Kształćmy świadomych motocyklistów!

Data publikacji: 23.05.2017

My, motocyklowi instruktorzy, musimy stawiać na jakość szkolenia, podnoszenie własnych kwalifikacji, umiejętne przekazywanie wiedzy oraz stawianie wysoko poprzeczki kursantom. Może umiejętności i wiedza zdobyte na kursie przyczynią się do zmniejszenia liczby wypadków z udziałem motocyklistów?

Kursantów motocyklowych można podzielić na dwie grupy. Pierwsza to pasjonaci. Oni tzw. kulturę motocyklową znają doskonale. Bo na jednośladzie jeździł tata, dziadek, wujek… Teraz nadszedł ich czas. Chcą zacząć w pełni samodzielną motocyklową przygodę.

Są świadomi zagrożeń, mają pojęcie o motocyklach, odzieży ochronnej. Bardzo często przychodzą na jazdy w profesjonalnych ubraniach. Widać, że na swoim bezpieczeństwie nie oszczędzają. Pewnie jest to także wyraz motocyklowego snobizmu.

Druga grupa kursantów to ludzie trochę z przypadku, czasami podążający za modą, namawiani przez znajomych lub szefa, który lubi weekendowe wypady na motocyklu. A przecież jemu się nie odmawia! To nie są pasjonaci, ale szkoły jazdy istnieją również dla nich! My musimy ich nauczyć jeździć, a jak się da – zarazić motocyklowym bakcylem.

Ściągawka z adresami

Jak w prowadzonej przeze mnie szkole wygląda część teoretyczna? Na zajęciach podaję podstawowe informacje na temat budowy motocykla, techniki oraz taktyki jazdy, ubioru, zachowań motocyklisty na drodze, zwyczajów. Przygotowałem też dla moich motocyklowych kursantów krótką ściągawkę. Umieściłem na niej adresy sklepów, dilerów, serwisów motocyklowych w Poznaniu. Opracowałem również zestawienie ubrań motocyklowych godnych według mnie polecenia. Ułożyłem je od strojów w niższych cenach przez te z dobrym stosunkiem ceny do jakości po topowe.

Dlaczego to robię? Wielu kursantów nie zna się na motocyklowych markach. Trudno jest im odróżnić dobre produkty od słabych. Jedyne, czym się wtedy mogą kierować, jest cena. A dobrze byłoby, żeby była ona również gwarantem jakości.

Jeden na jeden

Jeżeli chodzi zaś chodzi o praktyczną część kursu, zasada jest prosta. Jeden instruktor przypada na jednego kursanta. Nie ma od niej odstępstwa! Nie wyobrażam sobie, żeby na placu instruktor szkolił trzech kursantów. A w niektórych szkołach jazdy tak się dzieje. Skąd to wiem? Widziałem kiedyś ogłoszenie o pracy dla instruktora kategorii A. Stawka godzinowa była w nim uzależniona od liczby kursantów szkolących się jednocześnie na placu pod okiem jednego instruktora.

Jeżeli kurs motocyklowy potrafi kosztować tyle co buty do biegania, instruktorowi nie będzie się chciało biegać i uczyć kursanta indywidualnie. Takim szkołom zależy tylko na liczbie szkolonych osób, nie na jakości nauczania. Są też takie, w których ludzie czekają na rozpoczęcie szkolenia aż trzy tygodnie! Bo taki ośrodek ma renomę, kursantów nie brakuje, ale szkoli się ich porządnie, bez pośpiechu, nie taśmowo.

Nie może być moim zdaniem tak, że instruktor nie jeździ motocyklem (a i to się zdarza), bo nie lubi, a jednocześnie prowadzi kursy. Jak ma zainteresować kandydata na motocyklistę? Inna kwestia to instruktorzy, którzy pozwalają kursantowi na samotną jazdę po placu, szkoląc kogoś innego w ruchu miejskim na kat. B!

Instruktorzy oraz właściciele szkół, którzy pozwalają na pozostawienie kursanta lub kursantów samych na placu, są chyba święcie przekonani, że nic się nie stanie. Albo są po prostu głupi. A jak mówią, tacy mają szczęście…

Jak szkolić? Każda metoda ma swoich zwolenników

Szkolenie w ruchu drogowym jest prowadzone na różne sposoby. Nie jestem w stanie rozstrzygnąć, które z nich („plecakowe”, prowadzone z drugiego motocykla, polegające na jeździe za kursantem samochodem) jest najlepsze z punktu widzenia szkolącego. Każda z tych metod ma swoich zagorzałych zwolenników, ale także przeciwników.

Szczegóły techniki i taktyki jazdy powinny być, niezależne od sposobu prowadzenia szkolenia, przekazane kursantowi tak, żeby potrafił jeździć bezpiecznie, sprawnie, dynamicznie oraz nie bał się przełamywać barier. Zjawisko przeciwskrętu jest dla wielu instruktorów nieznane.

Redukcja z międzygazem, ułożenie stopy na podnóżku oraz właściwe operowanie hamulcami są kluczowe z punktu widzenia bezpieczeństwa. Po Internecie krąży filmik, na którym widać, jak motocyklistę na zakręcie wyprzeda rowerzysta! To obnaża kompletny brak umiejętności tego pierwszego. Stwarza on duże zagrożenie. Zarówno dla siebie, jak i innych użytkowników drogi.

My, motocyklowi instruktorzy, musimy stawiać na jakość szkolenia, podnoszenie własnych kwalifikacji, umiejętne przekazywanie wiedzy oraz stawianie wysoko poprzeczki kursantom. Może zdobyte na kursie umiejętności i wiedza przyczynią się do zmniejszenia liczby wypadków z udziałem motocyklistów?

Marcin Zygmunt, instruktor nauki jazdy, właściciel OSK

aaa

« powrót

Wasze komentarze (4)

Dodaj komentarz
15426Dodany przez Salomon (23.05.2017, 12:14 PM)

Proponuję podniesienia jeszcze wieku do uzyskania p.j. kat A znikną z dróg młodzieńcy a zostaną solidni, roztropni, rozumni i przezorni: seniorzy, dziadkowie i emeryci w ten sposób z tą grupą kierujących zrobimy porządek należy też poważnie zastanowić się nad kat B w trosce o BRD.

15427Dodany przez W Sz. (23.05.2017, 1:44 PM)

Samo szkolenie -nawet prowadzone w najlepszy i bardzo profesjonalny sposób nie wiele,zmieni jeśli w dalszym ciągu trafiać będą do OSK kursanci fatalnie wychowani i nie przestrzegający żadnych zasad.Statystyki wykazują ,że ponad 80% zatrzymanych kierowców doskonale zdaję sobie sprawę z popełnionego wykroczenia.

15457Dodany przez qsq (24.05.2017, 9:41 AM)

Od czegoś trzeba zacząć, skoro w domu nikt nie uczy komunikacyjnej kultury, w szkole nikt nie uczy kultury i bezpieczeństwa na drodze to może w OSK trzeba zacząć.

15568Dodany przez sceptyk (26.05.2017, 10:22 PM)

dokładnie, nie można cały czas zwalać na innych. Trzeba działać na każdym z etapów.