Model biznesowy

Data publikacji: 03.07.2017

Czym zazwyczaj kieruje się kursant przy wyborze szkoły jazdy? Mamy XXI wiek, więc wydawać by się mogło, że jest bardzo wymagający i skrupulatnie przystępuje do poszukiwań wymarzonego ośrodka. Ale jest inaczej. Ważne jest to, żeby było tanio i blisko. Ale na szczęście są od tej reguły wyjątki.

A co robią szkoły jazdy? Nastawiają się właśnie na takiego klienta. Oferują niskie ceny z bogatym pakietem usług. Chodzi mi o badania lekarskie, materiały do nauki, podwózkę na egzamin, wyrobienie profilu kandydata na kierowcę. Wystarczy, że klient zapłaci pierwszą ratę, w wysokości 100 zł, a pracownicy autoszkoły spełnią każde jego życzenie.

OSK świadczą usługi taksówkarskie

Kursant, który podczas wybierania szkoły jazdy kieruje się tylko ceną, bardzo często myśli, że wszystkie szkoły jazdy działają w ten sam sposób i oferują dokładnie to samo. Mają tylko różne nazwy i numery telefonów. Jaki sens ma więc jechanie na zajęcia do OSK przez pół miasta, skoro istnieją ośrodki, które zabiorą kursanta z dowolnie wybranego przez niego miejsca – spod szkoły, bloku, marketu, a następnie odwiozą go, np. do domu? Wychodzi to taniej niż zamówienie taksówki i jest wartość dodana – nauka jazdy!

Wydawać by się mogło, że w czasach, gdy wszystkie informacje można wyszukać w Internecie, klient będzie bardziej świadomy. Nic takiego nie ma miejsca. Bo przecież czasami wystarczy kilka minut surfowania, żeby zorientować się, że trafią do ośrodka działającego w sposób nierzetelny.

Uczmy, nie bawmy się w uczenie

Wystarczy przecież wpisać w najbardziej popularnej wyszukiwarce internetowej hasło „OSK”, dodając przy tym interesujące nas miasto, a już uzyskujemy sporą liczbę wyników. Warto przejrzeć oferty szkół i je porównać. Ale istnieją też ośrodki, których w Internecie nie ma albo prawie nie ma. Czasem zadaję sobie pytanie: jak one funkcjonują? Bo dane na ich stronach są nieaktualne albo w ogóle nie mają stron.

Mnie, z czego się cieszę, udało się chyba trafić do dosyć specyficznego (jak na dzisiejsze czasy) klienta. Jest bardzo wymagający, uważnie czyta to, co jest napisane na stronie internetowej. Wie, że cena kursu nie jest niska, oczywiście porównując ją do oferowanych przez inne ośrodki. Ma świadomość tego, że będzie musiał podpisać umowę, w której znajdą się zapisy o jego prawach i obowiązkach. Wie, że w mojej szkole jazdy profil kandydata na kierowcę musi sobie wyrobić sam. Nikt także nie pomoże mu dotrzeć do punktu, w którym rozpoczynamy zajęcia praktyczne. Zajmujemy się uczeniem, nie bawimy się w uczenie. To duża różnica.

Niełatwy, ale satysfakcjonujący model biznesowy

Oczywiście szkolę stosunkowo małą liczbę kursantów. Ale o 90 proc. z nich powiedziałbym, że są świadomymi klientami. Poza tym tak skalkulowałem cenę kursu, żeby móc utrzymać auta szkoleniowe, motocykle i instruktorów oraz siebie samego.

To nie jest mój autorski pomysł na biznes. Miałem szczęście rozpoczynać karierę instruktorską w poznańskiej szkole jazdy, która wyróżniała się spośród innych dobrymi relacjami z kursantami, nienagannym zarządzaniem. Gdy otwierałem swój biznes, postanowiłem iść tą samą drogą. Nastawiłem się na świadomego kursanta. Takiego, dla którego cena kursu nie jest najważniejsza. Oczywiście nie jest to łatwa ścieżka. Trochę to kosztuje, trzeba mieć fantastyczną kadrę instruktorów, bardzo zadbane pojazdy, muszę dbać o relacje z kursantami, pilnować jakości szkolenia i monitorować wszystko na bieżąco. W takim modelu prowadzenia biznesu nie ma miejsca na przypadek.

Wychowywanie kursanta

Cieszy to, że podobną ścieżką podąża coraz więcej poznańskich szkół jazdy. Stawia na jakość, nie na ilość. A inni, przy okazji wymiany pojazdów w WORD-zie, coś sobie chyba uświadomili. Przecież brak pieniędzy na nowy pojazd, ba, brak szans na kredyt, a nawet leasing, o czymś świadczy. Ale na razie część robi dobrą minę do złej gry.

Kursanta trzeba sobie wychować. Musimy mu uświadomić, że kurs prawa jazdy to nie zabawa, to poważna sprawa. To musi kosztować, bo szkoli go profesjonalista.

Marcin Zygmunt instruktor nauki jazdy, właściciel ośrodka szkolenia kierowców

aaa

« powrót

Wasze komentarze (2)

Dodaj komentarz
18869Dodany przez Filip Grega (3.07.2017, 11:18 AM)

I o to właśnie chodzi Marcinie! Odpowiedzialność za usługę i "produkt końcowy" .

18873Dodany przez NiedawnaKursantka (4.07.2017, 1:14 PM)

Moim priorytetem była dokładna, indywidualna nauka. Miała być mała szkoła, mająca przyzwoitą opinię, szczególnie gdy chodzi o kulturę osobistą instruktora. Dojazd do OSK miał być prosty - własnym rowerem przy każdej pogodzie i kondycji. Z daleka trzymałam się od jakichś superszkół i ich reklam, zresztą zawsze byłam fanką małych firm. Trafiłam bardzo dobrze. Zdałam. Dalej mam kontakt z Instruktorem, pomógł mi ostatnio radą po awarii mojego auta.