Nagrywasz? Możesz zostać ukarany!

Data publikacji: 12.07.2017

Coraz częściej w sieci można natknąć się na zdjęcia i filmy dokumentujące drogowe wykroczenia. Okazuje się, że konsekwencji prawnych może obawiać się osoba... publikująca tego typu materiały.

Sąd Rejonowy w Augustowie uznał, że osoba publikująca w serwisie społecznościowym Facebook posty pomawiające inną osobę o złe parkowanie mogła ją poniżyć w opinii publicznej.

Wyśmiewany i poniżany

O postach zamieszczonych pod koniec 2015 roku poszkodowany dowiedział się od kolegów z pracy, którzy na opublikowanym w Internecie zdjęciu rozpoznali po charakterystycznych cechach (m.in. uszkodzony zderzak i przyciemnione szyby) należący do niego samochód. Ponadto zdjęcie zostało wykonane w miejscu zamieszkania kierowcy. Zamieszczenie przez oskarżonego postów w serwisie społecznościowym Facebook na stronach grup otwartych doprowadziło do tego, że świadek był rozpoznawany jako osoba, której dotyczyły posty, doświadczył trąbienia, wyśmiewania, krzyków, że jest złym kierowcą, w związku z czym czuł się pomówiony i zagrożony. Aby uniknąć dalszych nieprzyjemności, sprzedał samochód po zaniżonej cenie, co udokumentował przed sądem umową kupna-sprzedaży. Świadkowie zeznali, że widzieli posty będące przedmiotem sprawy, czytali komentarze innych użytkowników portalu. W ich odczuciu posty ośmieszały pokrzywdzonego, przedstawiały go w niekorzystnym świetle jako kierowcę stwarzającego zagrożenie dla innych uczestników ruchu drogowego.

Sąd wstawił się za skarżącym

Wydając wyrok sąd przypomniał, że zgodnie z art. 212 § 1 kk kto pomawia inną osobę, grupę osób czy instytucję postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności. Wprawdzie oskarżony nie ujawnił pełnych danych osobowych pokrzywdzonego, ale sąd uznał, że podał wystarczające dane, aby niektórzy internauci byli w stanie rozpoznać, kogo dotyczą posty. Osoba, która zamieściła w sieci zdjęcia, została uznana za winną i skazana na karę sześciu miesięcy ograniczenia wolności poprzez wykonywanie nieodpłatnej pracy na cele społeczne w wymiarze 20 godzin w stosunku miesięcznym, zapłatę nawiązki w wysokości 1000 zł na rzecz pokrzywdzonego oraz pokrycia 1900 zł kosztów procesu. Wyrok jest nieprawomocny.

Wprawne oko internauty

Co zaskakujące, w uzasadnieniu wyroku sąd nie wspomniał, czy samochód faktycznie został niewłaściwie zaparkowany (co może wyjaśniać zachowania, jakich doświadczył poszkodowany). Pod znakiem zapytania stoją także szczegóły konfliktu. Być może w postach pojawiły się inwektywy albo sprawa jest następstwem dawnego zatargu. Świadkowie rozpoznali samochód pokrzywdzonego. Z drugiej strony konia z rzędem temu, kto bez spoglądania na tablice rejestracyjne nie rozpozna auta rodziny bądź bliskiego kolegi. Dla wprawnego oka cechą szczególną może być wiszący na lusterku odświeżacz powietrza, ramka pod tablicą rejestracyjną czy pokrowce na zagłówkach. Pikanterii tej sprawie dodaje fakt, że wiodące regionalne serwisy internetowe od lat (więc prawdopodobnie również bez przykrych konsekwencji) publikują zdjęcia lub całe galerie nieprawidłowo zaparkowanych pojazdów pod tytułami „Autodranie”, „Łosie na drodze”, „Mistrzowie Parkowania” czy „Parkowanie na chama”. Nierzadko bez ukrywania tablic rejestracyjnych albo z dokładnymi informacjami o miejscu i czasie zdarzenia. Co więc faktycznie mogło być na rzeczy w Augustowie? Niestety, z wyroku o sygnaturze II K 502/16 tego się nie dowiemy.

Profil, czyli forma sprzeciwu

Facebookowe profile, prezentujące nieprawidłowo zaparkowane samochody, czy kanały na YouTube, które wyspecjalizowały się w tworzeniu kompilacji skrajnie nieodpowiedzialnych zachowań i wypadków (np. „Polskie Drogi”), można uznać za specyficzną formę sprzeciwu przeciwko sytuacji na krajowych drogach. Niestety, trzeba z przykrością stwierdzić, że mimo naszych aspiracji do zachodnich kręgów kulturowych głęboko tkwimy w poprzedniej epoce. I nie są w stanie zmienić tego ani nowoczesne samochody, ani marki premium. Parkowanie na trawnikach, chodnikach czy drogach pożarowych jest na porządku dziennym. Podobnie jak wymuszanie pierwszeństwa na pieszych albo wyprzedzanie rowerzystów i motocyklistów z minimalnym zapasem odległości. Zwrócenie uwagi nieraz kończy się wzruszeniem ramion albo komentarzami typu – „no i co się stało”, „inni też tak robią”, „to proszę wezwać policję” czy „żałuję, że pana nie zdjęłam”... W kwestii kultury jazdy oraz refleksji nad własnym postępowaniem daleko nam już do Czechów, Słowaków i Węgrów. Zmiana sytuacji nie będzie prosta. Niezbędne wydaje się podniesienie wysokości mandatów (obecnie należą do najniższych w UE), bezwzględne karanie wykroczeń, a przede wszystkim – praca u podstaw. Już na etapie szkolenia kierujący powinien zrozumieć, że raz jest kierowcą, raz pieszym, a raz rowerzystą, zaś samochód nie powoduje, że staje się ważniejszy od innych uczestników ruchu. Nierzadko odrobina życzliwości poparta uprzejmym gestem jest w stanie diametralnie zmienić sytuację.

Nagrywający musi się liczyć z konsekwencjami

Sankcje prawne za publikowanie zdjęć? Przed taką ewentualnością już w 2014 roku przestrzegał dr Wojciech Rafał Wiewiórowski, generalny inspektor ochrony danych osobowych. „Gorzej, jeżeli sami postanawiamy być szeryfami i umieszczamy np. w Internecie lub w inny sposób rozpropagowujemy zdjęcia czy filmy, które nagraliśmy. Wówczas musimy zdawać sobie sprawę z tego, że nawet jeśli robiliśmy je pierwotnie na prywatne potrzeby, a teraz zaczynamy je udostępniać, wpadamy nie tylko w reżim ustawy o ochronie danych osobowych, ale przede wszystkim w reżim kodeksu cywilnego. Osoba, która uzna, że poprzez taką publikację naruszone zostały jej dobra osobiste, może nas pozwać do sądu”. Z taką odpowiedzialnością musimy się liczyć także wtedy, gdy zamażemy tablice rejestracyjne. Najistotniejsze jest bowiem to, czy na podstawie nagrania jesteśmy w stanie zidentyfikować osobę, np. dlatego, że ma charakterystyczny samochód albo dlatego, że znajduje się on w konkretnym miejscu – wyjaśniał GIODO. Dodał, że autorzy programów prezentujących pracę drogówki są dobrze przygotowani na ewentualne problemy prawne, które mogliby napotkać, bo np. uzyskali zgodę na publikację nagrań od występujących na nich osób albo filmy są po prostu inscenizowane. Ci, którzy przygotowują takie programy, też zdają sobie sprawę, że mogą podlegać odpowiedzialności cywilnej. Czy faktycznie tak jest? W emitowanym przez TVN programie „Uwaga, pirat” kierowcy wielokrotnie sygnalizują, że nie wyrażają zgody na filmowanie, a jednak materiał trafia na antenę.

Łukasz Szewczyk

aaa

« powrót

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz