Afera korupcyjna w PORD. Wreszcie ruszył proces

Data publikacji: 20.01.2012

Po roku prób udało się w końcu rozpocząć główny proces w aferze korupcyjnej w Pomorskim Ośrodku Ruchu Drogowego w Gdańsku - donosi Gazeta.pl.

W środę wyjaśnienia składali pierwsi oskarżeni egzaminatorzy Wojciech K. przez ostatnie siedem lat pracował jako egzaminator w PORD, a wcześniej był instruktorem. To główny oskarżony. Prokurator zarzuca mu popełnienie ponad stu przestępstw o charakterze korupcyjnym oraz kierowanie grupą przestępczą. Mężczyzna nie przyznaje się do winy. W lutym ub. roku, gdy sprawa trafiła do sądu i miało dojść do pierwszej rozprawy, 49-latek z Redy powiedział nam, że w PORD faktycznie nie było żadnej zorganizowanej korupcji i obiecywał, że dowiedzie tego w trakcie procesu. Nie miał jednak okazji, bo wszystkie planowane rozprawy spadały z wokandy (m.in. przez nieobecność K. spowodowaną chorobą albo złożenie przez niego wniosku o ustanowienie nowego obrońcy). Składając w środę wyjaśnienia przed sądem, Wojciech K. kilkakrotnie zapewnił, że jest niewinny. W tej sytuacji sędzia Anna Hodysz odczytała jego zeznania złożone w prokuraturze w trakcie śledztwa. Wtedy przyznawał się do załatwiania praw jazdy za łapówki i ze szczegółami opowiadał śledczym, jak to się odbywało: "B. przynosił mi kartkę z nazwiskiem i prosił, żeby ta osoba zdała. Pieniądze przekazywano na terenie PORD, zazwyczaj po egzaminie, rzadko przed nim (...). Ale nie zawsze chodziło o pieniądze, czasem robiło się to dla rodziny, znajomych (...). Nigdy nie wskazywałem kwot, ale było to od 300 do 700 zł. Ja dostawałem te pieniądze od instruktorów nauki jazdy, a przekazywałem je egzaminatorom, czasem zatrzymywałem sobie np. 100 zł". Na rozprawie K. wszystko odwołał: - Dałem się złamać, bo w areszcie policjanci obiecywali, że wyjdę i nawet wrócę do pracy w PORD, jak się przyznam i podam kolegów. Zeznawałem pod presją - mówił Wojciech K. - Kto pana zastraszył? - zapytała sędzia. - Wystarczyła mi sama wizja aresztowania - odpowiedział. Również jego koledzy z ławy oskarżonych nie przyznają się do winy. Twierdzą, że zostali wrobieni albo że afera w PORD została sztucznie rozdmuchana, bo było takie zapotrzebowanie polityczne. Wieloletni egzaminator Antoni K. składał wyjaśniania przez kilka godzin. Jak mantrę powtarzał, że jego kontakty z pośrednikami, którzy mieli przekazywać mu łapówki od kursantów, "ograniczały się do sporadycznych spotkań i grzecznościowej wymiany wzajemnych pozdrowień" oraz że w stawianych mu przez prokuratora zarzutach "objawia się brak jakiejkolwiek logiki w spójności faktów i zdarzeń". Ten proces potrwa wiele lat. Gdy wszyscy oskarżeni złożą już wyjaśniania, a zajmie to co najmniej kilka miesięcy, zacznie się wzywanie świadków - 320 osób jest zgłoszonych do bezpośredniego przesłuchania, a do samego odczytania czekają zeznania kolejnych 830 osób. Afera PORD wyszła na jaw na początku 2009 r. Z ustaleń prokuratury wynika, że pieniądze od kursantów - w wysokości od kilkuset do kilku tysięcy złotych - trafiały do kieszeni egzaminatorów, którzy decydowali, kto otrzyma prawo jazdy, a kto będzie musiał ponownie zdawać egzamin. Pośrednikami w przekazywaniu łapówek byli instruktorzy oraz właściciele kilkunastu szkół jazdy z Pomorza. Oni także sporo na tym zarabiali, bo po drodze pobierali dla siebie odpowiednią prowizję, zwykle kilkaset złotych od osoby. Śledczy z Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku dotarli też do około 300 osób, które w ciągu ostatnich ośmiu lat płaciły lub przyjmowały korzyści w zamian za załatwienie prawa jazdy.

źródło: Gazeta.pl

aaa

« powrót

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz