach Energa jest bezpłatne.

W firmie Panek za minutę korzystania z pojazdu płaci się 50 gr. Tyle samo kosztuje każdy kilometr. Traficar ustalił stawkę na poziomie 80 gr/km + 50 gr/min. W obu przypadkach można przerwać jazdę, ale nie zwalniać samochodu – np. by udać się do sklepu. Minuta postoju kosztuje 10 gr. To 6 zł/h, co jest uczciwą stawką, biorąc pod uwagę, że nie trzeba uiszczać opłaty za parkowanie, a w Warszawie korzystanie ze strefy płatnego parkowania kosztuje 3 zł/h. Za jazdę skodami trzeba zapłacić 25–65 gr/min + 65 gr – 1,20 zł/km w zależności od klasy auta. Najbardziej ekskluzywne 4Mobility ceni swoje auta na 55–75 gr/min + 80–90 gr/km. Dostępne są też pakiety minut i kilometrów. Panek za dobę korzystania z yarisa policzy sobie 120 zł + 50 gr/km. W 4Mobility mini na 24 godziny kosztuje 159 zł + 80 gr/km. Za tyle samo Skoda oferuje rapida, przy czym w cenie 159 zł zawarte jest już 200 km podróży. Za każdy kolejny trzeba dopłacić 55 gr.

Dostępne są też elektryczne skutery. Oferuje je blinkee (Warszawa i Poznań) oraz Jeden Ślad (Warszawa). I chociaż są to motorowery, okazują się najlepsze ze względu na korki. W ruchu miejskim skutery docierają co celu nawet o 40 proc. szybciej od samochodów i 70 proc. sprawniej od komunikacji zbiorowej,  w której cenne minuty traci się w oczekiwaniu na ewentualne przesiadki. Jeden Ślad opiera swoje usługi na miesięcznych abonamentach (39–349 zł) oraz czas jazdy – 10–20 gr/min. Dostępne jest też rozwiązanie prepaid, oparte wyłącznie na czasie jazdy (69 gr/min). Blinkee oferuje natomiast taryfę minutową (69 gr) i dniową (69 zł), przy czym licznik kosztów zatrzymuje się po 100 minutach. W planie są też preferencyjne pakiety dla stałych użytkowników.

Czy carsharing się opłaca? Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Mieszkaniec aglomeracji, który okazjonalnie korzysta z auta, np. dwa–trzy razy w tygodniu, i pokonuje niewielkie odległości, będzie mógł sporo zaoszczędzić, korzystając z carsharingu. W szczególności gdy wybór dotyczy nowego samochodu i pojazdu pożyczanego na minuty. Przyjmując, że dobrze wyposażone auto segmentu B kosztuje 60 tys. zł, a po trzech latach eksploatacji straci 40 proc. wartości, mamy do dyspozycji 24 tys. zł. To jednak wciąż kwota, która nie zawiera kosztów serwisowania, ubezpieczenia czy paliwa. Dodając je, uzyskamy 35 tys. zł lub więcej. Za tyle fabię z carsharingu możemy mieć przez 250 dni z pakietem wliczonych 50 tys. km. A to skrajny i uproszczony scenariusz, w którym nie uwzględniamy korzystania z auta na minuty, tylko dobowy wynajem. Potencjalny użytkownik carsharingu powinien więc na spokojnie wszystko przeliczyć i samodzielnie odpowiedzieć sobie na pytanie, które rozwiązanie będzie miało ekonomiczne uzasadnienie.

Przed przystąpieniem do carsharingu warto też dokładnie przestudiować umowy, by być świadomym swoich praw i obowiązków. Oczywiście najważniejsze z punktu widzenia kierującego są kwestie opłat za korzystanie ze stref parkowania oraz sposób odbierania i oddawania pojazdu. Usługa drive omni ma wydzielone strefy odbierania i zdawania aut. 4Mobility również postawiło na bazy, ale umożliwiło także pozostawienie auta w dowolnym punkcie śródmieścia Warszawy. Traficara można zaparkować niemal w dowolnym miejscu stolicy oraz na wyznaczonych parkingach na wybranych stacjach Orlen. Auta firmy Panek można pozostawić w strefie obejmującej większą część Warszawy.

Istotne są także koszty likwidacji skutków kolizji spowodowanych przez użytkownika aut na minuty. Korzystając z usług firmy Panek trzeba liczyć się z udziałem własnym w szkodzie, sięgającym 4000 zł. 4Mobility, mimo włączenia do floty droższych pojazdów, obciąży kierowcę najwyżej do 1000 zł. Blinkee – do 500 zł. Traficar i drive omni nie przewidują wkładu własnego. Jeden Ślad obciąży natomiast kierującego opłatami za części do naprawy według cennika ich producenta. W przypadku poważniejszego „dzwonu” rachunek może być więc słony. Na razie doświadczenia operatorów są pozytywne. Od chwili uruchomienia usługi w Warszawie blinkee nie stwierdziło przypadków nieszanowania pojazdów, stłuczek czy wypadków. Oczywiście w każdym przypadku kierowca odpowiada za szkody, które nie są objęte ubezpieczeniem, czyli np. jazdę pod wpływem środków odurzających, celowe spowodowanie kolizji, rażące naruszenie przepisów, ucieczkę z miejsca zdarzenia, niezgłoszenie szkody w terminie itd.

Szacunki mówią, że jeden współdzielony samochód zastępuje 10–12 pojazdów prywatnych i uwalnia od 80 do 160 m2 miejsc parkingowych w centrum miasta. Oprócz tego współdzielenie samochodów może również poprawić jakość powietrza w aglomeracjach – dzięki redukcji liczby prywatnych aut na ulicach emitowane jest od 7,6 proc. do 36 proc. mniej zanieczyszczeń. Co istotne, pojazdy mogą być użytkowane przez osoby prywatne, jak również firmy. W rezultacie w Europie z usług carsharingu korzysta już ponad 2,1 mln osób. Do 2020 roku liczba użytkowników może wzrosnąć nawet do 15 milionów.

Łukasz Szewczyk

aaa

« powrót

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz