Kto jest winny – drogi czy kierowcy?

Data publikacji: 09.11.2017

Polska ma jedne z najgorszych w Europie statystyki wypadkowości. Media i kierowcy nierzadko przekonują, że to wina infrastruktury. Podnoszony jest argument, że to wciąż przeciętna liczba dróg ekspresowych i autostrad sprzyja najcięższym w skutkach wypadkom czołowym i bocznym oraz potrąceniom pieszych i rowerzystów.

Tymczasem z najnowszego raportu Najwyższej Izby Kontroli wynika, że w Polsce z największą liczbą ofiar na 100 wypadków mamy do czynienia w zdarzeniach na drogach budowanych z myślą o jeździe z podwyższonymi prędkościami.

Braki, które mogą mieć skutki śmiertelne

Wypadki na autostradach i drogach ekspresowych niejednokrotnie mają charakter katastrof w ruchu lądowym, w którym uczestniczy wiele osób i pojazdów, a skutkiem są liczne ofiary i zniszczenia. Konieczne jest więc posiadanie sprawnie funkcjonującego systemu ratowniczego, będącego warunkiem koniecznym do udzielenia niezbędnej pomocy ofiarom wypadków drogowych oraz osobom dotkniętym skutkami tych wypadków – podkreśla NIK.

Procedury dotyczące zasad i organizacji działań ratowniczych są zasadniczo spójne i pozwalają na sprawne prowadzenie akcji. Działania ratownicze, w tym na autostradach i drogach ekspresowych, prowadziły jednostki krajowego systemu ratowniczo-gaśniczego (m.in. straż pożarna) oraz zespoły ratownictwa medycznego (w tym także lotniczego), wspierane przez policję i zarządców dróg – czytamy w raporcie. NIK zwraca uwagę, że połowa sieci autostradowej zarządzanej przez GDDKiA nie miała jednak opracowanych i wdrożonych planów działań ratowniczych. Opóźnienia w tym zakresie wynosiły często wiele lat w stosunku do terminu oddania drogi do użytkowania. Nie są to uchybienia o charakterze formalnym, tylko braki, które mogą opóźnić udzielenie pomocy ofiarom poważniejszych wypadków lub katastrof, a co za tym idzie – zwiększyć liczbę ofiar.

We wszystkich kontrolowanych jednostkach Państwowej Straży Pożarnej zostały sporządzone plany ratownicze, zawierające m.in. zbiór zasad i procedur organizacji działań ratowniczych na drogach. NIK pozytywnie ocenił także przygotowanie planów działania Państwowego Ratownictwa Medycznego dla poszczególnych województw. W raporcie podkreśla się, że w Polsce nie stworzono ogólnokrajowego, jednolitego systemu wymiany informacji i koordynacji działań służb biorących udział w akcjach ratowniczych na autostradach. Rozwiązania funkcjonujące na poziomie lokalnym dotychczas spełniają swoją rolę, jednak mogą się okazać niewystarczające w przypadku zdarzeń, do których konieczne jest lub będzie zaangażowanie znacznych sił i środków.

Wysokie mandaty? Nie w Polsce

Według danych Komendy Głównej Policji w 2016 roku na wszystkich drogach publicznych w Polsce miały miejsce 33.664 wypadki, w których zginęło 3026 osób, a 40.766 zostało rannych. W porównaniu do 2015 roku zwiększyły się: liczba wypadków o 1,8 proc (594), śmiertelnych ofiar wypadków o 2,7 proc. (80 osób) i rannych o 2,1 proc. (829 osób). Aż o 12 proc. wzrosła liczba kolizji drogowych – odnotowano ich blisko 407 tys. w 2016 roku. Tym samym Polska należy do krajów Unii Europejskiej, w których poziom bezpieczeństwa w ruchu drogowym należy do najniższych. W przeliczeniu na milion mieszkańców śmierć w wypadkach drogowych ponosi 79 osób. Średnia dla UE to 50, dla Litwy – 65, Czech – 59, a Słowacji – 50. Można by dyskutować, czy w wymienionych krajach drogi są lepsze. Jedno jest natomiast pewne. We wszystkich zmotoryzowani stojący na bakier z przepisami liczyć się z wysokimi mandatami. W Czechach zbyt szybka jazda może uszczuplić stan konta o równowartość przeszło 1600 zł, na Litwie przekroczenie prędkości może kosztować nawet 700 euro, a na Słowacji – 800 euro. W Polsce zmotoryzowani mogą obawiać się najwyżej 500 zł mandatu, a w szczególnych przypadkach skierowania sprawy na drogę sądową. O otrzymanie mandatu na autostradzie bądź drodze ekspresowej jest jednak dosyć trudno i nie wynika to bynajmniej z pobłażliwości funkcjonariuszy. NIK zwrócił uwagę na niską aktywność policji na tego typu drogach, która – jak czytamy w raporcie – po części jest skutkiem przyjętego przez komendanta głównego policji podejścia. Komisariaty autostradowe, znajdujące się przy autostradach, działają jedynie w dwóch województwach – śląskim i małopolskim (dodatkowo w Gorzowie Wielkopolskim przy autostradzie zlokalizowana jest sekcja zabezpieczenia autostrady). W pozostałych województwach zadania te wykonują komendy powiatowe i miejskie policji. Kwestia ta będzie przedmiotem dalszego zainteresowania NIK.

Zaskakująca różnica

Statystyki opublikowane przez NIK stały się tematem ożywionych dyskusji. Nie brakuje opinii, że na autostradach i ekspresówkach ginie więcej ludzi, bo jeździ się po nich szybciej, więc siłą rzeczy wypadki są poważniejsze w skutkach. Nie można jednak zapominać, że w Polsce zdecydowana większość ruchu odbywa się na drogach niższych kategorii z nieoświetlonymi poboczami czy odcinkami tranzytowymi na terenach miast i wsi, gdzie łatwo o poważny wypadek. NIK oszacował, że w przeliczeniu na 1000 km długości w 2016 roku liczba ofiar na autostradach i drogach ekspresowych była pięciokrotnie wyższa niż ogólnie na drogach publicznych. Tak duża różnica jest zaskakująca nawet przy uwzględnieniu dysproporcji w długości dróg i autostrad. Znamienny jest też fakt, że liczba ofiar na autostradach i drogach ekspresowych nie spada – co byłoby zrozumiałe w miarę ich wydłużania, uczenia się przez kierowców korzystania z tego typu tras, poprawiania infrastruktury czy coraz nowocześniejszych pojazdów. Tymczasem w latach 2012–2016 liczba ofiar śmiertelnych wzrosła z 33,1 do 36,0 na 1000 km. Na drogach publicznych spadła natomiast z 8,7 do 7,2.

Mizerny poziom wyszkolenia

Dlaczego jest tak, a nie inaczej? Winy nie ponoszą drogi czy samochody, a kierowcy, którzy wprawiają pojazdy w ruch i popełniają różnego rodzaju błędy, jak niedostosowanie prędkości do warunków panujących na drodze, niezachowanie właściwej odległości od poprzedzającego pojazdu czy uporczywa jazda lewym pasem, a także nieokazywanie kultury czy uprzejmości. Głównym źródłem problemów wydaje się mizerny poziom wyszkolenia. Mało kto zdaje sobie sprawę, jak niewiele oszczędza, jadąc 160 km/h zamiast 140 km/h na dystansie 100 km czy ile powinien wynosić bezpieczny odstęp. Polskie systemy szkolenia i późniejszego dyscyplinowania kierowców powinny zostać możliwie szybko udoskonalone i uszczelnione. Obecnie mamy do czynienia z paradoksem. Prawdopodobieństwo utraty życia jest największe na najnowocześniejszych drogach z najlepszą infrastrukturą.

Łukasz Szewczyk

aaa

« powrót

Wasze komentarze (8)

Dodaj komentarz
26415Dodany przez W Sz. (9.11.2017, 1:20 PM)

Z raportu Najwyższej Izby Kontroli wynika, że w Polsce z największą liczbą ofiar na 100 wypadków mamy do czynienia w zdarzeniach na drogach o podwyższonych i prędkościach.To smutna prawda! Chyba już najwyższy czas aby zmienić program szkolenia i egzaminowania tak żeby jazda autostradą i drogą ekspresową stała się priorytetem naszego szkolenia i egzaminowania w szczególności dla kandydatów ubiegających się o kategorię A i B. ps Truizmem było by przypomnienie,że dla kategorii C i D oczywiście z E powinna to być podstawa !

26493Dodany przez Filip Grega (10.11.2017, 8:07 PM)

Panie Wojciechu - o ile ma Pan w tym przypadku absolutną rację w kontekście szkolenia i egzaminowania to zrobiłbym od posługiwania się tym wskaźnikiem wypadków. To badanie jest pozbawione cech naukowych (niestety - wszak to badanie NIK). Trudno zestawiać skutki wypadków na obszarach o podwyższonej prędkość i z wypadkami w miejscach gdzie prędkość i a zatem i skutki zdarzeń nie powodują takich obrażeń. Nie można mówić, że tam jest ich więcej niż w miastach bo nie został przebadane najpierw stosunek ilości przejazdów (np.przebytych przez kierujących km) na poszczególnych rodzajch drog w omresie badawczym. To tylko dywagacje.

26565Dodany przez W Sz. (13.11.2017, 1:27 PM)

Panie Filipie pozdrawiam i zgadzam się z Pana uwagami i innych komentatorów ,że wyniki badań należy przyjmować z dużą rezerwą. Znamy jednak warunki ubiegania się o prawo jazdy w krajach z wiele lepszymi wskażnikami bezpieczeństwa.Odkładanie koniecznych zmian ad alendas grekas i przysłowiowe chowanie głowy w piasek jest tylko bez sensowną stratą czasu.

26428Dodany przez L (9.11.2017, 6:49 PM)

I tu się z Panem zgadzam dojeżdżam z kursantami do WORD-u prawie 80 km aby pojeździli po mieście , gdzie będą zdawali egzamin. I niech Pan mi wierzy jadąc po drodze kursanci muszą pokonać tą trasę aż sześc razy i na tej drodze nie widać L z miasta , gdzie jest WORD tylko z miast ościennych, które muszą dojechać.L miejscowe krążą tylko po mieście aby ciąć koszty. Ja w roku przejadę 60 tyś oni może 20 tyś.Ale co z tego jak ten kursant będzie zdawał egzamin po mieście , nie wyjeżdżając po za niego i ma większą szansę zdania egzaminu.

26436Dodany przez frog (9.11.2017, 10:34 PM)

U nas priorytetem jest plac manewrowy dla kat.B bo bez niego wg słów egzaminatrów nie sposób wsiąść z abiturentem do auta , bo strach. A tuż za naszą granicą w Czechach czy w Niemczech wsiadają i jezdzą i zyją. Czas zmienić program szkolenia bez placu za tą z relaną jazdą poza obszarem zabudowanym i to podczas szkolenia jak i egzaminu.

26442Dodany przez instruktor z Podkarpacia (9.11.2017, 11:59 PM)

Czytam te wypowiedzi i uważam, że wszystkie są trafne i profesjonalne. Niemniej jednak sądzę, iż nie ma tak na prawdę możliwości nauczyć kursanta(kę) prawidłowego manewru wyprzedzania. Otóż jadąc w obszarze zabudowanym, nie mogę kazać osobie uczącej się wyprzedzać kogoś jadącego przed nami z prędkością 50 km/h. Bo złamiemy przepisy. Identyczna sytuacja będzie poza terenem zabudowanym, gdzie większość kierowców jedzie 90 km/h, a nawet szybciej. Czasem trafi się jakiś traktor lub Komar, którego można wyprzedzić. W gruncie rzeczy osoba otrzymująca prawo jazdy, tak na prawdę sama uczy się tego niebezpiecznego manewru. Często siejąc postrach na drodze, doprowadzając wielu kierowców do palpitacji serca. Dopóki w Polsce nie powstanie gęsta sieć dróg szybkiego ruchu, nie nauczymy ludzi solidnie jeździć pompując ich tylko teorią.

26474Dodany przez milicjant (10.11.2017, 12:18 PM)

System egzaminowania jest dla zwiększania przychodów WORD i MORD. Jeśli egzaminator oblewa za wymuszenie bo kursant pojechał dlatego, że inny kierowca pokazał mu gestem ręki że go puszcza. To absurdalne. W(M)ORD to instytucje biznes'owo-emerytalne. Mundurowi emeryci mają "firmę" do zarabiania kasy i nikogo realnie nie obchodzi tzw BRD?

26528Dodany przez durex (11.11.2017, 11:14 PM)

!00% prawdy ale nikt otwarcie tego nie przyzna. Statystyki jasno % zdawalnośći np.na sławnym placyku. . . Gdyby go nie było część WORDów upadłaby. Tam się liczy kasa !